12/12/2023
Ojeju Mushek, nie możesz tak za mną choooodzić!
Zastanawialiście się kiedyś, co motywuje psa do podążania krok w krok za Tobą, do tego stopnia że rezygnuje on z odpoczynku?💤
Na początku chcę podkreślić jedno: to, że pies kroczy non stop za Tobą nie jest przejawem miłości do Ciebie, jest to problem który musi być zaopiekowany i rozwiązany.
Powodów cieniowania może być wiele: niezaspokojone potrzeby behawioralne, lęk separacyjny lub przywiązanie do opiekuna wynikające z niepewności psa.
Potrzeby behawioralne mamy już omówione, jeśli ich nie zaspokajamy pies będzie się nudził i chodząc za nami będzie usiłował uzyskać: głaskanie, wyjście na dwór, zabawę czy jedzenie.
Jeśli Twój pies doświadcza problemów separacyjnych to polecam niezwłocznie udać się na konsultacje do behawiorysty. Samemu nie rozwiążesz tego problemu, jest zbyt złożony by bazować na radach z sieci i liczyć, że jakoś się uda.
Ja u siebie w domu zauważyłam, że mimo realizacji psich potrzeb czy braku problemów separacyjnych, mój pies łazi TYLKO ZA MNĄ krok w krok, a gdy wychodzę z domu to pada jak 🪰 i śpi wiele godzin snem kamiennym.
Czemu Mushu całe dnie sobie odpoczywa, gdy zostaje w domu z Kubą (moim mężem)?
Zmusiło mnie to do przeanalizowania, co motywuje mojego psa do tego, aby być moim cieniem. Czemu tylko przy mnie jest taki pobudzony?
Szukając odpowiedzi na to pytanie zrozumiałam, że jest nią różnica osobowości między mną, a Kubą. Jak się to ma do psiego zachowania? Już tłumaczę.
Jestem typem osoby, która dużo gestykuluje, jeszcze więcej mówi i mam zazwyczaj wysoki, melodyjny głos - szczególnie, gdy mówię coś radosnego/lub coś mnie cieszy, a to dla psa stanowi bardzo pobudzające połączenie. Moim najcięższym grzechem jest to, że mówię (mówiłam w sumie) baaardzo dużo do mojego psa.
„Oj Mushik, nawet na kanapie nie mogę sama posiedzieć?!”
„Co tam, chcesz mi pomóc przy zmywarce?”
„Mushku, no coś Ty! Daj mi spokojnie popatrzeć w telefon!”
Kuba jest zdecydowanie bardziej spokojny, oszczędniejszy w słowach, a komunikację z psem ogranicza do zrozumiałych dla niego komend i sporadycznie zdarza mu się „gadać” z psem.
Teraz do sedna, co złego jest w mówieniu do psa w formie jaką ja stosowałam? A to, że nasz wysoki głos, pieszczenie się i ciągłe, radosne mówienie do pieska wprowadza go w wysokie pobudzenie, które motywuje go do bycia ciągle przy nas.
Jasne, komunikacja z psem jest mega ważna w kontekście budowania relacji, jednak musimy być świadomi jak ona wpływa na psa, oraz jak nasz pies na nią reaguje.
Jest różnica pomiędzy operowaniem zrozumiałymi dla psa komunikatami/hasłami , a układaniem złożonych zdań argumentujących czemu teraz pieseczek nie może dostać kanapki ze naszego talerza.
Mając psa reaktywnego, będziemy pogłębiać jego wysokie pobudzenie emocjonalne komentując do niego non stop codzienność melodyjnym tonem. Uzależniamy psa od nas, budując w nim przeświadczenie, że jesteśmy źrodłem ekscytujących zdarzeń. Przypomnij sobie, czy w dzieciństwie nie miałeś jakiejś osoby, której pojawienie się w domu kojarzyło Ci się z tym, że zaraz coś od niej dostaniesz - czekoladkę/cukierki? I gdy tylko się zjawiała to w raz z nią pojawiało się radosne, pełne napięcia oczekiwanie: kiedy w końcu da ten upominek.
Tak samo jest z naszymi psami.
Ja nauczyłam Mushu, że moja obecność w domu = wysokie emocje, pobudzenie i radocha.
Kuba pokazał psu, że nie będzie od niego dostawał nic z zaskoczenia, bo wszystko odbywa się w ramach znanych psu komunikatów i schematów, które są dla psa przewidywalne.
Czy to oznacza, że masz teraz przestać mówić do psa? Jeśli Twój pies nie jest reaktywny, nie śledzi Cię, a Twoje mówienie nie pobudza go to gadaj śmiało, pamiętaj tylko, że on raczej niewiele z tego zrozumie. 🤷🏻♀️ Mówiąc do niego sprawiasz radość sobie, jednak nie wpływa to na lepsze samopoczucie u psa.
Jeśli jednak widzisz, że Twój ton i pogawędki budzą w psu ekscytację to znak, że więcej dla psa szkody z tych towarzyskich rozmówek, niż korzyści.