25/05/2026
Ile razy już widziałam te posty „szukam trenera” a zaraz pod spodem cała, długa lista zasad, zakazów i nakazów trochę jakby to był regulamin jakiegoś konkursu czy ogłoszenie o przetargu.
Czego trener robić nie powinien, jakich technik pod żadnym pozorem nie może ruszyć, jak ma mówić. Pełna kartka życzeń i ograniczeń.
Czytam to czasem i w głowie dudni mi jedno pytanie: No dobrze, ale gdzie w tym wszystkim zgubił się pies?
Metoda pracy to nie jest żaden dogmat. To nie jest religia, której nie wolno złamać ani na jotę. Wybierasz ją do konkretnego psa: do tego jak się zachowuje, co przeżył, z czym sobie nie radzi, jakie ma „odpały”, emocje, temperament, no i całą tą swoją własną historię. Tak być powinno. Jasne, jeśli Twój pies jest w miarę „bezproblemowy”: łapie w lot, robi postępy spokojnie i w swoim tempie, super sprawa. Naprawdę fajnie. Komfort wybierania odpowiedniego fachowca pod własne zasady i gust.. czemu nie? Zwykle to naprawdę się sprawdza.
Tyle że…
Czasami są psy przy których to już nie idzie tak gładko. Człowiek biega od jednej „polecanej” osoby do drugiej, każda z nich działa według swoich zasad albo cudzych wytycznych. A pies? Ugrzązł po uszy w swoich problemach...albo nawet coraz bardziej się w nich zakopuje. No i mamy to czego niektórzy nie chcą dostrzec i zrozumieć zwykle póki się nie sparzą...mianowicie: są psy którym nie wystarczy, że się „zaczeka aż kliknie”. Niektóre przez ten czas tylko coraz lepiej radzą sobie z życiem w ciągłym napięciu i stresie. Taka egzystencja a okolicznościowo nawet lewitacja w oparach kortyzolu - właściciel zadowolony, bo wszystko zgodnie z jego wyobrażeniami a pies? No właśnie…
Naprawdę bardzo, ale to bardzo bym chciała żeby wszystko szło najłagodniej jak się da. By każdy przypadek dawało się ogarnąć totalnie bezkonfliktowo. Ale wiadomo, jak to jest. Rzeczywistość i pies potrafią zaskoczyć a rady z internetu nie są lekiem na wszystko. Czasem trzeba się odważyć zrobić coś inaczej niż zwykle. Wyjść poza własną bezpieczną ramę i strefę komfortu. Nie dla trenera, nie dla satysfakcji własnej...ale dla dobra tego psa. Bo może właśnie Twój pies potrzebuje czegoś, czego sam byś nigdy nie wybrał. Może to trochę większy porządek w życiu...może jasne granice. Inne podejście. Może kilka konkretnych „nie”, które brzmią twardo, ale na dłuższą metę pomagają mu poczuć się bezpieczniej. Może praca, która nie wygląda ładnie w social mediach ale za to naprawdę zmienia codzienność na lepszą. Czasem to właśnie ta mało widowiskowa rutyna bywa… no po prostu zbawienna.
I broń Boże, nie chodzi mi teraz o przyzwolenie na chamstwo czy przemoc. Tego nie znoszę tak samo mocno jak Ci, którzy piszą te listy życzeń. Często to zresztą trenerom też potrafi odbić...ego rośnie szybciej niż postępy psa. Napiszę wprost: dobry trener czasem wyłoży Ci gorzką prawdę na stół. Bez owijania, ale po ludzku, z wyczuciem. Powie, co jest grane.
Zadaj sobie po wszystkim takie jedno pytanie: wolisz pielęgnować własny spokój i wyobrażenia… czy naprawdę chcesz, żeby Twój pies zrobił krok do przodu?