4Koty - behawiorystka, petsitterka

4Koty - behawiorystka, petsitterka Konsultacje behawioralne, leczenie zaburzeń zachowania kotów, catsitting, edukacja

Behawiorystka kotów

Problemy z kuwetą•agresja•konflikty między kotami•lęk•zmiany w domu

Konsultacje behawioralne • catsitting
📍Zielonka i okolice | Warszawa | online

Życie z 4 kotami i wiedza o ich zachowaniu

📩 Napisz, jeśli potrzebujesz wsparcia

29/08/2026

Własne doświadczenie może być bardzo cenne. Pozwala obserwować, zauważać różnice między kotami, zadawać kolejne pytania i uczyć się na konkretnych sytuacjach.

Ale jest różnica między doświadczeniem, opinią
a wiedzą.

„U mojego kota tak było” - to doświadczenie.

„Uważam, że…” - to opinia.

Jedno i drugie ma swoje miejsce. Problem pojawia się wtedy, kiedy na podstawie własnych doświadczeń zaczynamy tworzyć reguły dotyczące wszystkich kotów albo przedstawiamy opinię tak, jakby była faktem.

Pojedyncza obserwacja może być początkiem pytania. Nie musi być jeszcze odpowiedzią.

Wiedza wymaga szerszego spojrzenia. Sprawdzania informacji, konfrontowania ich z tym, co już wiemy, uwzględniania różnych możliwych wyjaśnień,
i co bardzo ważne, aktualizowania jej, kiedy pojawiają się nowe dane.

Dlatego rzetelność nie oznacza nieomylności.
Czasem najbardziej rzetelną odpowiedzią jest:

„Nie wiem.”
„To zależy.”
„Muszę to sprawdzić.”
„Dziś wiemy na ten temat więcej.”

I nie chodzi o to, żeby przestać ufać ludziom, którzy dzielą się wiedzą.

Chodzi o to, żeby odróżniać to, co ktoś wie, od tego, czego doświadczył, i od tego, co jest jego opinią.

👉 A Ty zwracasz na to uwagę, kiedy czytasz lub oglądasz porady dotyczące kotów?

Napisz w komentarzu, po czym oceniasz, czy informacja jest dla Ciebie wiarygodna.

A w kolejnej części przyjrzymy się temu, co możemy sprawdzić, kiedy chcemy ocenić kompetencje osoby,
od której czerpiemy wiedzę.

26/08/2026

📅 26 sierpnia - Międzynarodowy Dzień Psa.

Jestem kocią behawiorystką.
Ale dobrostan nie kończy się na kotach.

Pies jest psem.
Kot jest kotem.

Każdy z nich inaczej komunikuje swoje potrzeby,
inaczej buduje relacje i inaczej funkcjonuje w swoim środowisku.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy próbujemy patrzeć na psa jak na kota, na kota jak na psa, albo na oba gatunki jak na ludzi.

Dlatego niezależnie od tego, jakie zwierzę z nami żyje, warto poznawać jego potrzeby i uczyć się jego sposobu komunikacji.

Bo dobra opieka zaczyna się od próby zrozumienia zwierzęcia takim, jakie jest.

Wszystkiego dobrego, Psiaki. ❤️

********

👉 Zaobserwuj 4Koty, jeśli chcesz więcej treści
o zachowaniu i dobrostanie zwierząt.


| pies | psy | kot | koty | behawiorystkakocia

21/08/2026

❓ W poprzedniej rolce zapytałam:
Czy dwa koty są szczęśliwsze niż jeden?

Obiecałam, że odpowiem.
Moja odpowiedź brzmi: TO ZALEŻY.

I zacznijmy od samego słowa „szczęśliwsze”.
W przypadku kotów łatwiej i dokładniej mówić
o dobrostanie, czyli o tym, jak kot czuje się
i funkcjonuje w swoim środowisku, czy jego potrzeby są zaspokojone, czy czuje się bezpiecznie
i czy może zachowywać się w sposób naturalny dla swojego gatunku.

A tego nie da się ocenić tylko na podstawie liczby kotów w domu.

Kot może tworzyć bliskie relacje z innymi kotami.
Może szukać ich towarzystwa, spać blisko drugiego kota, ocierać się o niego, wzajemnie się z nim pielęgnować czy inicjować kontakt.
Ale nie oznacza to, że każdy kot potrzebuje drugiego kota, żeby dobrze się czuć.

