Syriusz z Doliny Baryczy

Syriusz z Doliny Baryczy Ośrodek terapii psów- nosework, szkolenia indywidualne, konsultacja behawioralne, fitness, handling Pracę na komunikacji i relacji człowiek-pies.

„Syriusz z Doliny Baryczy” to ośrodek terapii zachowań dla psów z różnymi problemami psami pracuje od dziewięciu lat. Zaczynając od psów pasterskich i pracy przy owcach, przez psy sportowe -freesby, agility, psy tropiące użytkowe, ozdobne-podczas pracy we własnym salonie fryzjerskim, psy lękowe i wycofane reaktywne a także agresywne. Uczestniczyłam we wielu szkoleniach, ukończyłam kurs trenerski b

ehawioralny. Po latach pracy z psami zaczynając od pracy pasterskiej, która podstawą była komunikacja, ponieważ w tego typie pracy nie używa się innych metod nagradzania postawiłam jednak na emocje. Znajomość etogramu zachowań z nich wynikających daje mi możliwość pracy nad każdym zachowaniem. to zawsze działa-praca na emocjach. Zrozumienie, co czuje pies, z czego to wynika i jak ja mogę swoim zachowaniem pomóc w naprawieniu relacji daje dobre wyniki. Dodatkowo szkolenia, w których biorę udział pozwalają mi pracować z różnymi psami.Np: z psami lękowymi –tropienie użytkowe pomaga pokonać strachy .Do wielu psów pasterskich można dotrzeć przez prace nad instynktem. Praca z psami to moja pasja. Udało mi się już z sukcesem poprowadzić wiele przypadków, na co posiadam rekomendacje. Działamy na zasadzie hotelu dla psów gdzie psy przebywają w kojcach specjalnie przystosowanych do pracy. Zapraszamy do współpracy.

🦋Syriuszowe refleksje 🤔Rok z "diablicą": Historia o nauce czekania i lustrach, w których nie zawsze chcemy się przegląda...
04/01/2026

🦋Syriuszowe refleksje 🤔

Rok z "diablicą": Historia o nauce czekania i lustrach, w których nie zawsze chcemy się przeglądać.

Dziś ta piękna diablica kończy rok! 🎂

Nawet nie wiecie, jakie myśli przelatywały mi przez głowę przez ten rok 😂 Wyzwiska, które dostała na klatę w mojej głowie, chęć odwiezienia jej tam, skąd przylazła, pojawiała się systematycznie. Czasem nawet myśl, że odwiozę ją do Oleśnickich Bid, też mi zaświtała 😉

Kiedyś nawet żartowałam, że jak ją nauczę wysyłania kierunkowego, to ją w lesie wyślę w... kosmos. Wyznacznikiem dobrego spaceru socjalizacyjnego u Irka był target: wracam i nie zanoszę się płaczem.

Mój największy błąd? Myślałam o niej jak o „użytku”, a nie jak o psie. Miałam poczucie, że trzymam tygrysa na sznurku. Bałam się, bo jestem jeszcze bardziej odpowiedzialna, że będzie nieskontrolowana. Od samego początku, jak ją brałam, wiedziałam, że będzie duży problem z psami. A marzyłam, żeby chociaż się tolerowały z Shivą. Od trzech miesięcy nie mają kontaktu, jeśli o to pytacie.

W tym czasie, kiedy pojawiła się Eywa, życie Shivy się diametralnie zmieniło – mogę powiedzieć, że to blaski właśnie jej pojawienia się. Uznałam, że jeśli nie mogę kontrolować komunikacji między nimi, będę kontrolować posłuszeństwo. I z Shivy, która latała jak dron bez kontaktu przy psach, zrobił się pies, który pomaga mi w pracy właśnie z psami.

W tym czasie też pracowałam bardzo systematycznie z Eywą na wszystkich płaszczyznach: spacery, socjalizacja w mieście, treningi techniczne, detekcja i integracja sensoryczna.

Całkiem niedawno, bo zaledwie dwa tygodnie temu, była tak okropna, że uznałam, że nie mam marzeń, żeby były razem – chcę tylko, żeby była kontrolowalna. Zaakceptowałam to, choć kosztowało mnie to sporo, mimo że niby zakładałam to od początku, że może tak być. Pitu pitu – zapłaciłam to chorobą, chwilową.
Można powiedzieć, że Eywa jest dzieckiem neurotypowym. Kryzys dopadł mnie w związku z oczekiwaniami. Wiecie, jak to jest: człowiek myśli, że będzie mieć dziecko, które uwielbia ludzi, jest otwarte, a tu przychodzi inne dziecko. I trzeba się z tym zmierzyć.

Taka jest Eywa. Buziaczki tak, ale rano, jakbyście ją obudzili – i to koniec, bo inaczej „w dziób”. Głaskanie? Za chwilę się glizdzi, wywraca kopytami i łapie za rękę, bo jest neurotyczna, nie ma czasu na pierdoły.

Odpoczywać bez zamknięcia nie umie w mojej obecności. Więc skacze mi po głowie... Na chwilę uczenie jej domu odpuściłam. Po prostu uczę ją w „pomieszczeniu” obok domu, że możemy być razem i nic nie robić. Idzie jak krew z nosa, ale idzie 🙂

Cały czas coś robimy i co chwilę wychodzą nowe kwiatki do zrobienia. Był kryzys, ale nie wiedziałam, że związany jest z pierwszą cieczką tej damy. I tak – jesteśmy w trakcie i powiem Wam, że nagle wszystko się zmieniło. To znaczy, nie jest tak, że przyszła cieczka i stało się. Samo się nie stało. Po prostu przepracowaliśmy to wszystko, a teraz możemy się cieszyć tym, że żyjemy i się nie znienawidziliśmy. Przed nami długa droga w drodze do tego aby było fajnie.

