Szpital Koni Służewiec

Szpital Koni Służewiec Prosimy o kontakt przez whatsapp lub mail Całodobowa pomoc w nagłych przypadkach tel. +48 607 29 11 84

Szpital Koni Służewiec prowadzi działalność na terenie Toru Wyścigowego od 1953 roku, obecnie jako spółka cywilna kierowana przez lekarzy weterynarii Adama Jana Wąsowskiego i Jana Samsela.

Szanowni Państwo,oczy i ich okolica to obszar, w którym w przypadku jakichkolwiek nieprawidłowości kaskada zdarzeń może ...
16/05/2026

Szanowni Państwo,
oczy i ich okolica to obszar, w którym w przypadku jakichkolwiek nieprawidłowości kaskada zdarzeń może być bardzo niekorzystna. Konie z wypadków, z urazami kości czaszki, z rozległymi czy trudno gojącymi się ranami wymagają szczególnego namysłu i precyzyjnego zaplanowania leczenia. To samo dotyczy sarkoidów okolicy oczu, nowotworów oka, powiek, spojówek czy guzów zagałkowych. Przebieg leczenia może być trudno przewidywalny zwłaszcza, że czasem jest połączeniem zabiegów nie tylko z zakresu okulistyki ale i chirurgii kostnej, traumatologii a nawet chirurgii plastycznej. W wielu przypadkach możliwości leczenia są bardzo ograniczone i obarczone ryzykiem utraty oka. Leczenie okulistyczne to także uśmierzanie bólu i dbałość o prawidłowe funkcjonowanie układu pokarmowego. I cisza i spokój, bezpieczny boks.

Nasi niedawni pacjenci to koń po strasznym wypadku z urazem czaszki i perforacją gałki ocznej - ale udało się nam doprowadzić do zagojenia się tego obszaru, bez enukleacji a w kolejnej fazie leczenia wykonaliśmy zabieg, poprawiający funkcjonalność i estetykę tej okolicy. Drugi pacjent doznał koszmarnego urazu powieki, ale i tutaj finezyjne zaszycie doprowadziło do przywrócenia prawidłowości anatomicznej i ruchomości powieki. Trzeci koń - z perforacją gałki ocznej na tle urazu mechanicznego rogówki (mocno poobijana głowa w trakcie manifestacji ostrych bóli morzyskowych) - z pięknym, zagojonym okiem, niezauważalnie mniejszym od oka zdrowego, wyjechał do domu (po laparotomii) i liczymy na jeszcze lepszy efekt kosmetyczny w długoterminowej perspektywie.

Ale medycyna to nie tylko leki i procedury które MOŻNA i trzeba wdrożyć. To także całe mnóstwo protokołów leczenia, których NIE MOŻNA, NIE TRZEBA albo nie powinno się w danym przypadku wdrażać, albowiem długookresowo może to być niekorzystne dla pacjenta. Refleksja nad tym wszystkim, analiza tego co jest konieczne, wykonalne i właściwe dla konkretnego pacjenta w danej sytuacji - to najtrudniejsze zadanie zespołu lekarskiego.
Wydaje się, że opracowanie planu B (i C), gotowość do zmiany założeń i terapii, otwartość na nowe opinie to podstawa wykonywania (nie tylko) tego zawodu

18/04/2026

Szanowni Państwo,
intensywna terapia w neonatologii to temat dzisiejszej prezentacji, przygotowanej przez dr Annę Nowakowską i dr Angelikę Staszczyczyn na zaproszenie IVSA SGGW.
Ratowanie źrebiąt-noworodków to duże, całodobowe przedsięwzięcie zwłaszcza, że do Szpitala zgłaszane są nawet źrebięta nieprzytomne, przywożone na rękach, ze znacznymi deficytami krążeniowymi, oddechowymi, uszkodzonymi narządami wewnętrznymi, złamaniami. Wśród najrzadszych przypadków, które leczyliśmy trzeba wymienić krwotoczne zapalenie pęcherza moczowego (klaczka 1 dniowa, teraz kilkuletnia w świetnej formie), obecność cysty podnagłośniowej krtani (ogierek 1 dniowy, niestety nie udało się go uratować),a także przypadki izoerytrolizy (ostrej anemii autoimmunohemolitycznej na tle konfliktu serologicznego z klaczą-matką - wszystkie te źrebięta szczęśliwie wyjechały ze Szpitala). Natomiast okołoporodowe pęknięcie pęcherza moczowego i zatkania smółką - często wiążą się z koniecznością wykonania laparotomii nawet u kilkunastogodzinnego źrebięcia. Ratowaliśmy też źrebięta-wcześniaki, noworodki po utracie matki, źrebięta z ciąży bliźniaczej - z syndromem nieprzystosowania. Zaznaczmy, że najczęściej dla dorosłego już konia nie ma ŻADNYCH niekorzystnych następstw tak dramatycznych doświadczeń noworodkowego okresu życia.