Dla jednego kota drugi kot może być ważnym towarzyszem. Dla innego jego obecność będzie
po prostu neutralna, koty mogą mieszkać razem,
ale nie tworzyć bliskiej relacji. Dla jeszcze innego wspólne życie może oznaczać stres i napięcie.

I tutaj pojawia się coś bardzo ważnego.
My, ludzie, nie zawsze prawidłowo odczytujemy relacje między kotami.

Dwa koty biegające za sobą po mieszkaniu niekoniecznie świetnie się razem bawią.
Gonitwy, zapasy czy zaczepianie mogą być zabawą, ale w określonym kontekście mogą
też świadczyć o napięciu.

I odwrotnie, pojedyncze syknięcie czy pacnięcie łapą nie oznacza automatycznie, że koty się nie lubią.

Dlatego nie warto oceniać całej relacji
na podstawie jednej sytuacji.

Po czym więc można poznać, jaka naprawdę
jest relacja między kotami? I co ma większe znaczenie niż sama ich liczba?

👇 Dalsza część w moim komentarzu pod rolką.

********

Jestem Ewa, kocia behawiorystka i catsitterka.
W pomagam lepiej rozumieć zachowanie kotów, opierając się na aktualnej wiedzy o ich potrzebach i dobrostanie.

📍 Zielonka | Warszawa | online

19/08/2026

❓Jak myślicie? Prawda ✅ czy fałsz ❎?

➡️ Czy dwa koty są szczęśliwsze niż jeden?

Jestem ciekawa Waszych odpowiedzi, i tego,
dlaczego tak uważacie.

Czekam na Was w komentarzach.
Na to pytanie odpowiem w następnej rolce.

********

Jestem Ewa, kocia behawiorystka i catsitterka.
W pomagam lepiej rozumieć zachowanie kotów, opierając się na aktualnej wiedzy o ich potrzebach i dobrostanie.

📍 Zielonka | Warszawa | online


18/08/2026

📅 15 sierpnia - Światowy Dzień Bezdomnych Zwierząt

Przegapiłam tę kartkę z kalendarza.

Ale tej daty nie chcę pominąć.

W 2026 roku 15 sierpnia przypadł Światowy Dzień Bezdomnych Zwierząt, obchodzony w trzecią sobotę sierpnia.

I choć sama data trwa jeden dzień, problem bezdomności zwierząt nie znika następnego ranka.

Bezdomność nie zaczyna się w schronisku ani na ulicy.

Bardzo często zaczyna się od decyzji człowieka.

Od braku kastracji.
Niekontrolowanego rozmnażania.
Braku zabezpieczeń.
Braku wiedzy o potrzebach gatunkowych zwierzęcia
i czasem również braku chęci, żeby tę wiedzę zdobyć.
Porzucenia.

Bo odpowiedzialność za zwierzę to nie tylko zapewnienie mu jedzenia i miejsca do spania.

To także poznanie jego potrzeb, dbanie o zdrowie
i dobrostan oraz podejmowanie decyzji, które zmniejszają ryzyko, że ono lub jego potomstwo zasili problem bezdomności.

Dlatego zamiast tylko mówić o bezdomności, warto mówić również o tym, jak jej zapobiegać.

Bo najlepsza pomoc to także taka, dzięki której kolejne zwierzę nie stanie się bezdomne.

👉 Zaobserwuj 4Koty, jeśli chcesz więcej treści
o kotach i ich dobrostanie.

17/08/2026

🐈 To, w czym kot trafia do lecznicy,
ma znaczenie.

Wizyta u lekarza weterynarii dla wielu kotów
jest sytuacją trudną, podróż, obce zapachy, dźwięki, ludzie, inne zwierzęta i samo badanie. Dlatego warto nie dokładać kolejnych trudności już na etapie transportu.

Ostatnio, będąc w lecznicy ze swoimi kotami,
po raz kolejny zwróciłam uwagę na to,
w czym i w jaki sposób opiekunowie przynoszą koty.

Wiklinowe kosze, torby, transportery o bardzo różnej konstrukcji, ale zdarzają się też koty przynoszone na rękach, bez transportera
i bez szelek.

