02/03/2026
Kochani, uchylam dziś rąbka tajemniczego życia hodowcy…
U Kariny wyznaczony termin porodu przypadał na 27.02.2026.
Kiedy zbliża się ta magiczna data, cała moja uwaga skupia się na przyszłej mamie – jej komforcie, poczuciu bezpieczeństwa i spokoju.
Dwa dni przed terminem „wprowadzam się” do jej pokoju.
U nas rodzące mamy mają prawdziwe jedynki VIP 🤍 Abisynki są bardzo energiczne, ale w ostatnim okresie ciąży również niezwykle wrażliwe na hałasy i bodźce. Dlatego dbam o to, by miały wszystko, czego potrzebują – ciszę, stałość, obecność i czułość.
Termin porodu zwykle wylicza lekarz podczas kontrolnego USG w połowie ciąży. Ale jak to bywa z naturą – wyliczenia swoją drogą, a życie swoją.
Karinka postanowiła poczekać jeszcze cztery dni.
To czas czuwania.
Pilnowania.
Dopieszczania.
I budowania między nami jeszcze silniejszej więzi.
Kiedy zaczynają się pierwsze skurcze, kotka domaga się obecności. Głaskania. Zapewnienia, że wszystko jest dobrze. Czasem małej porcji odżywki w kremie, kiedy wysiłek energetyczny jest duży. To niezwykłe, jak bardzo w tych chwilach potrzebują bliskości.
Tak rodzą się te cudowne maluszki.
Od pierwszych chwil znają mój zapach, mój dotyk. W kolejnych dniach i tygodniach uczą się świata w poczuciu bezpieczeństwa i zaufania.
Życie hodowcy to naprawdę pasmo przeżyć.
Gdy poród przebiega pomyślnie – jest euforia.
Gdy coś idzie nieprzewidywalnie – są łzy i gorycz.
Dziś było cudownie. Choć długo – rodziłyśmy (tak, ja w roli akuszerki 🤭) pięć maluszków przez sześć godzin – od pierwszych skurczy po spokojną, godzinną obserwację po narodzinach ostatniego kociątka.
Zmęczona. Wzruszona. Szczęśliwa.
Kocham to, co robię ♥️
-