Właśnie niedawno “przyjechał się pokazać” jeszcze jeden niesamowity koń, dziś 3 letni: jako 10-miesięczny płód w łonie matki był zagrożony poważnym niedotlenieniem i fatalnymi konsekwencjami tego stanu ponieważ u klaczy (zgłoszonej z nieoczywistymi objawami kolkowymi), zdiagnozowaliśmy masywny krwotok do jamy otrzewnowej. Wszystko skończyło się bardzo dobrze, poród miał miejsce w terminie, koń jest bardzo dobrze rozwinięty, klacz też czuje się świetnie ale ostre przypadki w okresie ciąży i w okresie okołoporodowym u matki - również mogą przyczynić się do niekorzystnego przebiegu pierwszych godzin i dni życia noworodka.

Wszystkie te doświadczenia i złożoność podjętych terapii zostały dzisiaj omówione.
I jeszcze jedno: takiemu malutkiemu źrebięciu bardzo łatwo jest zrobić niezamierzoną krzywdę - doprowadzić do zachłystowego zapalenia płuc (przy próbie karmienia z butelki), uszkodzić prostnicę, cewkę moczową. Takie źrebięta również przyjmowaliśmy i leczenie ich jest ogromnym wyzwaniem tak medycznym jak i emocjonalnym.
Dla wszystkich

Szanowni Państwo,kiedyś na ostrym dyżurze przyjmowaliśmy dużo koni z grupy tzw “łatwych” przypadków. Jednak od kilku lat...
21/03/2026

Szanowni Państwo,
kiedyś na ostrym dyżurze przyjmowaliśmy dużo koni z grupy tzw “łatwych” przypadków. Jednak od kilku lat to się radykalnie zmieniło - dostępność lekarzy w terenie wzrosła, konie są w dużo większym stopniu leczone w stajni, na miejscu, a do nas przyjeżdżają przede wszystkim przypadki ciężkie, trudne i czasem po prostu straszne. A równocześnie - ekstremalnie rzadkie.

W takich sytuacjach, po usłyszeniu diagnozy, prognozy i wariantów terapii właściciele potrzebują po prostu nieco czasu żeby ochłonąć i odpowiedzieć sobie na narzucające się pytania: dlaczego ja? dlaczego to się dzieje mojemu koniowi? I co to dalej będzie? Naprawdę wszelkimi możliwymi sposobami i maksymalnie szczerze staramy się nakreślić aktualny stan konia i rokowanie. Ale nie zawsze to są dobre lub nawet ostrożnie optymistyczne wiadomości.

Tym niemniej właśnie umawiają transport - lub szczęśliwie już wyjechały od nas - konie z piekielnie trudnymi, prawie nieobecnymi w literaturze medycznej przypadłościami. Z dystansu czasowego pewnie wszystkie te perypetie kiedyś opiszemy.
Wyrazy wsparcia i uznania należą się wszystkim właścicielom - i tym, którzy nawet nie mieli szansy od losu żeby walczyć o swojego konia, i tym, którzy po wstępnym szoku po diagnozie podjęli najlepszą możliwą w danej chwili decyzję.
I żeby nie było - dla nas takie zagęszczenie nieszczęść jest również trudne do udźwignięcia.

Tym bardziej proces zdrowienia konia - a w szczególności jego wyjazd do domku - jest dniem ogromnej ulgi, radości i… niemodnego ostatnio, staroświeckiego - poczucia dobrze spełnionego obowiązku

20/02/2026

Szanowni Państwo,

zaparcie porodowe (źrebię nie przeżyło), skręt macicy ciężarnej, ochwat w czasie ciąży - to przypadłości klaczy, które przyjechały do nas w ostatnich tygodniach. Dwie pierwsze wyjechały już do domów, trzecia potrzebuje jeszcze nieco czasu.
Natomiast w zeszłym sezonie hodowlanym mieliśmy bardzo nietypowy przypadek komplikacji okołoporodowych u klaczy-matki. Po kilku tygodniach leczenia zachowawczego - antybiotykoterapii w jednej z klinik zagranicznych klacz przyjechała do nas na chirurgiczną rewizję gigantycznego - około 20 centymetrowego ropnia, który utworzył się w ścianie jamy brzusznej i miednicy - w bliskim sąsiedztwie dróg rodnych. Nie udało nam się dokładnie ustalić jak i dlaczego doszło do powstania tak wielkiego i tak niebezpiecznie ulokowanego ropnia. Wiemy, że u klaczy doszło do zaparcia porodowego i że noworodek nie przeżył.

