28/05/2026
Oto powód dlaczego nie mam dobrej relacji z kotem...
Są takie momenty w catsittingu, kiedy przestaję być „fajną ciocią od zabawy” 😭
Na przykład wtedy, kiedy trzeba podać kotu leki.
I tu zaczyna się prawdziwe życie: kot, który ze swoim opiekunem jakoś współpracuje, ze mną może mieć już zupełnie inne zdanie na ten temat.
Bo koty generalnie nie lubią majstrowania przy sobie. A już szczególnie przy pyszczku.
Dla wielu kotów dotyk w okolicy twarzy, otwieranie pyszczka czy podawanie czegoś doustnie to duży dyskomfort.
Dla mnie też to nie jest komfortowa sytuacja, bo moim celem zawsze jest opieka z możliwie najmniejszym stresem dla kota.
Dlatego najpierw szukam innych sposobów:
czy lek można podać w jedzeniu,
czy da się użyć smaczka,
czy kot ma swój sprawdzony sposób od opiekuna.
Ale są też takie kocie osobniki i takie leki, że niestety trzeba podać je doustnie.
I wtedy z „miłej wizyty” robi się mała operacja specjalna.
Szybko, spokojnie, bez zbędnego przeciągania i z nadzieją, że kot kiedyś mi to wybaczy.
Bo swojemu opiekunowi koty często wybaczają takie rzeczy szybciej.
A mnie?
No cóż… ja czasem muszę sobie na to wybaczenie jeszcze trochę popracować 😅
A u Was jak wygląda podawanie leków kotom?
Współpraca, negocjacje czy mała operacja specjalna? 😅
Macie jakieś sprawdzone sposoby?