29/12/2025
Szanowni Państwo,
ostra anemia autoimmunohemolityczna to gwałtowny spadek ilości czerwonych ciałek krwi, które są niszczone przez własny system odpornościowy pacjenta. To reakcja zwrócona przeciwko “samemu sobie”, rodzaj błędu immunologicznego. Nawet przy najprostszych czy rutynowych zabiegach może zdarzyć się wprowadzenie do organizmu bakterii, które w łańcuchu reakcji powodują rozpad erytrocytów. Nieuchronnie dochodzi wtedy do wielonarządowego niedotlenienia a nawet zgonu. I to wszystko dzieje się… w zupełnie zwyczajnych sytuacjach:
1/ 20-letni koń z lekkimi objawami kolkowymi, dostaje w stajni zastrzyk domięśniowy w okolice zadu. Objawy kolkowe ustępują, ale koń przyjeżdża do nas tydzień później jako “słaby”, zalegający, niemogący się podnieść (do stajni wzywano straż pożarną). Przy przyjęciu do Szpitala hematokryt u pacjenta wynosił… kilkanaście procent i wartość ta stale spadała - właśnie na tle nasilonej hemolizy. Przeskanowaliśmy całego konia i zdiagnozowaliśmy tworzący się rozległy ropień w okolicy wzmiankowanej iniekcji. Okazało się, że podczas zastrzyku w stajni doszło do zakażenia i że bakterie, które przyczyniły się do powstania poiniekcyjnego ropnia okolicy zadu wywołały reakcję autoagresywną u konia, skierowaną przeciwko własnym erytrocytom pacjenta. Doprowadziło to do szybkiego rozpadu erytrocytów, niedotlenienia tkanek, osłabienia. Koń został całkowicie wyleczony; ale miesiącami (wraz z lekarzem, opiekującym się koniem w macierzystej stajni) zawzięcie oczyszczaliśmy rozległy, kilkukomorowy ropień - czyli usuwaliśmy między innymi ogromne ilości martwych mięśni. Po żmudnej rehabilitacji, odbudowie masy mięśniowej, koń w pełni wrócił do użytkowania wierzchowego sprzed zdarzenia.
2/ 2-letni koń (na filmie) zgłoszony z powodu ataksji, niezborności i nagłej ślepoty po zabiegu kastracji w stajni. Przy przyjęciu jego hematokryt miał wartość 8%. Osiem! Zgon mógł nastąpić w każdej chwili. Konieczna była transfuzja krwi i to natychmiast. Podczas leczenia koń przyjął w sumie około 25 litrów krwi pełnej - dawcami była jego siostra oraz konie, należące do pracowników i przyjaciół Szpitala. Ze względu na stan konia, utrzymującą się hemolizę oraz i tak znaczne już niedotlenienie tkanek nie można było dokonać rewizji ran pokastracyjnych bez ustabilizowania stanu ogólnego pacjenta. Jednak odkładanie tego zabiegu w pewnym momencie było już niemożliwe - przetaczana krew cały czas także ulegała rozpadowi. Bez usunięcia przyczyny hemolizy, czynnika wywołującego immunologiczną reakcję skierowaną przeciwko własnym erytrocytom nie było żadnych szans na uratowanie tego konia.
Ale jak z tak niskim hematokrytem poddawać konia narkozie ogólnej?? Zdecydowaliśmy się na próbę rewizji ran w znieczuleniu miejscowym, na koniu stojącym. Dzięki wspaniałemu charakterowi pacjenta udało się zdrenować ropnie kikutów powrózków nasiennych i usunąć w ten sposób martwe, zakażone tkanki. Po dwóch dniach od zabiegu hemoliza ustała!
Niestety po tygodniu doszło do pęknięcia - zapewne osłabionego - dużego naczynia krwionośnego - masywny krwotok był oczywistym, kolejnym bezpośrednim zagrożeniem życia dla naszego pacjenta. To znów była sytuacja graniczna, w której zwlekanie z interwencją nie przyniosłoby niczego dobrego. Zdecydowaliśmy o natychmiastowej rewizji ran pokastracyjnych w znieczuleniu ogólnym. Po zidentyfikowaniu krwawiącego, nadwątlonego naczynia i zatamowaniu krwotoku koń wybudził się bez powikłań. To cud - po prostu.
Przez kolejne trzy tygodnie dwukrotnie w ciągu dnia trzeba było drenować rany, dbać o to, aby nie doszło do namnażania się bakterii i nawrotu reakcji. Z pobranego materiału laboratoryjnie wyizolowano 4 mikroorganizmy, z których przynajmniej dwa mogły być odpowiedzialne za reakcje, prowadzące do rozpadu erytrocytów w tym paciorkowca hemolizującego, znanego ze zdolności do wywołania reakcji autoimmunoagresywnych - u ludzi również. Dzięki nieprawdopodobnej odporności konia, szybkim ale ryzykownym decyzjom w Szpitalu, i dzięki wdrożonym antybiotykom już żadnych dramatycznych działań nie trzeba było podejmować. Ale dla wszystkich była to straszna jazda.
Po 50 dniach (!) leczenia koń wyjechał ze Szpitala do swojego domu. Wychudzony, ale z dobrym apetytem i humorem. Dotknięty obuoczną ślepotą - prawdopodobnie z powodu niedotlenienia nerwu wzrokowego na tle raptownej hemolizy. Ze względu na jego wiek (ma teraz 3 lata) można było żywić pewną nadzieję na przynajmniej częściową kompensację wzroku i adaptację do środowiska bytowania. I to się udało. Jednak po kilkunastu miesiącach okazało się, iż kolejnym skutkiem przebytej ostrej anemii autoimmunohemolitycznej są u tego konia rozległe zmiany próchnicze i zapalne w uzębieniu. Koń przestał jeść. Praktycznie 6 zębów nadawało się do wyrwania. Dla każdego konia, ale zwłaszcza dla trzylatka byłoby to niewyobrażalne spustoszenie.
Wdrożyliśmy zatem leczenie endodontyczne, którego efekty są znakomite: wszystkie zęby są na miejscu, koń świetnie je, zachwyca energią i radością życia…
No niesamowite są te konie i niech takie pozostaną na zawsze