Zabieg w Szpitalu był bardzo trudny. Gdyby doszło do kontaminacji jamy otrzewnowej zawartością ropnia - byłoby już po koniu. Zdecydowaliśmy o drenażu ropnia na klaczy stojącej w znieczuleniu miejscowym. Właściciele byli świadomi, że to jest sytuacja graniczna, zero-jedynkowa: drugiej próby nie będzie. Klacz była jednak w tak złym stanie, że nie było już innych możliwości wyleczenia jej.
No cóż, po udanym zdrenowaniu ropnia, uwolnieniu jego zawartości, “zapach” w Szpitalu był nie do zniesienia. Z pobranej próby wyhodowaliśmy 5 mikroorganizmów, z których każdy miał swoją “specyfikę”...

Już następnego dnia po zabiegu - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - stan klaczy od razu się poprawił. Zaczęła się kłaść (nareszcie!), sprawnie wstawać, apetyt wracał, zainteresowanie życiem w ogóle i życiem szpitalnym również. Co kilka dni płukaliśmy jamę ropnia, cierpliwie czekając, aż całkowicie i sterylnie się zagoi. Wprowadziliśmy też stopniowo wydłużane spacery a potem “treningi” na lonży - masa mięśniowa dramatycznie spadła u klaczy od czasu tego strasznego porodu, a poza tym doszło też u niej do okołoporodowego porażenia nerwu udowego. “Doktor Czas” również bardzo nam sprzyjał.
Po niecałych dwóch miesiącach klacz wróciła ze Szpitala do swojego domu. Dalsza rehabilitacja, przywracanie jej poczucia swobody ruchu - tak fizycznie jak i psychicznie - przyniosły bardzo dobre efekty, ale zajęło to ponad pół roku.
Klacz jest piękna, w sportowych liniach - aż się wierzyć nie chce, że przyjechała do nas chuda, w apatii, z atrofią mięśni, nie mogąca się poruszać bez bólu nawet w stępie.

Cztery klacze, 3 końskie historie i jedna ośla. We wszystkich tych przypadkach podstawą leczenia było wzajemne zaufanie lekarzy i właścicieli zwierząt. Bez tego terapia staje się jeszcze trudniejsza, o ile w ogóle możliwa

audio: movavi

24/01/2026

Szanowni Państwo,
dzisiaj - po trzech miesiącach - do domu odjechała od nas klacz, leczona z powodu zapalenia otrzewnej oraz obustronnego zapalenia opłucnej na tle zakażenia Actinobacillus pleuropneumoniae, którego prekursorem była infekcja herpeswirusem koni typu 5. Brzmi okropnie, ale w leczeniu było to jeszcze gorsze…
Klacz przyjechała na leżąco, z koniowozu wyciągaliśmy ją na matach i z zastosowaniem dźwigu. Jej stan załamał się w macierzystej stajni w sposób nagły, zupełnie nie do przewidzenia. Tak to czasem jest: choroba bywa jak kropla, która drąży skałę: w pewnym momencie dochodzi do przekroczenia możliwości kompensacyjnych konia i do lawinowego pogorszenia.

Wdrożyliśmy antybiotyki, terapię przeciwwirusową, przeciwzapalną, wielodniowy drenaż otrzewnej i opłucnej, leki osłonowe - koń wymagał całodobowej opieki i nieustannego myślenia o tym, co by tu jeszcze zrobić. Żeby uzupełniać poziom białek we krwi musieliśmy wykonywać transfuzję osocza od dawców - w sumie ponad 10 litrów tygodniowo. Dzięki zaangażowaniu Właścicieli klaczy oraz dzięki serdecznemu wsparciu wielu innych Właścicieli koni udało nam się zebrać wystarczającą ilość końskiej krwi. Chcielibyśmy bardzo za ten odzew podziękować.

Przestrzegliśmy wyjeżdżającą, zdrową już klacz (na filmie pod lampami solarnymi), że do jej obowiązków wobec Szpitala i wobec wszystkich zaangażowanych koni jest już być zdrową i że ma nie denerwować więcej swoich Właścicieli. Jej choroba przyczyniła się też do pomocy medycznej, której mogliśmy udzielić innym leczonym koniom - nadmiar osocza, którego klacz już szczęśliwie nie potrzebowała - został przeznaczony dla kilku ciężko chorych pacjentów. Można by powiedzieć, że ta wspaniała odpowiedź na prośbę o dawstwo krwi jako dar krąży teraz w żyłach innych ozdrowieńców, którzy już od nas wyjechali albo szykują się do powrotu do domu. Lekko licząc, w całą tę akcję było zaangażowanych pewnie z 50 osób i ze 20 koni.
Wysiłek i wkład tylu ludzi i koni można przeliczyć na pieniądze, ale można też “przeliczyć” na emocje, na wspólnotowe działania wokół szlachetnego celu, na chęć i realne udzielenie pomocy, na wsparcie, na bezinteresowny gest w dobrej sprawie.
Lepszego początku roku być nie mogło