Myślę sobie: czy ktoś w ogóle pisze o ciemnych stronach psów? Na Facebooku widzimy piękne fotki, ale nie pokazujemy backgroundu. A on istnieje i to bardzo często, i nikt o tym nie mówi, bo to niefajnie przyznać się, że są momenty, że nie lubię swojego psa. To nie jest tak, że ja podjęłam decyzję, że chcę takiego psa w moment. Długo się przygotowywałam do niej. Długo myślałam, czy jestem gotowa. Myślałam, że jestem – i dziś wiem, że jestem.

Mam wiedzę, praktykę, determinację w osiąganiu celu i najpiękniejsze, co właśnie odkryłam: mam nieustanną wiarę w siebie, że mam swoją drogę i z niej nie zejdę. Udało mi się wychować psa zgodnie ze sobą. Mogę się nazwać Jednorożcem.

Ale uwierzcie mi, że miałam momenty, że myślałam, że jakby mi ktoś dał „elektryka”, to pokrętło bym wyrwała 😂 Wtedy wiedziałam, że jestem przemęczona i wtedy to był sygnał, że muszę wracać do siebie. Zaczęłam pracować nad autoregulacją, bo zdałam sobie sprawę, że stabilny przewodnik to stabilny pies i nie ma innej opcji.

Wiecie, ile razy zadawałam sobie pytanie: po co Ci to było? Miałaś dobre życie. To nie! Wzięłaś oszołoma.

Nie przerażała mnie ilość pracy, ale cel, który się oddalał – to, że będą mogły być razem. Trudno dzielić czas na dwa psy, dając po równo. Dużo mnie to kosztowało. W ostatnich kilku dniach odwiedziło mnie kilku specjalistów, żeby mi podpowiedzieć, zobaczyć ją swoimi oczami. Byłam z niej dumna, jak pracowała. Pracuje z dużą motywacją, skupieniem, słucha, o co proszę. I kiedy na nią patrzę, czuję, że ją rozumiem i wiem, że istnieje między nami przyjaźń oparta na szacunku.

Już wiem, że sobie poradzę. Dziś nie powiem Wam, że podjęłabym tę decyzję drugi raz. Nie wiem. Potrzebuję jeszcze czasu, aby to powiedzieć. Być może, że nie.

Już wiem, że życie to proces. Przyjaźń to proces, miłość to proces. Ze wszystkim trzeba pracować, żeby mieć efekty. I na wszystko trzeba poczekać, ale jak tu czekać, jak ma się problemy z czekaniem i adhd 😂

I właśnie po to przyszła Eywa. Na razie jest jeszcze Ewka, bo na Eywę to jeszcze nie dorosła. Przyszła nauczyć mnie czekać. Patrzę na nią i widzę, jak świetnie potrafię zadbać o jej dobrostan, o jej autoregulację i odpowiedni poziom pobudzenia – to w pracy z psami mam opanowane do perfekcji. I właśnie po to przyszła: uczy mnie, bym w końcu potrafiła tę samą troskę i te same narzędzia zastosować wobec siebie. Nie umiem odpoczywać jak ona. Ja ją zamknę w klatce, a siebie? Tego właśnie mnie uczy. Po to przyszła. Jest jak ja. I to miałam zobaczyć.

Mam nadzieję, że obie się tego nauczymy. Dziś mogę powiedzieć: „Widzę Cię”.

P.S. Nie udałoby się to bez kilku osób, którym dziękuję za to, że są: Patrycja za lekcje Obi, Annie za bycie, jak marudziłam i smarkałam Ci w kołnierz, że nie dam rady, Irkowi za wiarę w nas i to, że mogłam się czuć bezpiecznie przy Tobie, Michałowi za dobrego psa, mocnego i stabilnego, i Tobie, Tomku, za ostatnie spojrzenie i kropkę nad i. I wszystkim, którzy każdego dnia dodawali mi wiary i siły w każdy kolejny dzień ❤️

Pawsitive Photo

🦋Syriuszowe refleksje 🤔Kochani!Jak co roku, z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz nadchodzącego Nowego Roku, życzę Wam w...
24/12/2025

🦋Syriuszowe refleksje 🤔

Kochani!

Jak co roku, z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz nadchodzącego Nowego Roku, życzę Wam wszystkiego, o czym marzycie – niechaj te pragnienia się spełnią, nawet jeśli sami w nie wątpicie. Pamiętajcie, że należy wierzyć do ostatniej chwili, bo przecież podobno nadzieja umiera ostatnia!

Życzę Wam również nieustannej wiary w Was samych oraz w Waszych psich przyjaciół. Pamiętajcie, że jesteście dla nich całym światem. I nawet jeśli czasem bywają okropne, muszą wiedzieć, że kochacie ich bez względu na wszystko. Są przecież jak dzieci – mimo że bywają irytujące i zdarza się, że na chwilę tracimy cierpliwość, zawsze pozostajemy przy nich.

