10/04/2026
CZY „BRAK ROKOWAŃ” TO WYROK NA PSA, CZY BŁĄD SYSTEMU?
Dzisiaj natknęłam się na głośny post-felieton profilu Weterynaria: Instrukcja Przetrwania / Kuba Letek (link wstawiam w komentarzu bo uważam, że naprawdę warto przeczytać). Lubię czytać te teksty i każdy, który mi się wyświetli, czytam od deski do deski. To niezwykle poruszający tekst i zgadzam się z autorem w jednym: o eutanazji behawioralnej trzeba rozmawiać bez tabu.
Jednak jako praktyk pracujący z psami, które wielokrotnie miały już wpisane w karty „zalecenie: eutanazja lub dożywotnia izolacja”, czuję obowiązek wskazania na niebezpieczne luki w tej narracji oraz ryzyko, jakie niesie ona dla praktyki weterynaryjnej.
Znam i współpracuję z wybitnymi lekarzami, ale w mojej pracy spotykam się również z przedwczesnymi wpisami w karty przez innych. Tej drugiej grupy najbardziej się obawiam, bo ten przekaz otwiera bowiem niebezpiecznie szeroko furtkę do podejmowania pochopnych decyzji.
Dlaczego ta narracja mnie niepokoi?
Po pierwsze - przedstawienie agresji jako „nieuleczalnej choroby umysłu” czy „pękniętego naczynia” daje opiekunom i ich lekarzom gotowe alibi. Sugeruje, że mamy do czynienia z awarią, której nie da się naprawić szkoleniem. To ryzykowne uproszczenie! Plastyczność psiego mózgu jest ogromna, a to, co diagnozujemy jako biologię, często okazuje się wyuczoną strategią przetrwania w konkretnym, niedopasowanym środowisku. Uznanie, że „biologia wygrała”, bez sprawdzenia psa w zupełnie innym ekosystemie (u specjalisty, bez emocjonalnego bagażu opiekuna), jest wnioskiem przedwczesnym.
Po drugie - lekarz w gabinecie buduje obraz psa na podstawie relacji opiekuna, który często jest w traumie i skrajnym wyczerpaniu. Słysząc „byliśmy u trzech behawiorystów i nic się nie zmienia”, lekarz ufa, że terapia zawiodła. Jednak w naszym środowisku panuje ogromna dysproporcja kompetencji. Często wchodzę do rodzin jako kolejna osoba w kolejce (trzecia, nierzadko czwarta) i widzę, że wcześniejsze „terapie” były całkowicie chybione. Dla lekarza wniosek jest prosty: „specjaliści polegli”. Dla mnie to sygnał, że pies po prostu nie otrzymał właściwych narzędzi.
Po trzecie - nazywanie eutanazji „humanitarnym uwolnieniem” to niebezpieczny eufemizm, który może zamykać drogę do szukania rzetelnej, twardej pomocy u specjalistów potrafiących zarządzać takimi emocjami profesjonalnie, a nie emocjonalnie. Problem polega na tym, że nasz system nie oferuje miejsc, gdzie psy „trudne” mogłyby trafić pod opiekę ludzi o odpowiednich kompetencjach technicznych. Tworzenie dychotomii: „piekło strachu albo śmierć” omija trzecią drogę, jaką jest profesjonalna readaptacja.
Niepkojący jest również brak standardów w systemie i nie sposób nie poruszyć tematu niewydolności „komisji” przy takim braku. Nawet w niektórych schroniskach, gdzie istnieją komisje (lekarz, behawiorysta, przedstawiciel wolontariuszy), dochodzi do paraliżu, bo brakuje twardych, obiektywnych narzędzi oceny, środków albo poprostu możliwości środowiskowych. Bez jasnych, merytorycznych wytycznych, decyzja o życiu lub śmierci zawsze będzie zakładnikiem emocji albo strachu przed odpowiedzialnością.
Owszem, bezpieczeństwo jest priorytetem, ale naszą odpowiedzialnością jest pewność, że zrobiliśmy absolutnie wszystko. Tyle tylko, że „wszystko” jednego specjalisty bywa tylko ułamkiem wiedzy innego. Obawiam się, że bez wprowadzenia obowiązkowego, niezależnego audytu behawioralnego przeprowadzonego przez praktyka, taka narracja stanie się dla wielu drogą na skróty tam, gdzie zawiódł system edukacji i wsparcia, a nie samo zwierzę.
MR-kę można podać zawsze, ale przy zdrowym psie jest konieczność, żeby to była naprawdę ostateczność po wszelkiej możliwej weryfikacji.
Jako osoba, która wyprowadziła na prostą psy z wyrokami (i nie mówię tu o jednym czy dwóch przypadkach, bo tylko w jednym ze schronisk, z którymi współpracowałam, było ich znacznie więcej), apeluję o to, byśmy nie szafowali terminem „brak rokowań” zbyt lekko.
Wiem, że wśród obserwujących ten profil są doświadczeni lekarze weterynarii oraz wspaniali wolontariusze ze schronisk. Bardzo zależy mi na Waszym głosie. Jak to wygląda z Waszej perspektywy? Z jakimi dylematami spotykacie się w swojej pracy?
Mam nadzieję, że również inni odezwą się w komentarzach 👇🏻👇🏻👇🏻