29/12/2025

Szanowni Państwo,
ostra anemia autoimmunohemolityczna to gwałtowny spadek ilości czerwonych ciałek krwi, które są niszczone przez własny system odpornościowy pacjenta. To reakcja zwrócona przeciwko “samemu sobie”, rodzaj błędu immunologicznego. Nawet przy najprostszych czy rutynowych zabiegach może zdarzyć się wprowadzenie do organizmu bakterii, które w łańcuchu reakcji powodują rozpad erytrocytów. Nieuchronnie dochodzi wtedy do wielonarządowego niedotlenienia a nawet zgonu. I to wszystko dzieje się… w zupełnie zwyczajnych sytuacjach:
1/ 20-letni koń z lekkimi objawami kolkowymi, dostaje w stajni zastrzyk domięśniowy w okolice zadu. Objawy kolkowe ustępują, ale koń przyjeżdża do nas tydzień później jako “słaby”, zalegający, niemogący się podnieść (do stajni wzywano straż pożarną). Przy przyjęciu do Szpitala hematokryt u pacjenta wynosił… kilkanaście procent i wartość ta stale spadała - właśnie na tle nasilonej hemolizy. Przeskanowaliśmy całego konia i zdiagnozowaliśmy tworzący się rozległy ropień w okolicy wzmiankowanej iniekcji. Okazało się, że podczas zastrzyku w stajni doszło do zakażenia i że bakterie, które przyczyniły się do powstania poiniekcyjnego ropnia okolicy zadu wywołały reakcję autoagresywną u konia, skierowaną przeciwko własnym erytrocytom pacjenta. Doprowadziło to do szybkiego rozpadu erytrocytów, niedotlenienia tkanek, osłabienia. Koń został całkowicie wyleczony; ale miesiącami (wraz z lekarzem, opiekującym się koniem w macierzystej stajni) zawzięcie oczyszczaliśmy rozległy, kilkukomorowy ropień - czyli usuwaliśmy między innymi ogromne ilości martwych mięśni. Po żmudnej rehabilitacji, odbudowie masy mięśniowej, koń w pełni wrócił do użytkowania wierzchowego sprzed zdarzenia.

2/ 2-letni koń (na filmie) zgłoszony z powodu ataksji, niezborności i nagłej ślepoty po zabiegu kastracji w stajni. Przy przyjęciu jego hematokryt miał wartość 8%. Osiem! Zgon mógł nastąpić w każdej chwili. Konieczna była transfuzja krwi i to natychmiast. Podczas leczenia koń przyjął w sumie około 25 litrów krwi pełnej - dawcami była jego siostra oraz konie, należące do pracowników i przyjaciół Szpitala. Ze względu na stan konia, utrzymującą się hemolizę oraz i tak znaczne już niedotlenienie tkanek nie można było dokonać rewizji ran pokastracyjnych bez ustabilizowania stanu ogólnego pacjenta. Jednak odkładanie tego zabiegu w pewnym momencie było już niemożliwe - przetaczana krew cały czas także ulegała rozpadowi. Bez usunięcia przyczyny hemolizy, czynnika wywołującego immunologiczną reakcję skierowaną przeciwko własnym erytrocytom nie było żadnych szans na uratowanie tego konia.
Ale jak z tak niskim hematokrytem poddawać konia narkozie ogólnej?? Zdecydowaliśmy się na próbę rewizji ran w znieczuleniu miejscowym, na koniu stojącym. Dzięki wspaniałemu charakterowi pacjenta udało się zdrenować ropnie kikutów powrózków nasiennych i usunąć w ten sposób martwe, zakażone tkanki. Po dwóch dniach od zabiegu hemoliza ustała!
Niestety po tygodniu doszło do pęknięcia - zapewne osłabionego - dużego naczynia krwionośnego - masywny krwotok był oczywistym, kolejnym bezpośrednim zagrożeniem życia dla naszego pacjenta. To znów była sytuacja graniczna, w której zwlekanie z interwencją nie przyniosłoby niczego dobrego. Zdecydowaliśmy o natychmiastowej rewizji ran pokastracyjnych w znieczuleniu ogólnym. Po zidentyfikowaniu krwawiącego, nadwątlonego naczynia i zatamowaniu krwotoku koń wybudził się bez powikłań. To cud - po prostu.
Przez kolejne trzy tygodnie dwukrotnie w ciągu dnia trzeba było drenować rany, dbać o to, aby nie doszło do namnażania się bakterii i nawrotu reakcji. Z pobranego materiału laboratoryjnie wyizolowano 4 mikroorganizmy, z których przynajmniej dwa mogły być odpowiedzialne za reakcje, prowadzące do rozpadu erytrocytów w tym paciorkowca hemolizującego, znanego ze zdolności do wywołania reakcji autoimmunoagresywnych - u ludzi również. Dzięki nieprawdopodobnej odporności konia, szybkim ale ryzykownym decyzjom w Szpitalu, i dzięki wdrożonym antybiotykom już żadnych dramatycznych działań nie trzeba było podejmować. Ale dla wszystkich była to straszna jazda.
Po 50 dniach (!) leczenia koń wyjechał ze Szpitala do swojego domu. Wychudzony, ale z dobrym apetytem i humorem. Dotknięty obuoczną ślepotą - prawdopodobnie z powodu niedotlenienia nerwu wzrokowego na tle raptownej hemolizy. Ze względu na jego wiek (ma teraz 3 lata) można było żywić pewną nadzieję na przynajmniej częściową kompensację wzroku i adaptację do środowiska bytowania. I to się udało. Jednak po kilkunastu miesiącach okazało się, iż kolejnym skutkiem przebytej ostrej anemii autoimmunohemolitycznej są u tego konia rozległe zmiany próchnicze i zapalne w uzębieniu. Koń przestał jeść. Praktycznie 6 zębów nadawało się do wyrwania. Dla każdego konia, ale zwłaszcza dla trzylatka byłoby to niewyobrażalne spustoszenie.
Wdrożyliśmy zatem leczenie endodontyczne, którego efekty są znakomite: wszystkie zęby są na miejscu, koń świetnie je, zachwyca energią i radością życia…