Niech przyszły rok przyniesie Wam sukcesy w relacji z Waszymi psami, postępy w pracy treningowej oraz satysfakcję w życiu codziennym.
Życzę Wam pięknych, spokojnych spacerów, zwłaszcza tych sam na sam w lesie, gdzie możecie zachwycać się chwilą. A tym szczęśliwcom, którzy mogą spuścić psa ze smyczy – poczucia wolności i świadomości, że nie musicie już non stop ich pilnować! Osiągnęliście sukces przynajmniej na tej płaszczyźnie, a nad resztą będziemy pracować!

Dziękuję Wam za cały rok sumiennej pracy, za tych, którzy ze mną zostali, i tych, którzy byli, a teraz radzą sobie już sami. Dziękuję za każde polecenie – to dla mnie dowód, że to, co robię, ma głęboki sens. Widzieliście zmianę w Waszych psach; czasem trafialiście do mnie jako dwa wolne elektrony, a teraz tworzycie świetnie zgrany duet! Jestem zaszczycona, że mogę być częścią tego procesu i patrzeć, jak to wszystko pięknie się procesuje.

Zawsze wierzę w zespół, wierzę, że się uda. Mam tę umiejętność, że potrafię zmotywować Was do pracy, i uwielbiam z Wami pracować! Mam nadzieję, że to uczucie jest wzajemne.

W przyszłym roku chciałabym wystartować z czymś nowym – to moje małe marzenie. Chcę więcej warsztatów i chciałabym stworzyć stałą grupę tropiącą, ale najpierw muszę poukładać swoje życie osobiste. Jestem na dobrej drodze, by robić już tylko to, co kocham najbardziej. Mam nadzieję, że będę mogła to realizować razem z Wami!

Ostatnio usłyszałam od pewnego wspaniałego człowieka piękne słowa, które pozwolę sobie Wam powtórzyć: "Dziękuję, że jesteście, dzięki Wam mogę spełniać swoje marzenia."

Pawsitive Photo❤️

🦋Syriuszowe chwaliposty 💪📸 Jesienny Foto Spacer z pawsitive.photoDzień dobry, Kochani!Muszę się Wam pochwalić, że ostatn...
29/10/2025

🦋Syriuszowe chwaliposty 💪

📸 Jesienny Foto Spacer z pawsitive.photo

Dzień dobry, Kochani!

Muszę się Wam pochwalić, że ostatnio zrobiliśmy z pawsitive.photo i moją ukochaną fotografką Gosią jesienny foto spacer. Spokojnie, mamy plan, aby zrobić jeszcze pozostałe pory roku, więc na pewno się załapiecie.

Muszę przyznać, że nie bardzo reklamowaliśmy to wydarzenie, a mimo to musiałam zrobić dwie grupy, bo tylu było chętnych! Czemu mnie to cieszy? Bo był to spacer charytatywny i całość dochodu z niego — czyli za spacer, a także za zdjęcia, które robi Gosia — przeznaczona została na rzecz Ośrodek Terapii dla Zwierząt Skrzywdzonych "Okiem Wilka" w Miliczu. Jest to organizacja, której Prezesem hirszfeldodrowska najbardziej oddana zwierzętom osoba, jaką znam. Ma pod swoją opieką około 50 psów, koty, konie, owce i nie wiem, co jeszcze, bo Kaśka nie odmawia pomocy potrzebującym.

Ale tak naprawdę, prócz finansów, potrzebni są tam wolontariusze. Wiem, bo sama prowadzę organizację :) Więc jeśli ktoś mnie obserwuje stamtąd, z Milicza albo okolic, to jedźcie pomóc przy zwierzętach. Kaśka to cudowna osoba, którą uwielbiam za wszystko i za to, że jest zawsze uśmiechnięta, nawet gdy jest trudno.

Za spacer bardzo dziękuję też Gosi, która zechciała, aby był on charytatywny. Mając tyle obowiązków i malutkie dziecko, znalazła taką przestrzeń i podarowała swój czas innym.

Kochani, oto relacja z foto spaceru. Zobaczcie, jakie piękne zdjęcia mają uczestnicy! Po spacerku była najlepsza kawa na świecie, robiona przez Marka, i ciasto upieczone przez mojego męża❤️

Było naprawdę pięknie, bo były cudowne osobowości: zarówno psie, jak i te ludzkie. To właśnie ludzie tworzą piękną atmosferę. Dziękuję, że mogę być częścią Waszego życia.

🦋Syriuszowe refleksje 🤔Cześć!Wracam do Was po długim czasie nieobecności. Moje życie ostatnio kompletnie wywróciło się d...
20/10/2025

🦋Syriuszowe refleksje 🤔

Cześć!
Wracam do Was po długim czasie nieobecności. Moje życie ostatnio kompletnie wywróciło się do góry nogami. Czy żałuję? Czas pokaże.

Zawsze mówiłam, że czegoś szukam, tylko nie wiem czego. I pewna bliska mi osoba powiedziała: zadaj pytanie, a przyjdzie odpowiedź. Na szczęście, zawsze znajdą się na mojej drodze ludzie, którzy powiedzą to coś, co zmieni moje życie.

Zaczęło się od diagnozy. To nic strasznego, będę żyć 😄 – po prostu inny sposób funkcjonowania mojego mózgu. Całe życie słyszałam o tym w żartach, ale dopiero gdy znalazłam się pod ścianą, ktoś powiedział zdanie, które zmieniło moje życie, za co jej dozgonnie dziękuję. Od momentu diagnozy moje życie dzieli się na „przed” i „po”.

Podobnie dzieje się z Eywą. Było życie przed nią i jest życie, odkąd ona się pojawiła.