I właśnie dlatego warto o tym mówić.

Nie po to, żeby oceniać opiekunów.
Często korzystamy z rozwiązania, które wydaje się wystarczające, dopóki nie wydarzy się coś nieprzewidzianego.

A w lecznicy wystarczy nagły hałas, szczekający pies, otwierające się drzwi czy moment paniki.
Przestraszony kot może zareagować zupełnie inaczej niż w domu.

Dlatego transport to nie tylko kwestia wygody.
To przede wszystkim kwestia bezpieczeństwa kota.

👉 A w czym Wasze koty jeżdżą do lekarza weterynarii?

********

Jeśli masz pytania dotyczące zachowania kota, jego potrzeb albo przygotowania go do różnych codziennych sytuacji, możesz do mnie napisać.

Jestem Ewa, kocia behawiorystka.
Pomagam opiekunom lepiej rozumieć zachowanie kotów i ich potrzeby.

Zaobserwuj 4 Koty, jeśli chcesz lepiej rozumieć swojego kota.

13/08/2026

📅 13 sierpnia - Międzynarodowy Dzień Osób Leworęcznych

Ten post pojawia się tutaj z bardzo prostego powodu, jestem leworęczna. ✋

Ale skoro już mamy moje święto, sprawdźmy,
jak to wygląda u kotów. 🐾

Koty również mogą mieć preferencję jednej z przednich łap.

Nie jest to jednak dokładnie to samo co prawo
i leworęczność u ludzi. Badania pokazują, że wiele kotów częściej wybiera jedną łapę podczas konkretnych czynności, np. rozpoczynania schodzenia ze schodów, przekraczania przeszkody czy sięgania po jedzenie.

Co ciekawe, u kotów, inaczej niż u ludzi, na poziomie całej populacji nie stwierdzono zdecydowanej dominacji jednej strony.

🙋 Poobserwuj dziś swojego kota, którą łapkę wybiera częściej?

********

👉 Zaobserwuj 4Koty, jeśli chcesz więcej takich kocich ciekawostek.

Jestem Ewa, kocia behawiorystka.
Pomagam opiekunom lepiej rozumieć swoje koty i lepiej z nimi żyć.

Masz problem z zachowaniem swojego kota?
Odezwij się do mnie.


• Dzień Osób Leworęcznych • kocie ciekawostki

Polecam uwadze.
11/08/2026

Polecam uwadze.

KOTY: ZWIERZĘTA DRUGIEJ KATEGORII?

W zeszly piątek po południu odwiedził mnie Norbert ze swoim kotem Bonifacym. Jak zapewne domyślacie się po imieniu, Bonifacy jest czarnym kotem z pięknym białym pyszczkiem. Nie znosi samochodu, transportera ani mojego gabinetu. Nie wiem, której z tych rzeczy najbardziej.

Norbert postawił transporter na stole. Poprosiłem, żeby otworzył drzwiczki, ale nie wyciągał kota. Chciałem dać Bonifacemu chwilę. Pozwolić mu rozejrzeć się z miejsca, które w tej sytuacji mogło wydawać mu się jeszcze względnie bezpieczne. Pierwsze zdanie Norberta brzmiało: „Od wczoraj prawie nic nie je”.

Kot siedział na dnie transportera, wciśnięty w jego najdalszy róg. Nie syczał. Nie próbował uciekać. Kiedy po kilku minutach wyjąłem go i położyłem na stole, również nie protestował. Był tak spokojny, że przez chwilę można było uznać to za zaletę.

Według dokumentacji sprzed dwóch lat Bonifacy ważył pięć i pół kilograma. Teraz niewiele ponad cztery. Sierść na grzbiecie była matowa i posklejana. Mięśnie tylnych łap wyraźnie się zmniejszyły. Norbert opowiadał, że Bonifacy ostatnio więcej spał, rzadziej wskakiwał na parapet i czasami nie trafiał do kuwety. Miał jednak czternaście lat. Norbert zakończył tę listę zdaniem, które słyszę w gabinecie bardzo często: „Starość. W końcu wszystkich nas to czeka”.

