21/05/2026
Spotkałam w swoim życiu wiele osób pomagających i chcących pomagać zwierzętom. Nie wszystkie robiły to z właściwych pobudek, ale akurat dlaczego ktoś pomaga nie jest jakoś szczególnie ważne. Nawet jeżeli nie dlatego, że widzi iż taka pomoc jest potrzebna, ale po to by poczuć się lepiej... to jeśli robi to mądrze i dobrze - dla mnie OK. Problem nie tkwi w motywacji, a w realnym efekcie pomagania. Nigdy nie zapytałam: ej dlaczego ty to robisz? Skąd się tu wzięłaś? Jeśli ktoś chce - powie o tym sam.
Naprawdę pomaganie może dawać dużą frajdę pomimo tego, że obcujemy z nieszczęściem, to też jednoczymy się z ludźmi, o których istnieniu jeszcze wczoraj nie wiedzieliśmy... wpadamy na pomysły, które jeszcze tydzień temu wydawałyby się scenariuszem filmu fantasy... chowamy dumę w kieszeń prosząc dla innych o to, o co dla samych siebie nigdy byśmy nie poprosili... bo duma by nie pozwoliła...
Kiedy pomagamy mamy moc. Czujemy, że coś zmieniamy, że jakieś tryby zardzewiałej maszyny ruszają, widzimy poprawę losu tego jednego, konkretnego zwierzaka, który stanął na naszej drodze. Cieszymy się wtedy jak dzieci. Mamy świadomość, że wchodzimy choćby o stopień wyżej i nie myślimy: ile jeszcze stopni zanim wejdę na szczyt... Nie, my nie jesteśmy nastawieni na osiągnięcie celu. Wiemy, że jest on nieosiągalny... że idea pomagania to nie korporacyjny task, który trzeba / da się zrealizować. Znaczy da się, ale zaraz potem pojawia się nowy cel. Zazwyczaj trudniejszy, zazwyczaj bardziej wymagający. Pomagamy tu i idziemy tam, bogatsi o wiedzę, ludzi z którymi maszerujemy i znając poczucie własnej wartości. Szybciej widzimy już słomiany zapał, niewdzięczność, próbę manipulacji. I nie boimy się o tym mówić. W sposób uczciwy i asertywny. I nie mylmy asertywności z hejtem! Pomagającego od pomagacza odróżnia to, że wie o co idzie gra i że cokolwiek robi nie robi tego dla siebie, ani dla oklasków, ale po to żeby było zrobione... żeby komuś żyło się odtąd lepiej.
Spotkałam w swoim życiu wielu pomagaczy: fejsbukowych dyrygentów, wujków "dobra rada" i najgorszy gatunek - sępy fotografujące zwierzę w momentach największego cierpienia i odarcia z godności, bo to się sprzedaje...
Nie spotkałam w swoim życiu wielu ludzi, którzy mi zaimponowali, ale gdy już ich znalazłam - uczyłam się od nich z zapałem i pokorą, albo zwyczajnie szłam / idę dalej z nimi w pomaganiu.
Takich ludzi warto mieć. Warto się ich trzymać. Oni robią swoje. Po cichu. Systematycznie. Wytrwale... Im nie musisz mówić czego potrzebujesz... a jeśli musisz - robisz to bez strachu, stresu, bez poczucia niższości.
Wiola Paziewska DZIĘKUJEMY❤️🐾
I nie tylko za to.
PS: ależ oczywiście że jest to post sponsorowany, ale nie bójcie nic - jak kupicie nam karmy za tysia i to regularnie, to o Was też napiszemy😉🐾