Jeśli spodziewacie się radosnych, wspólnych zdjęć obu małp, muszę Was rozczarować – na razie nie. To była dla mnie bardzo trudna decyzja, ale postanowiłam dać sobie i im czas na budowanie kompetencji społecznych. Potem do tego wrócę. Zawsze powtarzam klientom: daj psu i sobie czas. Mnie samej idzie to najgorzej. Chciałam, żeby wszystko było na wczoraj.

Życie z Eywą przewróciło mój dotychczas nieuporządkowany świat o 180 stopni. Znów mam u siebie psa, którego kompletnie nie rozumiałam. Jej pobudzenie doprowadzało mnie do szału, choć przecież chciałam psa z „wyzwaniem” i zawsze bałam się właśnie pobudzenia, ale czułam, że muszę się z tym zmierzyć. Długo próbowałam na siłę wcisnąć ją w ramy „psa użytkowego”, zupełnie zapominając, że jest psem. Nawet nie lubiłam z nią pracować, bo zawsze było ryzyko nowej dziurki w ręce. Kombinowałam, zmieniałam, wprowadzałam nowości, a potem myślałam: „Jezu, to nie ja, to nie moje”. Zamiast psa, traktowałam ją jak „coś”.

I w końcu moja własna diagnoza pomogła mi ją zrozumieć. Zawsze czułam się inna, ale nie wiedziałam dlaczego. Moja Eywa też jest inna, a jej mózg działa podobnie jak mój. Mamy wspólne plusy (hiperfokus!) i minusy (wysokie pobudzenie). Właściwa praca nad tym może przynieść wiele dobrego ale to długi proces.

Czego mnie nauczyła? Zrozumienia siebie. Kiedy widzę, jak się nakręca, bo bardzo jej zależy, ale nie ogarnia zadania, widzę siebie. Kiedy już zrozumie, poświęca się temu z całego serca.Już wiem po co do mnie przyszła.

Mam wrażenie, że od trzech miesięcy uczę się żyć na nowo. I na nowo ją widzę. Po powrocie do domu analizuję jej i mój dzień i szukam, jak mogę coś zrobić inaczej. Życie z nią nie stało się nagle łatwe, ale mam poczucie, że powoli łapię, jak z nią funkcjonować. Muszę szczerze przyznać, że nawet zaczęłam ją lubić! Przestałam traktować ją jak jeża.

Dziś, z okazji urodzin, życzę sobie głębokiego zrozumienia siebie, umiejętności dobrego życia w nowej rzeczywistości, akceptacji i niezachwianej wiary w siebie. A dla mojego psiego stada – spokoju❤️

p.s Czy ona jest normalna 🤣?

🦋Syriuszowe Chwaliposty 💪Dzień Dobry Kochani !Długo chodził mi po głowie pomysł zorganizowania warsztatów. Zastanawiałam...
12/08/2025

🦋Syriuszowe Chwaliposty 💪

Dzień Dobry Kochani !

Długo chodził mi po głowie pomysł zorganizowania warsztatów. Zastanawiałam się, czy taka forma jest dla mnie. Czy dam radę? Bo to przecież duże wydarzenie – wymaga solidnego przygotowania mentalnego, organizacyjnego i fizycznego. Wiedziałam jednak, że jeśli się zdecyduję, to będzie to moja ukochana integracja sensoryczna.

Postanowiłam, że grupą docelową będą dogoterapeuci.
Do współpracy zaprosiłam Prymus - dogoterapia i edukacja Wrocław – i uwierzcie, to wcale nie było łatwe. To mega profesjonalistka, która, podobnie jak ja, działa według zasady: „albo wszystko, albo nic”. Ale dziś wiem, że było warto!

Warsztaty były naszpikowane wiedzą i praktyką. Mieliśmy część teoretyczną i praktyczną pracy z dziećmi i psami. Pracowało 6 zespołów, które mogliśmy obserwować zarówno podczas pracy z dziećmi, jak i podczas terapii SI ze mną.

Można było zobaczyć analogię między tym, co działo się na sali podczas pracy w dogoterapii, a tym, co działo się „na deskach” w SI. W obu miejscach pojawiały się podobne problemy – zaburzenia integracji sensorycznej. Widzieliśmy różne problemy wynikające z zaburzeń w Si: pobudzenie i brak koncentracji zarówno na sali u Kasi, jak i w pracy ze mną.

Dla mnie to była świetna okazja, żeby potwierdzić, że to, co robię, ma głęboki sens. Kasia prowadziła zajęcia z dziećmi i kiedy opowiadała o zaburzeniach w SI, miałam wrażenie, że czyta moją prezentację – bo to samo, co dzieje się w różnych układach u dzieci, obserwujemy również u psów.

Czuję, że były to fantastyczne warsztaty z dużą dawką jakości. Staraliśmy się przekazać uczestnikom skondensowaną wiedzę w krótkim czasie. A ja, jak się okazało, musiałam pełnić rolę „żandarma” i ciągle gonić uczestników 😄. Dlaczego? Bo na warsztaty przyszły wszystkie moje roczniki studiów dogoterapeutycznych 🙃 – więc wiecie… oderwać je od rozmowy ze sobą to prawie mission impossible 😂.

W niedzielę z Kasią byłyśmy mega zmęczone, ale też bardzo zadowolone. Ja wręcz naładowana niesamowitą energią. Mam nadzieję, że Kasia zgodzi się na kolejne warsztaty z dogoterapii.