No niesamowite są te konie i niech takie pozostaną na zawsze

Szanowni Państwo,rok temu leczyliśmy pierwsze potwierdzone w Polsce przypadki neuroinwazyjnej choroby Zachodniego Nilu u...
29/11/2025

Szanowni Państwo,
rok temu leczyliśmy pierwsze potwierdzone w Polsce przypadki neuroinwazyjnej choroby Zachodniego Nilu u koni. Do European Center for Disease Prevention and Control (ECDC) za pośrednictwem Głównego Inspektoratu Weterynarii z naszego kraju zgłoszono łącznie 6 przypadków, w tym trzy leczone w Szpitalu. Zastosowaną terapię opisaliśmy w artykule, przyjętym do publikacji w Equine Veterinary Education. Dwa konie udało nam się ocalić i nie dość, że oba pozostają bez żadnych długotrwałych komplikacji (a 50% ozdrowieńców ma trwałe deficyty neurologiczne) to jeden z pacjentów po 10 miesiącach od opuszczenia Szpitala wziął udział w Mistrzostwach Polski Młodych Koni, a drugi koń wrócił do pełnej formy w amatorskiej jeździe, łącznie z małymi skokami.
Trzeciego pacjenta nie udało nam się uratować; wirus nieodwracalnie zaatakował jego układ nerwowy. Działo się to pod koniec grudnia 2024; wraz z właścicielką konia stanęliśmy w obliczu dramatycznego przebiegu infekcji wirusem Zachodniego Nilu.
Jest to straszna choroba. Razem z wieloma innymi lekarzami weterynarii zalecaliśmy wtedy szczepienie koni i część właścicieli się na to zdecydowała.

W tym roku dotychczas do ECDC nie zgłoszono żadnego konia z Polski. Na niedawnym spotkaniu BEVA Transatlantic Equine Clinic on West Nile Virus wyjaśniono, że taka cykliczna sytuacja - pojawienie się choroby w jednym roku, redukcja ilości zachorowań w roku następnym i wzrost zachorowań w roku kolejnym jest związana właśnie ze szczepieniami. Kiedy po roku bez doniesień o zachorowaniach u koni (bo część z nich została zaszczepiona w roku pojawienia się wirusa na danym terenie) właściciele nie są już tak zainteresowani szczepionkami to w roku kolejnym znów wirus infekuje nieuodpornione konie. Zatem czy w 2026 znowu będzie więcej zachorowań?

Aktualnie w USA trwa epidemia (czyli bardzo duża ilość potwierdzonych przypadków) infekcji Herpeswirusem koni typu 1 w neurologicznej postaci, mającej podobne i nierozróżnialne w praktyce klinicznej objawy od infekcji wirusem Zachodniego Nilu - dopiero testy laboratoryjne pokazują, z którym wirusem mamy do czynienia. W ciągu całego roku mieliśmy kilku pacjentów z EHM (Equine Herpersvirus Myeloencephalopathy) i pomimo wdrożenia agresywnej terapii nie wszystkie konie udało nam się uratować. Przeciwko infekcji wirusem Zachodniego Nilu na rynku są trzy szczepionki, natomiast szczepionka przeciwko herpeswirusowi nie daje całkowitej odporności na typ 1, ale w razie zachorowania łagodzi objawy neurologiczne i przebieg EHM. To i tak bardzo dużo: kto chociaż raz widział, jak ciężki (i śmiertelny) przebieg mają choroby wywołane przez oba te wirusy, ten nigdy tego upiornego widoku nie zapomni. W wielu krajach Europy szczepienia przeciwko herpeswirusowi są obowiązkowe - i bardzo dobrze. Szczepionka zmniejsza też ryzyko poronień na tym tle.