Tyle że starość opisuje wiek. Nie wyjaśnia utraty półtora kilograma, zaniku mięśni ani coraz mniejszej sprawności. To, co działo się z Bonifacym, nie zaczęło się poprzedniego dnia. Poprzedniego dnia jego organizm przestał sobie z tym radzić.

Takich kotów widziałem setki. Trafiają do gabinetu, gdy przestają jeść, zaczynają wymiotować, nie mogą oddać moczu albo nie mają już siły wejść na kanapę. Oczywiście psy również czasem przyjeżdżają za późno. One także potrafią ukrywać ból. Częściej jednak pokazują zmianę w sposób, który łatwiej nam zauważyć. Zaczynają kuleć. Odmawiają spaceru. Zostają na nim troche z tyłu. Piszczą przy wstawaniu albo stają się drażliwe. Patrzą na człowieka w sposób, który trudno nam zignorować.

Kot najpierw zaczyna nas okłamywac. Zmienia swoje życie, pozwalając nam wierzyć, że wszystko nadal jest w porządku. Przestaje wskakiwać na najwyższą półkę, więc wybiera niższą. Na parapet nie wchodzi już jednym skokiem, tylko korzysta z krzesła. Mniej dokładnie myje grzbiet. Dłużej zastanawia się przed wejściem do kuwety. Zaczyna spać w innym miejscu, bo dotychczasowe wymagało pokonania schodów. Rezygnuje z zabawy, ale nadal przychodzi do miski. Nadal mruczy. Nadal wygląda jak kot, który po prostu stał się spokojniejszy.

I właśnie dlatego tak łatwo go przeoczyć.

Badania od lat pokazują tę samą dysproporcję. Koty trafiają do lekarza znacznie rzadziej niż psy. W części analiz różnica była niemal dwukrotna. Duża część kotów przez cały rok nie ma żadnego kontaktu z lecznicą, nawet profilaktycznego. Rzadziej są ubezpieczane. Ich opiekunowie statystycznie rzadziej decydują się na rozbudowaną diagnostykę i kosztowne leczenie.

Najprościej byłoby uznać, że wniosek jest oczywisty. Ludzie po prostu mniej kochają koty. Tyle że byłoby to krzywdzące i zbyt łatwe.

Widziałem setki opiekunów kotów, którzy przez wiele miesięcy podawali leki dwa, trzy czasem cztwery razy dziennie. Uczyli się wykonywać płynoterapię podskórną, mierzyli ilość wypitej wody, sprawdzali masę ciała i potrafili dostrzec różnicę między zwykłym snem a wycofaniem. Widziałem też ludzi, którzy przyjeżdżali w środku nocy, ponieważ ich kot zachowywał się troche inaczej, chociaż nie umieli jeszcze powiedzieć, na czym ta zmiana polega.

Problem nie zawsze leży w braku miłości. Częściej w tym, że przez lata nauczyliśmy się źle tę miłość tłumaczyć.

Pies potrzebuje spacerów i organizowania dnia. Regularnie pokazuje nam swoje ciało w ruchu. Widzimy, jak wstaje, idzie, biegnie, oddaje mocz i reaguje na otoczenie. Każdy spacer staje się małym, nieświadomym badaniem kontrolnym. Kot może chorować kilka metrów od nas. Może leżeć obok nas na kanapie i przez długi czas nie zakłócić domowego rytmu.

Do tego dochodzi opowieść, którą sami stworzyliśmy i powtarzamy od dzieciństwa. Kot jest przecież niezależny. Chodzi własnymi drogami. Nie potrzebuje człowieka tak bardzo jak pies. Poradzi sobie. A jeśli śpi przez większość dnia, to przecież koty tak mają.

Zdanie „koty tak mają” przykryło prawdopodobnie więcej ich chorób niż niejeden brak dostępu do diagnostyki.

Oddawanie moczu poza kuwetą uznajemy za złośliwość. Niechęć do dotyku za pogorszenie charakteru albo chwilowy kaprys. Ograniczenie skakania za naturalną konsekwencję wieku. Zaniedbaną sierść za lenistwo. Chowanie się za kocią potrzebę samotności. Każde z tych zachowań może mieć przyczynę związaną ze stresem albo z otoczeniem. Każde może też oznaczać ból, chorobę stawów, problem z drogami moczowymi, chorobę nerek, nadczynność tarczycy, nadciśnienie lub bolesne zmiany w jamie ustnej.