Czuję, że przyszło nowe…
Że ta formuła warsztatowa naprawdę mi się podoba. Uwielbiam pracę z ludźmi, lubię dzielić się wiedzą i czuję, że to jest moje miejsce. Teraz pozostaje tylko wybrać kolejne tematy – wierzę, że mi podpowiecie.

Dziękuję Wam za wczorajszy dzień, za to, że byliście tacy cudowni, zaangażowani, uśmiechnięci i chłonęliście wiedzę całym sobą.
Bez Was to wydarzenie nie byłoby tak piękne. 💛

🦋Syriuszowi chwaliposty 💪Dzień dobry!Dziś chciałabym Wam opowiedzieć coś więcej na temat integracji sensorycznej. Spotka...
02/07/2025

🦋Syriuszowi chwaliposty 💪

Dzień dobry!

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć coś więcej na temat integracji sensorycznej. Spotkałam się z nią już jakiś czas temu, jak kiedyś pisałam, dzięki mojej najlepszej koleżance😁. Początkowo byłam dość sceptyczna, myśląc sobie: "Kolejny trend...". Ale zaczęłam kupować webinary i jeździć na szkolenia do Els, która jako jedna z pierwszych, i to nielicznych, zajęła się tym w Polsce. I wiecie co? Myślę, że to prawdziwe odkrycie!

Przez lata pracowałam różnymi technikami, które ze sobą łączyłam, ale wciąż brakowało mi jakiegoś spoiwa. Próbowałam to łatać fitnessami, aby zbudować świadomość ciała psa, ale nadal to nie było to samo. Dziś Wam powiem, co udało mi się osiągnąć dzięki integracji sensorycznej.

Zacznijmy od tego, że pracuję z nią z psami lękowymi, jak i reaktywnymi, i zawsze okazuje się, że pies, który ma problem z modulacją to ma również kłopot ze świadomoscia ciała . Psy lękowe w stresie nie są w stanie wejść na przeszkodę, a te reaktywne ustać na niej, bo ich układ nerwowy im na to nie pozwala. Czasem widzę psy rasy owczarek belgijski , które usiłują lizać pasztet, mając w pysku piłkę. Dużo czasu czasem mija, zanim układ nerwowy się uspokoi.

Udało mi się także wyciągnąć wiele psów z choroby lokomocyjnej, często wynikającej nie tylko wynikającej ze stresu związanego z jazdą samochodem. Już teraz wiem, że to zaburzenia równowagi powodują te dolegliwości. Bo pomyślcie sobie, że macie problemy z błędnikiem i jedziecie autem... Z przypadków behawioralnych udało mi się całkowicie wyciągnąć z lęku separacyjnego pewną krówkę o imieniu Muka :) Samej mi trudno w to uwierzyć, ale dzień po solidnej sesji SI poszła zwyczajnie spać. I śpi spokojnie już cały czas. Odkryciem było zdanie Els: "Pies, który jest świadomy siebie, rozumie swoje ciało w stosunku do otoczenia". I to jest kluczowe w lęku separacyjnym.

Największym jednak postępem i zagadką była Feta, która – uwaga – czasem zachowywała się jak koń. Czyli jeśli na podłodze położyłaś białą tasiemkę, ona zwyczajnie przez nią nie przeszła. Robiła także milion rzeczy, których nie robią psy. Nie przechodziła przez drzwi, wchodziła na posłanie, po czym nie wiedziała, jak z niego zejść, to samo ze wskakiwaniem na podesty – nie potrafiła z nich zeskoczyć. Nie wchodziła na początku na nic, a zamiast przejść przez kładkę, przepływała rzeczkę. Zawsze coś wymyślała, co powodowało, abym szukała rozwiązania. Zjawisko to nazywa się dyspraksją i jest to nieumiejętność planowania czynności. Mówi się o takich psach, że są niezgrabne, wpadają pod nogi i robią dziwne rzeczy, bojąc się powierzchni, struktur i mając inne zaburzenia w zakresie zachowań behawioralnych.

Praca w SI jest dla psa bardzo rozwijająca, bo sam podejmuje decyzje, a każda z nich jest właściwa. Nie ma tu mowy o błędach, więc psy kochają ten sposób pracy. Dowiadują się, że mają sprawczość, a podczas pracy dostają wiele informacji z systemu, jak ich ciało zachowuje się w stosunku do otoczenia, i zaczynają je czuć. Potem, kiedy już to mam, zaczynam integrować inne systemy, na przykład słuchowy czy dotykowy. I wtedy psy, które mają problem z dźwiękami, zaczynają sobie coraz lepiej radzić. Kiedy już mam psa, który stanowi całość, a nie tylko wydmuszkę, zaczynam pracować nad wyższym poziomem, a później już nad rozwojem umiejętności w innych dziedzinach.

SI w komunikacji? Tak, dlatego że jak ma się komunikować pies z innymi psami, skoro ma problem ze świadomością swojego ciała i otoczeniem, a na dodatek ten, który do niego właśnie podbiega, porusza się dość szybko, więc jak się z nim komunikować, skoro nie można ogarnąć siebie? Nie sposób tu opisać, ile psów udało mi się tą metodą "odkryć". Ale robię ją z każdym psem i widzę postępy. Ostatnio usłyszałam od Zuzy, że mają regres i szukali, co się zmieniło, i okazało się, że od trzech tygodni nie robią właśnie SI!

Moje doświadczenie w tej materii staje się coraz bogatsze i jestem pewna, że integracja sensoryczna zmienia życie psów i daje nadzieję tam, gdzie już jej nie było. Dowodem na to jest Feta, która kiedyś, gdy nic nie robiła, wpadała w depresję. Dziś wychowuje nowego członka rodziny i pokonuje kolejne wyzwania. Na zdjęciu Feta, która nigdy nie leżała na posłaniu na dworze!

