21/05/2026
◾ 𝗧𝗲𝗱𝗶, 𝗱𝗼 𝗺𝗻𝗶𝗲!◾
brzmi fajnie… ale dla młodego psa samo wołanie często znaczy tyle, co dla nas reklama w radiu podczas jazdy samochodem. Coś tam leci, ale człowiek średnio słucha.
Niedawno pojawił się u nas na swoim pierwszym treningu młody samoyed 𝗧𝗲𝗱𝗶. Skupiliśmy się głównie na nauce rezygnacji i przywołaniu, bo są to bardzo powiązane ze sobą kwestie, a w przerwach zrobiliśmy pierwsze kroki do chodzenia przy nodze. Oczywiście wszystko przeplatało się doskonałą zabawą i poznawaniem ciaśniejszych przestrzeni jakimi są tunele.
Z przywołaniem wiąże się jedno ćwiczenie, które pokazujemy naszym klientom niemal zawsze, bo w codziennym życiu psa i opiekuna robi naprawdę ogromną robotę.
𝗣𝗼𝗱𝗮̨𝘇̇𝗮𝗻𝗶𝗲 𝘇𝗮 𝗱𝗹𝗼𝗻𝗶𝗮̨.
Niby proste, a kryje się za tym bardzo dużo ważnych rzeczy. Nie chodzi tylko o to, żeby pies 𝘀𝘇𝗲𝗱𝗹 𝘇𝗮 𝗿𝗲̨𝗸𝗮̨.
Tak naprawdę od samego początku wdrukowujemy psu optyczną komendę przywołania.
Na filmie widzicie jak pokazujemy 𝗧𝗲𝗱𝗶𝗲𝗺𝘂 pustą, otwartą dłoń, a w momencie, kiedy pies się przy niej melduje pojawia się sygnał nagrody (pochwała) i sama nagroda.
𝗜 𝘁𝘂 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝗰𝗮𝗹𝘆 𝘀𝗲𝗸𝗿𝗲𝘁.
Dłoń jest pusta. Nie pokazujemy jedzenia przed nosem jak marchewki na kiju. Pies nie ma przychodzić do łapówki. Ma nauczyć się, że opłaca się sprawdzać, być blisko i utrzymywać kontakt, nawet wtedy, kiedy niczego nie widać.
Bo pies z natury jest ciekawski. Widzi otwartą dłoń i bardzo często sam chce sprawdzić, co się w niej znajduje. Dlaczego zatem nie wykorzystać jego ciekawości w treningu?
Nawet jeśli nie ma tam absolutnie nic, to po zameldowaniu się przy niej dostaje nagrodę. Dzięki temu uczy się ważnej rzeczy: najpierw działanie, potem wypłata 😅
I właśnie dlatego dłoń powinna być 𝗢𝗧𝗪𝗔𝗥𝗧𝗔. Nie zaciśnięta w pięść. Kiedy pies widzi pustą rękę, łatwiej rozumie, że nagroda pojawi się za chwilę, po wykonaniu zadania.
Ta nagroda oczywiście nie pojawia się zawsze. I to w tym wszystkim chodzi, by nie programować psa tylko na jedzenie ale na nadzieję z nią związaną. Przy zamkniętej dłoni często nie pracuje już z głową, tylko dobija się do niej jak szczerbaty do sucharów 😬
To ćwiczenie daje nam też ogrom możliwości treningowych. Na zwykłym podążaniu za dłonią możemy później budować np. slalom między nogami, dostawianie do nogi, chodzenie przy nodze, naprowadzanie na różne przedmioty, wysyłanie kierunkowe czy spokojne mijanie bodźców. Jedna mała rzecz, a otwiera naprawdę wiele drzwi.
Najpierw uczymy psa skupienia na dłoni. Potem dłoń zaczyna delikatnie „𝘂𝗰𝗶𝗲𝗸𝗮𝗰́”, a pies naturalnie zaczyna za nią podążać. W międzyczasie pojawiają się nagrody, kontakt i zabawa. Z czasem wydłużamy moment pracy przy dłoni i stopniowo nagradzamy coraz rzadziej.
I właśnie wtedy zaczyna dziać się magia.
Bo nie sztuką jest pracować za jedzenie. Sztuka polega na tym, żeby pies miał motywację do współpracy nawet wtedy, kiedy nie widzi nagrody. Jedzenie ma być niespodzianką, a nie warunkiem wykonania zadania. Na początku pojawia się prawie za każdym razem, później bardziej losowo. Dzięki temu pies nigdy do końca nie wie, kiedy dostanie nagrodę… ale zawsze uważa, że warto spróbować.
Co ciekawe, pies skupiony na konkretnym zadaniu dużo łatwiej odpuszcza rzeczy, które normalnie go nakręcają. Jeśli ekscytuje się innymi psami albo reaguje na nie agresją, to prowadzenie go na dłoni często pomaga wyjść z sytuacji bez awantury. Kiedy nos jest na targecie, głowa ma zajęcie, a człowiek może spokojnie psa przeprowadzić przez trudniejszy moment.
I to jest właśnie piękne w dobrze zrobionym treningu. Z boku wygląda jak „𝗰𝗵𝗼𝗱𝘇𝗲𝗻𝗶𝗲 𝘇𝗮 𝗿𝗲̨𝗸𝗮̨”, a tak naprawdę budujemy komunikację, skupienie, emocje i wspólny język.
𝗧𝗲𝗱𝗶 poradził sobie świetnie 🐻❄️ A najlepsze w takich pierwszych treningach jest to, że często nie uczymy psa wielkich komend. Uczymy go, że człowiek jest ciekawy, przewidywalny i warto za nim podążać. A od tego zaczyna się naprawdę fajne życie.