Starość również nie jest rozpoznaniem. Jeżeli starszy kot przestaje wskakiwać na kanapę, nie oznacza to, że nic nie można zrobić, ponieważ ma swoje lata. Coś ograniczyło jego sprawność. Dopiero później możemy ustalić, czy przyczyną jest ból, osłabienie mięśni, zaburzenie neurologiczne, pogorszenie wzroku czy kilka problemów występujących jednocześnie.

My, lekarze weterynarii, także lubimy czasami opowiadać tę historię tak, jakby cała odpowiedzialność spoczywała na opiekunach. Gdyby przyjechali wcześniej. Gdyby lepiej obserwowali. Gdyby wykonywali regularne badania.

Wiedza o kotach rozwija się dziś bardzo szybko. Wielu lekarzy za tymi zmianami podąża, szkoli się i specjalizuje w medycynie kotów. Ale część winy za to, że wciąż bywają pacjentami drugiej kategorii, leży tez po naszej stronie. Koty są trudniejsze w badaniu, a my czasami , choc trudno sie nam do tego przyznac, zwyczajnie się ich boimy. Wtedy zamiast spokojnie ocenić chód, stawy, jamę ustną i miejsca bolesne, robimy tylko to, co uda się zrobić szybko. Osłuchać, dotknąć brzucha i z powrotem do transportera, zanim ugryzie albo podrapie.

W ten sposób łatwo przeoczyć artrozę, choroby przyzębia czy bolesne zmiany resorpcyjne zębów. Kot wraca do domu jako „zdrowy jak na swój wiek”, choć każdy skok albo każdy kęs może sprawiać mu ból.

Kot potrafi stać się pacjentem drugiej kategorii jeszcze przed wejściem do gabinetu. Najpierw zostaje złapany i wepchnięty do transportera, który przez większość roku stoi w piwnicy. Potem jedzie samochodem. W poczekalni otaczają go obce zapachy i szczekające psy. Następnie trafia na stół, gdzie obca osoba próbuje wyciągnąć go z jedynego miejsca, w którym może się ukryć.

Jeśli walczy, nazywamy go agresywnym. Jeśli zastyga, uznajemy, że dobrze znosi badanie. A bezruch przerażonego kota nie jest spokojem.

Stres zmienia oddech, tętno, temperaturę, ciśnienie i poziom glukozy. Utrudnia osłuchiwanie, ocenę bólu, pobranie krwi i wykonanie badań obrazowych. Mocniejsze przytrzymywanie nie sprawia, że kot zaczyna współpracować. Odbiera mu jedynie możliwość ucieczki. Ten sam mechanizm, który zwodzi opiekuna w domu, potrafi zmylić lekarza w gabinecie.

A czasem wystarczy cisza i kilka minut. Jeden kot pozwoli zbadać się w ramionach opiekuna, inny na dnie transportera. Kolejny będzie potrzebował leku zmniejszającego lęk jeszcze przed podróżą. Bywa też, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest sedacja. Nie jest porażką lekarza ani opiekuna. Pozwala dokładnie zbadać zwierzę bez walki i niepotrzebnego strachu.

Medycyna przyjazna kotom nie zaczyna się od "znanego" dyfuzora z feromonami ani od kociej sylwetki przyklejonej na drzwiach. Zaczyna się od uznania, że kota nie można badać jak małego psa o trudniejszym charakterze.

Również w naszym zawodzie pies przez długi czas pozostawał gatunkiem domyślnym. Wielu lekarzy czuje się przy nim pewniej. Psie sygnały są dla nas bardziej czytelne, a samo badanie zazwyczaj łatwiejsze. Kot szybciej pokazuje swoje granice. Źle przeprowadzona wizyta może zamknąć możliwość dalszej diagnostyki tego dnia, a czasem również podczas kolejnych wizyt.