Dzień dobry, Kochani!🦋Syriuszowe refleksje🤔  Myślę sobie ostatnio, o czym tu dla Was napisać... i choć w głowie mam mnós...
19/06/2025

Dzień dobry, Kochani!

🦋Syriuszowe refleksje🤔

Myślę sobie ostatnio, o czym tu dla Was napisać... i choć w głowie mam mnóstwo pomysłów, to nie chcę wciąż opowiadać tylko o sobie i moim cudownym, choć czasem zwariowanym życiu. :)

Z głębi serca mogę Wam powiedzieć, że moja noseworkowa grupa po prostu wymiata! Każdy pies pracuje z taką pasją i zaangażowaniem, że serce rośnie. Już niedługo będę planować kolejną edycje, by od podstaw budować tę niezwykłą więź. Przybywa mi też coraz więcej nowych klientów, którzy trafiają do mnie z polecenia – to dla mnie najpiękniejszy dowód na to, że to, co robię, ma sens. Jestem wzruszona i wdzięczna, że mam tę możliwość spotykać ludzi, którzy obdarzają mnie tak wielkim zaufaniem. Przychodzą do mnie, otwierają swoje serca i nie próbują dyskutować, bo czują, że jestem tu dla nich i ich psów. To niesamowite, jak chętnie zgadzają się na moje propozycje. Zazwyczaj wystarczy mi jedna obserwacja psa, bym już wiedziała, co w jego duszy gra. Często czuję... Wiem, że zabrzmi to dziwnie (ale spokojnie, nie dzwońcie po 112!), ale gdy poznaję psa po raz pierwszy, mam wrażenie, że współodczuwam z nim każdą emocję. Bywa, że ogarnia mnie strach, albo czuję, jakby mój mózg obijał się o czaszkę, gotów eksplodować od nadmiaru wrażeń. I wtedy widzę, jak z zajęć na zajęcia pies rozkwita, przetwarza swoje doświadczenia, staje się sobą.

Zazwyczaj zaczynam od integracji sensorycznej i wtedy najczęściej słyszę: "Och, mój pies nie ma żadnego problemu z chodzeniem po kładkach i podobnych rzeczach". A za chwilę okazuje się, że jednak ma, i to ogromny! Chyba mogę śmiało powiedzieć, że każdy pies, z jakim się spotkałam, nosi w sobie takie małe wyzwania, ale o tym opowiem Wam szerzej w osobnym poście.

I wiecie? Robimy to wszystko, łącząc serce z wiedzą, wiele technik – czasem SI z noseworkiem i tropieniem, a czasem z posłuszeństwem i autoregulacją... i nagle pojawia się to magiczne "JEST!". Pracuję też nad przewodnikiem, nad jego wiarą w siebie i w swojego psa. I tak, kawałek po kawałku, tworzę zespół, który zaczyna kochać siebie nawzajem.

Kto do mnie trafia? Ludzie, którzy bezgranicznie kochają swoje psy, którzy pragną dla nich czegoś więcej, czegoś lepszego – nie dla własnej wygody, ale dla szczęścia swoich podpopiecznych. Często słyszę: "Trudno mi patrzeć, jak on się męczy". I za każdym razem wzruszam się do łez. Tych, którzy przychodzą, bo pies jest "okropny" i "chcę, żeby pani coś z tym szybko zrobiła" – już u mnie nie ma 😀 Czasem zmiany idą bardzo powoli, czasem doświadczamy regresów, ale ja zawsze, zawsze wierzę w to, co robię. Widzę całą tę pracę podczas spacerów socjalizacyjnych i zajęć grupowych. Widzę te relacje – czyste, niczym niewymuszone, zbudowane na głębokim zaufaniu. Bez presji, bez awersji, za to z szacunkiem i bliskością. I to właśnie mnie uskrzydla! Wtedy wiem, że kocham swoją pracę, bo robię to najlepiej, jak potrafię. I tak, uwielbiam dostawać od Was te małe prezenty i podziękowania, to Wasze "dziękuję, że jesteś" – bo wiem, że mam jeszcze tyle dobra do zrobienia...

🦋Syriuszowi refleksje 🤔Dwa psy, jeden chaos i ja – czyli plan Z w akcji 🐾Słuchajcie…Nie będę się dziś chwalić. Bo niby n...
16/05/2025

🦋Syriuszowi refleksje 🤔

Dwa psy, jeden chaos i ja – czyli plan Z w akcji 🐾

Słuchajcie…
Nie będę się dziś chwalić. Bo niby nie ma czym.
A może jednak…
Przetrwałam.
Tylko tyle i aż tyle.

Od prawie dwóch miesięcy mieszka u mnie Eywa. Owczarek niemiecki.
Ale nie taki filmowy, co łapie przestępców i przynosi kapcie.
To wersja: „użytkowo-nieużytkowa”, czyli w teorii powinna pracować, a w praktyce – pracuje nad moją cierpliwością. I robi to świetnie.

I teraz uwaga: to najgrzeczniejszy szczeniak, jakiego widziałam. Serio.
Jakby przyszła z instrukcją obsługi, samoaktualizacją i aplikacją w telefonie.
W tym momencie każda matka-psiarzyca, co ma diabła wcielonego, chce mnie znienawidzić.
Ale spokojnie. To tylko zasadzka.

