13/06/2021
Tylko i aż dwie doby. Tyle spędził u mnie Śrutek. Moim zamysłem było to, żeby poćwiczyć z nim w warunkach domowych, na spokojnie, kilka razy dziennie, ale krócej. A także sprawdzić jak on się w domu czuje. Wyzwanie niemałe, mam przecież dwa swoje psy, niekoniecznie lubiące koty (obce tym bardziej), bo i swoją kocicę. Od piątkowego popołudnia Śrutek zajął pokój mojego synka. Stworzyłam mu tam przestrzeń do poruszania się, z zabezpieczoną podłogą (nietrzymanie moczu i kału) i przeszkodami. W klatce kennellowej zamykany był tylko na czas mojego wyjścia z domu, dla jego bezpieczeństwa gdyby psom udało się otworzyć drzwi od pokoju.
Nad czym pracuję ze Śrutkiem? Nad przywróceniem sprawności. Zaczęłam od kota, który miał silny niedowład kończyn tylnych, bez korektury postawy.
Praca z nim nie należy do łatwych. To tzw "serdeczny" kot. Jak mu się coś nie podoba, warczy, broni się pazurami i potrafi ugryźć. Początki były ciężkie. Powoli otwierał się na mnie, a to też daje nadzieję.
Tym krótkim weekendem chciałam dmuchnąć w jego żagle i chyba mi się udało. Nie kończymy pracy, choć Śrutek wrócił do lokalu , to za dwa tygodnie przyjedzie do mnie na 8 dni.
Te dwa dni bardzo nas do siebie zbliżyły. Miałam okazję pokazać mu, że moje intencje są dobre. Kilka razy dziennie ćwiczyliśmy, chociaż on wcale tego nie musiał odbierać jako rehabilitację.
Jestem dumna z niego. To jego droga do sprawności, ja mu tylko daję narzędzia do działania, wspieram.