17/02/2026
https://www.facebook.com/czarnalistapro/posts/1322259063276368
Czekajcie chwilę, moment. Bo próbuję nadążyć za tym wszystkim i nie wiem czy mi to wychodzi.
Chcecie mi powiedzieć, że szereg organizacji ochrony zwierząt, które biorą udział w każdym politycznym spotkaniu w temacie zwierząt, każdej komisji dotyczącej zwierząt, które chodzą po ministerstwach i które mają praktycznie "swoich" posłów w sejmie, nie wiedziały, że ustawa o zwierzętach weszła w życie?
Ściągają tuzinami do tego "parlamentarnego zespołu przyjaciół królika", jeszcze więcej schodzi ich się do "nadzwyczajnej komisji ds. zwierząt", robią sobie zdjęcia z politykami, a w zamian politycy mogą liczyć na ich wsparcie podczas wyborów, np. kręcąc spoty wyborcze w ich nielegalnych schroniskach, ale o zmianie przepisów żaden im nie powiedział?
Czekajcie. Ale powoli.
Osiem najbogatszych organizacji w Polsce dysponuje, łącznie, budżetem ponad 160 milionów złotych. To jest tyle zer, że nie będę ich tu wpisywał w obawie o limit znaków. Największe organizacje korzystają z usług kilku kancelarii prawnych równocześnie. Najbardziej nośne organizacje mają na pstryknięcie palcem wszystkie media w kraju. Ale głosowanie w sejmie, które odbyło się kilka miesięcy temu, to im umknęło?
Niemal wszystkie organizacje uznawane za (niestety) ważne aktywnie uczestniczą w tworzeniu prawa dot. zwierząt. Nieudolnie, bez sukcesów i jak już im się udaje coś zmienić, to zwykle na gorsze, ale siedzą w tym tak, jak Prezes DIOZ-u powinien siedzieć w więzieniu. Jedna z nich potrafiła ściągnąć Posła na Sejm RP do sądu tylko po to, aby zaświadczył jako świadek, że Pani Prezes jest bardzo fajna. Ten sam Poseł nie powiedział swoim owieczkom, że właśnie zagłosował za poparciem ustawy dot. zwierząt?
Inna potrafi słać interwencje poselskie w obronie oszustów udających aktywistów, gdy tylko mają problemy z policją, i (co za przypadek!) to ona siedziała w komisji ds. tej konkretnej ustawy. No ale nie powiedziała swoim protegowanym o całej ścieżce legislacyjnej projektu dot. zwierząt?
Te organizacje nie wiedziały o niczym mimo tego, że część z nich dostała projekt tej ustawy do konsultacji? Czyli musiała do nich przyjść koperta podpisana kancelarią sejmu, z pismem o nagłówku 'ej, weź mi skonsultuj ten projekt dotyczący zwierząt", ale- nie wiem- pies im zjadł korespondencję?
Dodatkowo, podczas spotkania z nimi, mówił o tym gość z Ministerstwa Rolnictwa. Mówił wprost, że jest taka ustawa i tego dotyczy. To było pierwsze, czy tam jedno z pierwszych, wystąpienie. No ale musieli akurat wtedy nie uważać, może zagapili się na blask Dody. Nie wiedzieli, nie słyszeli, więc mają prawo teraz się oburzać. Trzymam kciuki za Wasze oburzenie, szanowni aktywiści. Powiem więcej, ja na Waszym miejscu byłbym tak samo oburzony!
Bo dzisiaj cały sektor pozarządowy nie podlega żadnym wymaganiom, żadnej kontroli ani żadnym regulacjom. Możesz być wielokrotnie skazanym za kradzieże zwierząt kryminalistą i nadal zajmować się "odbieraniem" zwierząt ludziom. Możesz mieć udowodnione, że darowizny przeznaczone dla psów wydawałaś na ciuchy i Sephorę, a nadal będą zapraszać cię do sejmu. Możesz trzymać zwierzęta w największym gnoju, a przy odrobinie marketingu i koneksji Joanna Krupa przyjedzie zaświadczać o Twojej dobroci.
To jest Eldorado. Gdybym był beneficjentem tego systemu również bardzo nie podobałoby mi się, że ktoś próbuje mieszać w mojej krainie mlekiem i miodem płynącej. Zero obowiązków, zero wymagań, zero odpowiedzialności. Dużo uprawnień, dużo możliwości, dużo pieniędzy. Nie da się sprawdzić ile piesków zdechło w Fundacji Kochamy Pieski, nie można zapytać co się stało z kotami z Fundacji Kochamy Kotki. Można jedynie wysyłać BLIK-i i wspierać zrzutki.
A jak raz na r***i rok okaże się, że ktoś kota wysmarował sokiem pomidorowym, żeby wyciągać od Was kasę, sukę ze szczeniakami przywiązał do drzewa w lesie, żeby wzbudzić w Was współczucie, a kochane pieski obejrzeć można co najwyżej w zamrażarce, w postaci pół tony padliny, to wiecie... rozejdzie się po kościach. W końcu jedyna konsekwencja tego będzie taka, że jakiś gość z Internetu napisze sobie posta. W porywach TV zrobi o tym kilka minut materiału, albo jakiś Jotuber podchwyci temat. I tyle.
Rutynowej kontroli i nadzorowi powinny podlegać wszystkie miejsca masowo gromadzące zwierzęta. Schroniska, przytuliska, azyle, sanktuaria, punkty przetrzymań, hodowle, przechowalnie, hotele i tak dalej. To jest oczywiste dla każdego, kto choć trochę lubi zwierzęta. Rozejrzyjcie się komu te hipotetyczne i łatwe do zrealizowania wymagania przeszkadzają. I wycofajcie swoje stałe przelewy z tych miejsc. Bo to właśnie jest Petbiznes, a wspieranie petbiznesu jest głupie.
---
Po wyjaśnienia samych przepisów odsyłam na stronę Pracownik Inspekcji Weterynaryjnej, gdzie dziewczyna w pocie czoła, po godzinach faktycznej pracy, użera się z wyznawcami zjednoczonej koalicji fanów petbiznesu. I jeszcze w komentarzu link, gdzie jakaś Pani rozbija na czynniki pierwsze obecną dezinformację. Nie będę powtarzał tego samego, bo i po co. Tutaj można wesprzeć kawą moje syzyfowe próby wyjaśniania jak oszukuje się na zwierzętach:
https://suppi.pl/czarnalistapro
Po latach defensywy, kiedy to każda projektowana zmiana prawa miała służyć tylko i wyłącznie nabijaniu kabzy pseudo-aktywistów, otworzyło się okienko na odrobinę ofensywy. Warto przypilnować tego tematu. I zwrócić uwagę kto najbardziej boi się kontroli. Dziwnym trafem wiele organizacji nie czuje potrzeby jednoczenia się z żadnym DIOZ-em, WIOZ-em czy innym SROZ-em.