Bo wiecie…
Nie do końca wiem, czy Eywa po prostu urodziła się święta, czy to ja się trochę ogarnęłam z wychowaniem.
Bo jak patrzę wstecz, to myślę sobie, że po stracie Wieski, jak dostałam Shivę, to byłam totalnie rozbita. Straumatyzowana bardziej niż ona.
Bałam się dosłownie wszystkiego. Że ją skrzywdzę. Że coś się stanie.
Więc trzymałam ją pod kloszem – takim z Ikei, wiecie… niby ładny, ale szczelny.
Chroniłam ją przed całym światem: ludźmi, psami, hałasem i wiatrem z północnego zachodu.

I co zrobiłam?
Pracowałam głównie nad lękiem do ludzi. Tylko na tym się skupiłam.
Reszta? Komunikacja, emocje, relacje z psami?
No cóż… jak nikogo nie chce zjeść, to przecież już sukces, prawda?
Nieprawda.
Dziś już wiem, że to nie wystarczy.
Bo to trochę jakby nauczyć dziecko mówić „dzień dobry”, ale nie nauczyć go, że nie wrzeszczy się na kasjerkę w Biedronce, jak nie ma Kinder Bueno.

A teraz? Mam duet.
Dwie dziewczyny. Obie mocne.
Shiva – niby coś tam z psiej komunikacji ogarnia, ale to raczej wersja demo niż pełna licencja.
A Eywa? No cóż, ona dopiero zbiera tutoriale z życia.
Jedna mówi językiem migowym, druga jeszcze czyta emotki – czyli… jak Wigilia u cioci.
No i na razie się dogadały, że będą się unikać, warczeć i patrzeć na siebie jak bohaterki telenoweli.
Shiva jakby mogła, to by napisała do Eywy list pasywno-agresywny z klauzulą RODO spadaj z mojej chaty :)

A ja?
Jestem zestresowana i pełna obaw, jak to ogarnąć.
I teraz uwaga – jestem behawiorystką, trenerem .
Mówię to tylko po to, żebyście poczuli się lepiej.
Bo jak specjalista ma sajgon w domu, to znaczy, że to naprawdę nie jest takie proste.
Czasem mam szczerą ochotę zadzwonić sama do siebie i umówić wizytę.
Może nawet z rabatem :)

Przez lata pracowałam nad komunikacją u psów. Wiem, co zrobi pies, zanim on sam to wie.
Ale moje emocje? One mają inne plany.
Jak widzę konfrontację, to od razu mam odruch:
„A może jednak wszyscy pójdziemy spać i zapomnimy, że to się wydarzyło?”

Ale nie da się.
Nie mogę już dłużej uciekać przed tym, co wiem, że trzeba zrobić.
Czas sięgnąć po plan… no właśnie, który to był?

Wracam do domu, plan B nie zadziałał… no to plan C.
Potem D, E, F...
Dobrze, że alfabet ma 32 litery. A jak się skończy – to mam jeszcze cyrylicę i emotki!

Teraz jestem gdzieś przy planie „Z jak Zrób-co-możesz-i-udawaj,-że-to-tak-miało-być”.

Na szczęście mam w sobie jeszcze tyle siły, żeby każdego dnia wstać, powiedzieć:
„Okej, ten plan był do bani… czas na kolejny!”

Bo przecież żyjemy w czasach, gdzie jak nie wyszło, to chociaż niech będzie śmiesznie.

Morał?
Jeśli masz w domu sajgon, nie ogarniasz i czujesz się jak statysta w swoim własnym serialu… to jesteś w dobrym towarzystwie.
Szukaj pomocy, pytaj, kombinuj.
I pamiętaj – nawet jeśli się nie uda, to przynajmniej wiesz, że próbowałeś wszystkiego.

A jak nie wiesz, co dalej… to zrób zdjęcie.
Jedno z jednym psem. Drugie z drugim.
Bo razem się jeszcze nie da.
Na razie mam dwie osobne sesje zdjęciowe i jedno wielkie marzenie:
żeby kiedyś zrobić wspólne selfie, na którym nikt nikogo nie warczy, nie krzywi się i nie próbuje uciec z kadru.
Ale spokojnie – może przy planie „Ż jak Żartowałam, że mam kontrolę nad sytuacją” się uda.

Dzięki Irek , kiedy ja ogarniam ataki paniki na poziomie „czy one się zaraz pogryzą czy tylko spojrzą krzywo” 😅
Dzięki za cierpliwość, pomoc i bycie moim psim wsparciem-emocjonalnym!

📸 Dzięki, Pawsitive Photo🩵
Kiedyś zrobimy wspólne. Wierzę. Wierzę bardzo. Jak w jednorożce.

08/04/2025

🦋Syriuszowi refleksje 🤔

Kilka refleksji po szkoleniu…

W miniony weekend byłam w Gdyni na szkoleniu z pracy na nawierzchniach twardych, prowadzonym przez Jocke Berlina.

A wiecie, co było w tym wszystkim najfajniejsze? Spotkałam tak cudownych ludzi, z którymi mogłam dzielić swój czas i pasję. Czułam, że naprawdę jestem wśród „swoich” – osób, które rozumieją, czym jest praca z psem i mają w sobie tę samą zajawkę. Totalnie warto było zrobić te 1200 km, żeby być częścią tego wydarzenia. A pogoda? Jak przystało na morze – łeb urywało, ale to tylko dodało charakteru całemu weekendowi.

