20/05/2026
Historia pewnych skarpetek.
Wczoraj zatrzymaliśmy się na naszej weekendowej miejscówce. Niestety prognoza nie była łaskawa, w nocy temperatura miała spaść do 2°C, a do tego zaczął padać śnieg.
W trakcie rozbijania obozu zauważyliśmy kobietę w czerwonej, nieprzemakalnej kurtce, próbującą rozbić namiot. Zapytaliśmy, czy nie potrzebuje pomocy, zaproponowaliśmy, że możemy rozstawić nasz duży namiot, bo w przyczepie nie mieliśmy miejsca, żeby ją ugościć.
Kobieta bardzo się ucieszyła i przyjęła pomoc. Po chwili dołączyła do niej druga osoba, okazało się, że to matka z córką, dwie sympatyczne Francuzki.
Zaoferowaliśmy coś ciepłego do picia, ale odmówiły. Podzieliliśmy się za to tym, co mieliśmy: dodatkowym śpiworem, krzesełkami i przestrzenią. I tak spędziły noc w swoim namiocie, ale już pod dodatkową warstwą ochrony i życzliwości.
Rano spakowały się, zapukaly do nas i wręczyły liścik oraz… skarpetki. W liście było napisane:
„Bardzo dobrze się nami opiekowaliście. Jesteśmy Wam nieskończenie wdzięczni. To nic w porównaniu do wszystkiego, co nam daliście (fizyczne ciepło, ludzka życzliwość, wsparcie, komfort…), ale tutaj są moje skarpetki z osiołkami, ponieważ przeszliśmy pierwsze 70 km Szlaku Stevensona (on przeszedł go ze swoim osłem). Z kolei my przyniesiemy komfort i ciepło innym nieznajomym, którzy mogą tego potrzebować. Dziękujemy ❤️”
Nie płakałam. Wcale. 😭
A jednak czasem najprostsze rzeczy, para ciepłych skarpetek, niosą więcej niż się wydaje. Bo to nie przedmiot jest ważny, tylko intencja i dalej przekazane dobro.
Teraz Konrad ma swoje skarpety (idealnie do niego pasują), a ja dostałam swoją parę od Jacqueline ❤️ Nieznajomi, a jakby znali nas od dawna, wiedzieli, że kolorowe skarpetki to nasza mała rzecz.
Urodziny za pare dni, a tu takie prezenty 😍
Dziękuję. Jeszcze raz dziękuję za tych wszystkich ludzi na naszej drodze. Jesteście niesamowici.