W wielu obszarach koty są także słabiej reprezentowane w badaniach klinicznych. Trudniej zakwalifikować je do badań i regularnie przywozić na kontrole. Tam, gdzie danych jest mniej, decyzje stają się trudniejsze, a lekarz ma mniej pewności, którą może przekazać opiekunowi. Powstaje błędne koło. Rzadziej badamy koty, więc wolniej zdobywamy wiedzę na ich temat. Mniejsza wiedza utrudnia tworzenie lepszych metod diagnostyki i leczenia. A potem kolejny opiekun słyszy, że u kota niewiele da się zrobić. Bywa, że wychodzi z gabinetu bez pełnego obrazu dostępnych możliwości. Później jego decyzję przedstawia się jako dowód, że ludzie nie chcą leczyć kotów.

Dzisiaj coraz częściej nazywamy zwierzęta naszymi futrzanymi dziećmi. Nie widzę w tym niczego złego, jeśli za tym określeniem idzie odpowiedzialność oraz szacunek dla potrzeb konkretnego gatunku. Można kochać kota jak członka rodziny i nadal nie zauważać jego bólu. Miłość nie daje automatycznie wiedzy. Czasami nawet utrudnia dostrzeżenie zmiany, ponieważ obserwujemy zwierzę codziennie, a choroba odbiera mu sprawność po kawałku.

Sto gramów mniej. Jeden skok mniej. Jedna pominięta sesja mycia futra. Jedna noc spędzona pod łóżkiem. Nic spektakularnego.

Aż pewnego dnia kot przestaje jeść.

W pewnym momencie Norbert zaczął przeglądać filmy w telefonie. Na jednym z nich, nagranym kilka miesięcy wcześniej, Bonifacy próbował dostać się na parapet. Najpierw wskoczył na krzesło. Z krzesła na stół. Dopiero ze stołu na okno. Norbert zatrzymał nagranie. „Kiedyś wskakiwał tam prosto z podłogi”.

Nie usłyszałem w jego głosie obojętności. Było w nim zaskoczenie, poczucie winy i nagłe zrozumienie czegoś, co od miesięcy działo się na jego oczach. Obejrzeliśmy ten fragment jeszcze raz.

Podłoga. Krzesło. Stół. Parapet.

Norbert przez wiele miesięcy widział w tym zaradność starego kota. Siedząc obok niego w gabinecie, obaj zobaczyliśmy pacjenta, który od dawna omijał własne ograniczenia.

I może właśnie tak kot staje się pacjentem drugiej kategorii. Pomoc przychodzi dopiero wtedy, kiedy skończą mu się wszystkie sposoby, by radzić sobie bez niej.

K.

--------------
Czy Waszym zdaniem koty nadal są traktowane jak pacjenci drugiej kategorii? A może odrobine przesadzam?

11/08/2026

🦷 Kot je, więc zęby go nie bolą?
Niekoniecznie.

Koty mogą jeść mimo bólu w jamie ustnej.
Dlatego sam apetyt nie pozwala wykluczyć problemu stomatologicznego.

Złamany ząb również nie jest czymś, co warto
po prostu obserwować. W zależności od rodzaju i głębokości uszkodzenia może być źródłem bólu, stanu zapalnego czy zakażenia.
Dlatego taki ząb powinien ocenić lekarz weterynarii.

U moich kotów stomatologia jest częścią profilaktyki. Regularnie zaglądam im
do pyszczków i kontrolujemy zęby u lekarza weterynarii, nie czekamy, aż przestaną jeść
albo pojawią się bardzo wyraźne sygnały bólu.

Przed zabiegiem zrobiliśmy też niezbędne badania, żeby lekarz mógł ocenić ich stan zdrowia przed znieczuleniem.

I właściwie… Julian jutro nie jedzie sam.
Będzie ich troje.

Pozostała trójka również miała wykonane badania i jutro dwoje z nich też czeka usunięcie kamienia nazębnego, a zęby, których nie będzie można pozostawić, zostaną usunięte.

Trzymajcie jutro kciuki za całą trójkę. 🦷

A przy okazji mam dla Was małe przypomnienie,
kiedy ostatnio lekarz weterynarii zaglądał do pyszczka Waszego kota?

👉 Chcecie, żebym opowiedziała, jak na co dzień można dbać o kocie zęby i co warto uwzględnić
w profilaktyce zdrowotnej kota?
Napiszcie w komentarzu.

Adres

Jerzego Bartnika Magika 31
Zielonka
05-220

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy 4Koty - behawiorystka, petsitterka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do 4Koty - behawiorystka, petsitterka:

Skróty

Udostępnij