Choć podejście Jocke było zupełnie inne niż moje – nie do końca zgodne z moimi standardami pracy z psem – to mimo wszystko wyciągnęłam z tego szkolenia sporo dla siebie i poukładałam sobie klocki w głowie.
Od ponad roku szkolę się w zakresie pracy na takich nawierzchniach. A wszystko zaczęło się od szkolenia u Ilki Hormili – wtedy jeszcze jako obserwator. Ale że jestem pilną uczennicą, niedługo później razem z koleżanką dostałyśmy nominację do podejścia do egzaminu psa tropiącego na twardym. Niestety miałyśmy tylko 4 miesiące, bo zespoły, które już wcześniej pracowały, miały podchodzić ponownie.

Pracowałam bardzo systematycznie, ale bądźmy szczerzy – przygotowanie się w 4 miesiące do takiego egzaminu to mission impossible. Mimo to jestem niesamowicie zadowolona z tego, jak to przebiegło. Na 5 zadań zaliczyłyśmy tylko jedno, ale Shiva zrobiła dokładnie tyle, ile zdążyłam ją nauczyć – i to daje mi ogromną satysfakcję.

Po szkoleniu postanowiłam, że chcę dalej działać. Mamy z Shivą jeszcze sporo do zrobienia, szczególnie w pracy w środowisku. Chcę też poszukać alternatywnych trenerów i znaleźć mentora, który pomoże mi rozwinąć skrzydła.

I wiecie co? Wczoraj mnie oświeciło. Mogę jeździć na kolejne warsztaty, chłonąć podejścia różnych trenerów, inspirować się – i każdy z nich może mieć super pomysł na pracę. Ale to NIC nie da, jeśli po prostu nie wezmę mojego psa i nie zacznę z nim codziennie pracować. Bo to właśnie w regularnym działaniu jest prawdziwa siła.

Piszę to, bo wiem, że nie tylko ja tak mam. Często szukamy wiedzy wszędzie: w szkoleniach, książkach, webinarach – a prawdziwa nauka przychodzi wtedy, gdy zaczynamy DOŚWIADCZAĆ. To doświadczenie, próby, błędy i codzienna praca uczą najwięcej – nie sama teoria.

Każde szkolenie to cegiełka. Ale dom buduje się nie z samych cegieł – tylko z pracy, która je łączy. I właśnie tej pracy chcę się teraz poświęcić. Bez wymówek, bez odkładania. Bo to, co najważniejsze, mam już przy sobie – mojego psa i chęć do działania.

Ośrodek terapii psów- nosework, szkolenia indywidualne, konsultacja behawioralne, fitness, handling

🦋Syriuszowi chwaliposty 💪Dziś chciałabym przedstawić Wam nowego członka naszej rodziny, przez którego znowu brakuje mi c...
04/04/2025

🦋Syriuszowi chwaliposty 💪

Dziś chciałabym przedstawić Wam nowego członka naszej rodziny, przez którego znowu brakuje mi czasu! 🐾 Tym razem do naszego stada dołączyła Eywa – owczarek niemiecki użytkowy. Ma zaledwie 11 tygodni, a już jest odważna, otwarta, uwielbia ludzi i… strasznie gryzie! 😅

Zawsze marzyłam o psie użytkowym, ale ciągle się bałam – że nie dam rady, że nie ogarnę, że nie jestem gotowa. Kiedy po nią pojechałam, żeby zapoznać ją z Shivą, wracając do domu miałam migrenę ze stresu. Wyobrażałam sobie słodkiego szczeniaczka, który będzie łasił się do starszych psów i próbował im przypodobać... Ale rzeczywistość mnie zaskoczyła – Eywa była zestresowana i zamiast przytulania… szarpała moją Shivę! Nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić, wpadłam w panikę.

Przez tydzień konsultowałam się z różnymi specjalistami, a wszyscy mówili mi jedno: "Jeśli ktoś ma sobie poradzić z takim psem, to właśnie Ty." I wiecie co? Wcale mnie to nie uspokoiło. Wciąż miałam wątpliwości – czy dam radę, czy Eywa nauczy się komunikować z innymi psami. Czułam jednak, że pojawiła się w moim życiu z jakiegoś powodu.

Ludzie mnie straszyli, że pies użytkowy to jak dinozaur w domu. Ale wiecie co? Na razie Eywa wydaje się łatwiejsza niż Shiva – chociaż podejrzewam, że to tylko chwilowe. Wracając od hodowcy po tej sytuacji, miałam ochotę zrezygnować, ale z jakiegoś powodu zdecydowałam, że jednak jestem na tak.

Zdecydowałam się na kolejnego psa, bo chcę robić więcej. Shiva patrzyła na mnie, jakby mówiła: „Naprawdę znowu coś wymyśliłaś?” 🙈 A ja po prostu chcę iść dalej, uczyć się, rozwijać.

Moje jedyne marzenie na teraz to, żeby Eywa dogadała się z Shivą i resztą naszego stada.Idzie średnio ale jeśli to się uda, życie stanie się prostsze.

Jej imię pochodzi z „Avatara” – Eywa symbolizuje harmonię, połączenie i równowagę w naturze. Mam nadzieję, że razem uda nam się dobrze żyć i stworzyć wspólną harmonię.

Witaj, Eywa! 💚
photo 🥰

Adres

Brzezie 51
Trzebnica
55-100

Telefon

603935812

Strona Internetowa

https://calendar.google.com/calendar/u/1/r/week/2025/4/8

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Syriusz z Doliny Baryczy umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Syriusz z Doliny Baryczy:

Udostępnij