09/11/2025
Niedługo stukną nam 3 tygodnie z tym wariatem i nie wiem kiedy ten czas zleciał. Lego z coraz większym trudem mieści się w swoim fotelu, wciąż stara się dogadać z kotem, poznał swoją większą siostrę i ogólnie czuje się u nas pewniej - co wskazuje ilość kradzieży bielizny z kosza na pranie, klapek, własnych obroży i zabawek dziecka. A ja wciąż nie napisałam skąd u mnie GŁADKI (szok) podenco!
12 listopada miną 3 lata od naszego pożegnania z Resco. Przez te trzy lata wylałam sporo łez nad psami, które do mnie nie trafiły i miotami, które nie doszły do skutku.
Pamiętam jak pół roku po odejściu Resco czekałam na wiadomość z hodowli, z której miałam dostać psa w rozliczeniu za krycie. Po usg okazało się, że jest jedno szczenię, parę tygodni później dowiedziałam się, że jednak nie trafi do mnie. Hodowca uznał, że ktoś inny czekał na szczeniaka dłużej. Pamiętam, że płakałam przez parę godzin, ale wzięłam się do kupy i zaczęłam szukać.
Wiedziałam, że chcę mieć psa z podobnych linii, a więc szukałam w USA. No i tu zaczyna się przygoda.
Jeden miot, który znalazłam nie doszedł do skutku. Kolejny planowany miot też został odwołany. Gdy już znalazłam miot, który doszedł do skutku urodziło się mało samców i hodowca nie chciał wysyłać ich do Europy... Po paru miesiącach szukania znalazłam kolejną zapowiedź, napisałam (już lekko poddana) do hodowli i dostałam odpowiedź "To Ty miałaś Resco!" - wydawało się, że trafiłam idealnie. Hodowczyni wiedziała, że zapewnię najlepszy dom jaki potrafię... zaczęło się czekanie na... kolejny tym razem nie odwołany, a przełożony miot.
Gdy miot już został ogłoszony ja uznałam, że nie jest to najlepszy czas na psa. Mam bzika na punkcie rasy, ale nawet ja uznałam, że import psa i narodziny dziecka w podobnym czasie to jednak sporo. I tak wymarzony podenco wydawał się coraz mniej osiągalny.
To teraz skok w czasie do początku września... przez parę tygodni Karina z hodowli Antitheus Kennel Podenco Ibicenco kusiła mnie zdjęciami na mediach społecznościowych. Miałam nawet swojego ulubieńca (często nawet w gładkich miotach ktoś wpada mi w oko). Zapamiętam na długo, że był to poniedziałek. Odpalam FB a tam wiadomość "Nie znasz kogoś, kto dałby dobry dom Smokowi?" i kolejna "A może Ty?". Odpowiedź była prosta... "Muszę wiedzieć jak będzie się sprawował przy wózku". W sumie już wtedy czułam, że chyba tak ma być.
Kolejnego dnia się poznaliśmy. Lego nie jest szorstki, nie jest z tych samych linii, jest zupełnie inny niż Resco, ale przepadłam w pełni... reszta można stwierdzić jest historią. W naszym życiu zawitał wesoły, otwarty na świat, kochający marchewki i jabłuszka i zawsze skory do zabawy Lego.