29/07/2025
▶️▶️▶️ ◀️◀️◀️
Staram się nie wypowiadać na gorące tematy, które zostały już wyczerpane, ale od wczoraj patrzę na te dwie dziewczyny (na co dzień w dwóch innych pomieszczeniach, bo z pewnością nie polubiłyby się) i nie daje mi to spokoju.
Nie oceniam, kogo stać i na co. Bo ten sam rachunek dla kogoś może być mały, a dla kogoś duży. Chodzi o fakty. Lecznica wykonała ciężką pracę, aby psa uratować (co widać na załączonym wyszczególnieniu) i zamiast podziękowania dostała naganę. Co więcej, opiekunka psa nie dopilnowała, czym jej podopieczny się bawił i sama w dużym stopniu spowodowała wypadek. Nie wierzę, że przez dwa lata życia psa nie zauważyła, że zbyt dynamicznie bawi się gumowymi zabawkami i ma tendencję do ich połykania. A kiedy już doszło do wypadku, pojechała do lecznicy po ratunek zupełnie zapominając, że tam przebywają ludzie, którzy uczciwie zarabiają na życie. Ludzie, którzy poświęcili ogrom czasu, pieniędzy i zdrowia, aby zdobyć wiedzę, dzięki której mogą robić teraz to, co robią. W takich chwilach nie dziwię się statystykom, wedle których lekarz weterynarii jest zawodem o największej częstotliwości samobójstw. Jest to zawód, który z jednej strony zakłada pracę z powołania i duże poświęcenie, a z drugiej jednak zarabianie na życie, aby przetrwać.
Druga sprawa to obecne koszty leczenia zwierząt. Bywają naprawdę ogromne. Nie dlatego, że lecznica prowadzi biznes, ale że nie ma na razie zwierzęcego NFZ. Gdybyśmy sami mieli się leczyć i diagnozować wyłącznie prywatnie, też nasz budżet mocno by na tym ucierpiał. Warto o tym pamiętać decydując się na adopcję lub kupno zwierzęcia. Zawsze lepiej poczekać z tą decyzją wiedząc, że w danej chwili nasza sytuacja finansowa jest niestabilna.
Pies Pani Moniki miał szczęście, że nie dożył sędziwego wieku. Nie wyobrażam sobie, aby Pani Monika była chętna ponieść koszty wszystkich chorób, jakie dotykają psy na starość. U nas dobry miesiąc to był taki, kiedy schodziliśmy poniżej 2 tysięcy za samo leczenie dużego psa z chorobami przewlekłymi. Taka sytuacja trwała latami, a po wszystkim nie wiem, jak dziękować lekarzom, którzy ratowali naszą sunię we wszystkich jej kryzysach zdrowotnych o różnych porach dnia i nocy. Kiedy już nie można było zrobić nic więcej, zabrałam ją do domu. Skoro w Warszawie mamy krematorium dla zwierząt, to dlaczego miałabym pozwolić na utylizację masową Osoby, którą kocham, razem z jakimiś śmieciami? Widocznie każdy z nas kocha inaczej.