09/06/2026
[REHABITACJA] Ostatnio zostałam spytana o to, skąd wiem, układając plan rehabilitacji danego konia, że dane zalecenia pomogą albo że nie zaszkodzą. To jest moim zdaniem bardzo dobre pytanie, na które powinien umieć odpowiedzieć każdy fizjoterapeuta i to ze szczegółami – czyli jak, na co i po co działamy. Dotyczy to zarówno fizykoterapii (lasery, schockwaves, PEMF itd.) jak i ćwiczeń.
W przypadku żywych organizmów nigdy nie możemy mieć 100% pewności, że coś zadziała: czy to leczenie czy rehabilitacja, bo jest bardzo wiele czynników wpływających na procesy zdrowienia (które też swoją drogą trzeba rozumieć). Chodzi więc o maksymalne zwiększenie skuteczności naszych działań oraz maksymalne zminimalizowanie ryzyk.
Aby to osiągnąć trzymam się następujących zasad:
1. Wąska specjalizacja. Zajmuję się tylko terapią manualną i kinezyterapią (ćwiczenia). Nie mam długiej listy zabiegów, które przeprowadzam, bo uważam, że nie da się być dobrym we wszystkim - od Akupunktury do Zabiegów PEMF. Wybrałam te dziedziny, które według badań naukowych są najbardziej skuteczne jeśli chodzi o rehabilitację i poprawę jakości ruchu koni i w nich się dokształcam i zdobywam doświadczenie.
2. Współpraca z lekarzami weterynarii. W przypadku rehabilitacji urazów pracuję dopiero po diagnozie lekarza. Mam więc dużo informacji na temat samego urazu jak i zalecenia do dalszego postępowania. To taka baza, na której buduję szczegółowe plany. Jeśli wiem, że koń np. może kłusować 15 minut, to moim zadaniem jest określenie po jakich podłożach, czy może też po kołach, jeśli tak, to na co zwracać uwagę, czy interwałowo czy lepiej w jednym „bloku”, jakim tempem, w jakim ustawieniu, jak dodatkowo wspomóc konia np. ćwiczeniami w stajni itd. W przypadku wątpliwości staram się dowiedzieć więcej od lekarza prowadzącego albo konsultuję się z innymi lekarzami lub specjalistami (np. kowalami, osteopatami).
3. Pogłębianie wiedzy na temat anatomii i fizjologii. Nie chodzi tylko o anatomię topograficzną (co gdzie jest położone w ciele), ale też umiejętność określenia funkcji danych grup mięśni, różnic pracy ścięgien pod różnymi obciążeniami itp. Ważna jest również znajomość np. procesów zachodzących w trakcie gojenia urazów.
4. Czytanie artykułów naukowych. Niestety w temacie rehabilitacji koni jest bardzo mało "gotowców". Trzeba być na bieżąco z literaturą naukową, szkolić się u najlepszych specjalistów itp. Do tego warto też sprawdzać jak wygląda sytuacja, jeśli chodzi o ludzi, bo tu fizjoterapia jest najbardziej rozwinięta. Zaleceń dla ludzi nie da się jednak przełożyć 1:1 na konie. Przykładowo: rehabilitacja urazów praktycznie tylko jednego ze ścięgien u ludzi* może dać wskazówki do postępowania z końskimi ścięgnami. W przypadku innych ludzkich ścięgien jest już zbyt dużo różnic w stosunku do koni jeśli chodzi o obciążenia itp.
Wszystko to pozwala mi z dużą pewnością opracowywać zalecenia, chociaż nigdy oczywiście nie mam gwarancji, że na 100% wszystko pójdzie super. Najgorszą opcją jest jednak najczęściej zaniechanie działań. Przykładowo „areszt boksowy” w przypadku części urazów negatywnie wpływa na powrót do zdrowia i wyniki rehabilitacji. Najlepsze efekty obserwuję natomiast u koni, gdzie właściciele sumiennie wykonywali zalecenia i ćwiczenia. Czasem są to naprawdę niesamowite postępy, dużo większe niż zakładałam szykując się na wizytę kontrolną 🙂.
Na filmiku pokazuję niby to samo – poruszanie kopytem. Zwróćcie uwagę jak ułożenie kończyny wpływa w pewnym stopniu na zakres tego ruchu (nie jest to najlepszy filmik, ale tak to jest, jak się nie ma operatora kamery 😅). Dlatego dokładne planowanie ćwiczeń ma znaczenie, nawet to jak trzymana jest kończyna, bo zmienia to np. na jakie struktury i w jaki sposób oddziałujemy.
* Jeśli wiecie/domyślacie się którego, dajcie znać w komentarzu 🙂.