20/02/2026
Od lat słyszymy hasło:
„Nie kupuj - adoptuj”.
Schroniska. Fundacje. Wolontariusze.
Ludzie, którzy poświęcają swój czas, pieniądze i często nawet prywatne życie.
Szacunek.
Dziś zadzwoniła do mnie szkoleniowa klientka sprzed lat.
Osoba świadoma, odpowiedzialna, doświadczona z psami.
Chciała adoptować niedużego psa.
Najpierw informacja: można wytypować tylko dwa psy do zapoznania.
- Dlaczego? Żeby nie „łamać serduszek” tym, których nie wybierze?
Potem ankieta i rozmowy.
Pytania o życie prywatne.
O zarobki.
O plan dnia.
I na końcu – decyzja ODMOWNA.
Powód?
„Za mało czasu na opiekę nad psem”.
Pies siedzi w -10°C za kratami.
Czeka na swój spacer raz w tygodniu.
I to jest w porządku.
Dom, trzy spacery dziennie, opieka, żywienie, może i szkolenie - to zagrożenie dobrostanu.
Mam ogromny szacunek do osób pomagających zwierzętom.
Ale mam wstręt do hipokryzji.
To nie jest odosobniony przypadek.
Czy naprawdę chodzi o dobro psa?
Czy o system, który zaczyna żyć własnym życiem?
A może o kruche ego, które daje poczucie władzy nad czyjąś decyzją?