27/11/2025
https://www.facebook.com/share/p/17W74unfTg/
Eutanazja…..
To zawsze bardzo trudna i bolesna decyzja o eutanazji konia, psa, kota, czy innego futerkowego przyjaciela. Trudna dla osób, które traktują zwierzęta, jako przyjaciół w partnerskiej relacji.
Decyzja o tym „czy” i „kiedy” - to dwie odrębne i trudne decyzje…
Z koniem jest chyba najtrudniej...
Ale chcę powiedzieć pare słów o reakcji zwierząt na odejście ich członka stada.
Dziś w mojej stajni była taka właśnie sytuacja. Klacz, której stan niestety nie rokował już, ani na poprawę, ani nawet na utrzymanie stanu stabilnego, po wielu wysiłkach, właścicielka podjęła trudną decyzję.
Ich pożegnanie trwało kilka dni, człowiek wiedział, jaką podjęto już decyzję…. Koń nie…
Koń jednak czuł emocje, strach, lęk i smutek człowieka. Nie rozumiał tylko dlaczego są te emocje.
Ta klacz to szefowa stada, żyła w stadzie na wolnym wybiegu w grupie 6 koni i 3 kuców. Za każdym razem, kiedy wychodziła ze swojego stada, na jazdę, kurację, spacer, czy cokolwiek innego, konie za nią rżały, zawsze przez cały czas jej nieobecności ją nawoływały, nawet kiedy była tuż obok, kiedy ją widziały i na pewno czuły, słyszały.
Ona nie zawsze odpowiadała - w końcu szefowa.
Dziś rano klacz nie chciała wyjść z wybiegu, szła bardzo bardzo niechętnie….
A żaden koń nie zarżał….
Przez cały dzień, żaden koń z jej stada za nią nie zarżał.
Panowała niesamowita cisza.
Bardzo przejmująca dla mnie cisza i bardzo wymowna reakcja jej stada.
I śnieg, który jeszcze bardziej wszystko wycisza.
Nikt nie zarżał, ja to usłyszałam….
Oni wiedzieli….
Ona też wiedziała, czuła po co wychodzi….
Identyczne obserwacje mam jeśli chodzi o moje psy. Zazwyczaj mam spore stadko od 7 do 11 psów, są zżyte ze sobą, choć wszystkie ze schronisk lub interwencji.
Niektóre bardziej się przyjaźnią, widać te sympatie i u psów i u koni i u kotów. Nawet u owiec.
Kiedy któryś z moich psów zaginął, całe stado było zawsze bardzo zaangażowane w szukanie, 3 razy moje psy wpadły we wnyki, blisko mojej stajni i wtedy szukałam ich z psami, zawsze tropili i byli w to bardzo zaangażowani. I znajdowali zgubę, czasem po paru dniach.
Ale kilka razy zdarzyło się, że psy nie chciały szukać, nie podejmowały tropu, ani nawet wysiłku, żeby biegać i węszyć. Za pierwszym razem nie rozumiałam, zachęcałam je, mówiłam „szukaj” milion razy, wtedy węszyły i pokazywały mi lisie nory, mysie dziury, jakieś śmieci, byleby mnie zadowolić. Ale NIE tropiły na serio, nie szukały zgubionego psa.
Szukaliśmy przez wiele dni tego psa. Codziennie zachęcałam psy do węszenia, a one jakby niechętnie.
Nie cierpiały, nie były smutne, ale nie szukały zguby.
Potem zrozumiałam, one wiedziały….
Kazan, jeden z moich psów, nigdy nie lubił spać ani mieszkać w domu, to było dla niego męką, ale kiedy się zestarzał i był chory, zmuszałam go do spania zima w domu, nie lubił tego, potrafił całą noc szczekać, doprowadzając mnie do załamania nerwowego po kilku nieprzespanych nocach. Wychodził po kilka razy w nocy na siku a była zima. I chował się przede mną, normalnie zwiewał i się chował, żeby go nie zamknąć w domu…. Wtedy brałam 2-3 jego przyjaciół, mówiłam „gdzie Kazan - szukaj” i oni zawsze go znaleźli. A kiedy go wytropili, był jazgot szczęścia i radość, a Kazan, cóż… niechętnie szedł do chaty.
Kilka miesięcy temu, wyszedł po kolacji na siku i już go nie znalazłam, psy nie podjęły nawet próby szukania, ani tego wieczora, ani w kolejne dni, patrzyli po prostu na mnie i czekali, ale nie ruszali tropić.
Oni też już wiedzieli.
Kazana nie zalazłam. Szukałam go miesiąc. Teraz wiem, że poszedł sobie umrzeć, nie chciał w domu…. Nie chciał robić kłopotu.
Dzisiejsza cisza koni, jest tak strasznie wymowna.
Mimo, że to nie był mój koń, nie była to moja decyzja, jest mi strasznie smutno…
W ostanim okresie pożegnałam kilka swoich psich staruszków i cudowną klacz.
Rozumiem ból i smutek
Mimo, że to tylko koń…..
Zwierzęta czują i rozumieją, pokazują i komunikują o wiele więcej niż myślimy.
Osoby z otwartym podejściem, podmiotowym, nie przedmiotowym i spędzające dużo czasu z końmi, czy psami, widzą i czują dużo więcej, gestów, reakcji, emocji, i rozumieją więcej.
To moje osobiste spostrzeżenia, jeśli ktokolwiek uważa inaczej, będzie chciał negować, przekonywać, że zwierzaki nie mają uczuć, czy też zechce mnie lub ten wpis hejtować - niech to zrobi sam ze sobą przed lustrem. Mnie nie obchodzi to, nie będę czytać ani ripostować komentarzy.
W moim świecie zwierzęta są ważne i są dla mnie osobiście mega mega ważne.