Komary (i kleszcze) są obecne w Polsce już przez cały rok - teraz w listopadzie na pierwszym śniegu, ale i w styczniu, lutym - i tylko poprzez ukłucie komara koń może zostać zainfekowany wirusem Zachodniego Nilu. Ale herpeswirus koni przenosi się drogą kropelkową - konie podróżują, bardzo łatwo mogą się zrażać od siebie. Wśród wirusów neurotropowych, obecnych w Polsce, trzeba jeszcze wymienić TBEV - wirusa odkleszczowego zapalenia mózgu, który tak jak wirus Zachodniego Nilu (z którym jest spokrewniony) atakuje i konie i ludzi. Dlatego właśnie zgłaszanie zachorowań do Powiatowego Lekarza Weterynarii (a za jego pośrednictwem do monitoringu europejskiego) jest takie ważne - pojawienie się infekcji w kolejnych krajach jest tylko kwestią czasu. Śledząc te doniesienia my też mieliśmy czas, żeby się przygotować do leczenia koni zainfekowanych wirusem Zachodniego Nilu. W dalszym ciągu, na podstawie grantu z Narodowego Centrum Nauki bierzemy udział w badaniach nad optymalną terapią.

W Polsce u ludzi notuje się bardzo dużo zachorowań związanych z infekcją TBEV - ale na szczęście jest ludzka szczepionka. Jeśli chodzi o konie to żadnego przypadku dotychczas nie zgłoszono, ale można liczyć na krzyżową odporność, związaną z zaszczepieniem konia przeciwko wirusowi Zachodniego Nilu.
I szczepienia są jedyną drogą, żeby uniknąć dramatów, związanych z chorobami wywoływanymi przez wszystkie te wirusy

06/11/2025

Szanowni Państwo,
“złapać za język”, “ugryźć się w język” - to w końskim świecie nie jest metafora. Konie leczone przez nas z powodu urazów języka to kolejno: ogier, który w zaczepce/walce z kolegą został złapany zębami za język z powstaniem rany darto-szarpanej na znacznej powierzchni, koń z podobną raną, powstałą najprawdopodobniej na tle urazu o ostry przedmiot - język tego konia przypominał język jaszczurki - rozdarty na dwie części na znacznym odcinku osi długiej, koń z wypadku komunikacyjnego. Mieliśmy też pacjentów z anoreksją, dysfagią, podejrzeniem kolki, u których przyczyną problemów była fragmentacja korony zęba i ostry odłam kostny lub ciało obce wbite w język.Takie urazy mogą powstać podczas pozornie niewinnej zabawy czy zabijania nudy.

Nie ma mowy, żeby rana języka była czysta - w paszczy są resztki jedzenia, płytka nazębna, kamień (!), więc do kolonizacji rany przez bakterie dochodzi natychmiast po urazie. Urazom języka towarzyszy też często obfite krwawienie - język to silny mięsień, bardzo dobrze ukrwiony i na dodatek (co sami wiemy po wizycie u ludzkiego dentysty) ciągle eksplorujący jamę ustną. Jest to zrozumiałe, bo jednym z zadań języka jest czuwanie nad stanem jamy ustnej, udział w żuciu - przesuwanie i kontrolowanie pokarmu oraz nieustanna inspekcja stanu uzębienia.

Rozległe rany języka zaszywamy w znieczuleniu miejscowym, na koniu stojącym. Naszym podstawowym orężem sprzętowym jest hydrochirurgiczny system Versajet, dzięki któremu możemy prawie każdą ranę odświeżyć i spowodować, że jej krawędzie będą przypominać rany chirurgiczne, sterylne. W razie ewentualnych ubytków możemy też wykonać częściową rekonstrukcję języka.
O ile wszystko idzie po naszej myśli, to po około 10 dniach konie wyjeżdżają ze ślicznym, scalonym, różowym językiem. Od razu po zabiegu jedzą, piją i wyglądają jakby nic im się poważnego nie stało, chociaż przy przyjęciu i tuż po urazie wygląda to wszystko okropnie - także ze względu na obfite krwawienie.

U konia, dużego lądowego roślinożercy, pobierającego niskokaloryczny pokarm i to fizjologicznie w trybie ciągłym, stan jamy ustnej ma szczególne znaczenie. Także ze względu na budowę przewodu pokarmowego: z niedużym, jednokomorowym żołądkiem. Kiedy cokolwiek jest nie tak z językiem, zębami, dziąsłami, podniebieniem, policzkami i dnem jamy ustnej, ujściem ślinianek czy gardłem to wzrasta ryzyko wystąpienia schorzeń morzyskowych, zatkań przełyku.Trzeba zatem bardzo uważać i minimalizować ryzyko powstania takich urazów: na padokach a nawet w boksach (i to wysoko zabudowanych) trzeba obserwować konie, czy czasem nie wstąpi w nie diabeł i nie zaczną się jakieś niebezpieczne interakcje.
I dentysta (ten od zębów) i stomatolog (od całej jamy ustnej) mogą być koniom bardzo potrzebni - i to w trybie ostrego dyżuru…

19/10/2025

Szanowni Państwo,
sezon zawodów i prób dzielności nadal trwa, i cały czas z radością przyjmujemy wiadomości o sukcesach koni, które przeszły w Szpitalu laparotomię. Na europejskich i krajowych scenach na podium znajdują miejsce nawet ci z naszych pacjentów, u których musieliśmy wykonać zabiegi uzupełniające: laparoskopową ablację przestrzeni śledzionowo-nerkowej, ablację otworu sieciowego czy redukcję przepukliny. Dobra forma tych koni to dla nas wielka radość zwłaszcza w obliczu potwornego niepokoju, związanego z czasem, w którym te wspaniałe konie były pełne bólu, komplikacji medycznych i po prostu walczyły o życie.

Dwie straszne noce pewnie na zawsze zostaną w naszej pamięci: jedna, kiedy z czterech koni przyjętych w ciężkim stanie, u których natychmiast trzeba było wykonać laparotomię aż trzy musieliśmy uśpić na stole operacyjnym - na ratunek było już za późno.O tego czwartego konia walczyliśmy 7 godzin: wykonaliśmy rozległą resekcję jelit cienkich (martwicy uległ odcinek około 9 metrów jelit). A potem prowadziliśmy skomplikowaną intensywną terapię medyczną przez kilka dni, bez przesadnej wiary, że to się wszystko uda. To był ogier kryjący - po pół roku od operacji powrócił do swoich obowiązków.
W lipcu taka noc zdarzyła nam się po raz kolejny.Tym razem wszystkie operowane konie szczęśliwie opuściły Szpital, a wśród nich 26 letni pacjent po resekcji fragmentu jelita czczego.

I to on jest na załączonym filmie. Folblut, który 22 lata po karierze wyścigowej powrócił na Służewiec, tym razem do Szpitala. Po trudnej operacji był tak słaby, że musieliśmy go wybudzać w systemie podwieszająco-dźwigowym. Na następnym etapie leczenia - po zakończeniu intensywnej terapii - całkowicie odmówił jedzenia (a więc życia?). Wraz z właścicielami próbowaliśmy wszystkiego, ale bezskutecznie. Podjęliśmy więc ryzykowną decyzję o wydaniu konia do domu - licząc na to, że starszy koń w swoim środowisku przekona się do pozostania na tym świecie. Trochę się nad tym zastanawiał, ale ma się dobrze i chyba sam nie żałuje decyzji. Wszyscy go podziwiamy.

Dobre wiadomości o dalszych losach operowanych/leczonych przez nas koni są najlepszym lekarstwem na brak snu, zmęczenie i stan wysokich ciśnień, w których zakresie przez tygodnie przychodzi nam żyć i pracować

05/10/2025

Szanowni Państwo,
usunięcie chorego zęba bywa skutecznym rozwiązaniem problemu ale zarazem może być wygenerowaniem innych zmartwień w przyszłości. Typ i układ zębów w jamie ustnej jest przystosowaniem ewolucyjnym, selekcjonowanym przez tysiące lat. Kiedy jednego zęba zaczyna brakować, to pozostałe - zwłaszcza ząb antagonista i zęby sąsiadujące z ubytkiem - zaczynają nadmiernie wyrastać, rotować, a wreszcie wypadać z łuku zębowego. Koń ma problemy z rozcieraniem pokarmu, żuje tylko jedną stroną, mięśnie żwacze ulegają atrofii, koń przekrzywia głowę, a najgorzej, że połyka zbyt duże “kęsy” jedzenia - co grozi zatkaniami przełyku, przeładowaniem żołądka a nawet niedrożnością jelit.

Jeśli tylko sytuacja na to pozwala, to u wszystkich koni - u młodych, bo mają całe życie i zapewne mnóstwo przygód przed sobą, a u starszych - bo i tak mają swoje problemy - dążymy do zachowania zęba na swoim miejscu przez możliwie jak najdłuższy czas.

Znakomitą procedurą w tym zakresie, wzorowaną na stomatologii ludzkiej, jest LECZENIE ENDODONTYCZNE - KANAŁOWE. Dzięki technikom endodontycznym możemy oczyścić i zaplombować nie tylko zmiany próchnicze lejków zębowych (założyć na nie dental caps - “czapeczki” ochronne), ale możemy też rozwiercić kanały korzeni zębowych, usunąć z nich (zakażoną) miazgę, “zatruć” ząb a sterylny kanał wypełnić kilkuwarstwową plombą, w tym - światłoutwardzalną. Zęba nie trzeba wtedy usuwać, pozostaje on na miejscu. Procedura ta jest trudna, bardzo precyzyjna, wymaga rozbudowanego instrumentarium, ale zwykle pacjenci znoszą to dobrze.
Natomiast ekstakcja zęba, zwłaszcza powikłana, to może być prawdziwy horror…
Trudno przewidzieć, jak długo dany ząb po leczeniu kanałowym przetrwa w zębodole - czasami są to lata, czasami miesiące, ale endodoncja jest świetną formą udzielenia pomocy koniowi w czasie ciąży, karmienia źrebięcia, sezonu zawodów czy trudnej podróży. Decyzję o ekstrakcji można wtedy w razie czego odłożyć na później a ząb jest zaleczony.

Nie wszystkie chore zęby kwalifikują się do leczenia endodontycznego, ale w porozumieniu z właścicielami dobieramy dla każdego konia taką terapię, jaka dla niego długofalowo jest najlepsza

12/09/2025

Szanowni Państwo,
ropnie po iniekcjach domięśniowych w skrajnie złym splocie okoliczności mogą stanowić istotne zagrożenie dla konia. Najbardziej dramatyczny przypadek w naszej praktyce to 3-letni koń z nasiloną kulawizną (⅘), sztywnością - dużymi problemami z poruszaniem się i z zakażeniem pochewki ścięgnowej. W trakcie badań wyjaśniliśmy ciąg zdarzeń: okazało się, że po iniekcji (koń przyjechał z zagranicy - nie wiemy kto, co i kiedy podał) u podstawy szyi utworzył się głęboki, kilkukomorowy ropień, upośledzający funkcje nerwów obwodowych i splotu ramiennego i od tego wielkiego, pierwotnego ropnia drogą hematogenną doszło do powstania kolejnego - w okolicy stawu pęcinowego. Koń przyjechał do nas już z kolejną komplikacją - następowym zakażeniem pochewki ścięgnowej i zakażeniem kości pęcinowej. Koszmar.
Drenaż ropnia okolicy szyi wiązał się z koniecznością usunięcia dużej ilości martwych tkanek - w tym rozpadających się mięśni. Zakażenie pochewki opanowaliśmy operacyjnie, ale największym zmartwieniem okazało się zakażenie kości i groźba jej sekwestracji - oddzielanie się martwaków kostnych. Groziło to całkowitą destrukcją tej okolicy i koniecznością uśpienia konia. Opcją z wyboru, bezoperacyjną, było doprowadzenie do naturalnej ankylozy stawu pęcinowego. Koń goił się w gipsie; miejscowo i ogólnie podawaliśmy starannie dobierane antybiotyki. Od właścicielki mieliśmy jasne i krótkie zlecenie: “ bardzo proszę - ratujcie…”. Miłość do konia nie zna granic…
Po 3 miesiącach pacjent opuścił Szpital; pozostał trwale kulawy ale ocaliliśmy go.

Dużo “prostszymi” przypadkami są konie z podejrzeniem złamania łopatki. Po przyjeździe do Szpitala często okazuje się, że źródłem problemów z poruszaniem, pobieraniem pokarmu, gorączką, apatią jest rozległy ropień poiniekcyjny okolicy szyi i łopatki. Leczenie szpitalne - drenaż ropnia - trwa zazwyczaj kilkanaście dni i wszystko kończy się dobrze. Przyjmowaliśmy też konie “ze sparaliżowanym zadem”, nie mogące się poruszać, u których podejrzewano podłoże neurologiczne. Jednak przyczyną takiego stanu okazały się być rozległe, głębokie ropnie poiniekcyjne zadu - obustronnie.

Podłożem powstawania ropni poiniekcyjnych jest infekcja bakteryjna, immunosupresja w wyniku np sterydoterapii, nieleczonej choroby Cushinga (PPID), niedojrzałości układu odpornościowego (źrebięta). A domięśniowe podanie substancji drażniących niszczy tkanki i dodatkowo eksponuje je na zakażenie.
Nigdy dość uwagi przy jakichkolwiek iniekcjach.
Nigdy nie wiadomo, kiedy jest ten zły moment, kiedy konsekwencje koniecznego zastrzyku okażą się dla konia destrukcyjne

Adres

Ulica Puławska 266
Warsaw
02-684

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Szpital Koni Służewiec umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Szpital Koni Służewiec:

Udostępnij

Kategoria