04/01/2026
🦋Syriuszowe refleksje 🤔
Rok z "diablicą": Historia o nauce czekania i lustrach, w których nie zawsze chcemy się przeglądać.
Dziś ta piękna diablica kończy rok! 🎂
Nawet nie wiecie, jakie myśli przelatywały mi przez głowę przez ten rok 😂 Wyzwiska, które dostała na klatę w mojej głowie, chęć odwiezienia jej tam, skąd przylazła, pojawiała się systematycznie. Czasem nawet myśl, że odwiozę ją do Oleśnickich Bid, też mi zaświtała 😉
Kiedyś nawet żartowałam, że jak ją nauczę wysyłania kierunkowego, to ją w lesie wyślę w... kosmos. Wyznacznikiem dobrego spaceru socjalizacyjnego u Irka był target: wracam i nie zanoszę się płaczem.
Mój największy błąd? Myślałam o niej jak o „użytku”, a nie jak o psie. Miałam poczucie, że trzymam tygrysa na sznurku. Bałam się, bo jestem jeszcze bardziej odpowiedzialna, że będzie nieskontrolowana. Od samego początku, jak ją brałam, wiedziałam, że będzie duży problem z psami. A marzyłam, żeby chociaż się tolerowały z Shivą. Od trzech miesięcy nie mają kontaktu, jeśli o to pytacie.
W tym czasie, kiedy pojawiła się Eywa, życie Shivy się diametralnie zmieniło – mogę powiedzieć, że to blaski właśnie jej pojawienia się. Uznałam, że jeśli nie mogę kontrolować komunikacji między nimi, będę kontrolować posłuszeństwo. I z Shivy, która latała jak dron bez kontaktu przy psach, zrobił się pies, który pomaga mi w pracy właśnie z psami.
W tym czasie też pracowałam bardzo systematycznie z Eywą na wszystkich płaszczyznach: spacery, socjalizacja w mieście, treningi techniczne, detekcja i integracja sensoryczna.
Całkiem niedawno, bo zaledwie dwa tygodnie temu, była tak okropna, że uznałam, że nie mam marzeń, żeby były razem – chcę tylko, żeby była kontrolowalna. Zaakceptowałam to, choć kosztowało mnie to sporo, mimo że niby zakładałam to od początku, że może tak być. Pitu pitu – zapłaciłam to chorobą, chwilową.
Można powiedzieć, że Eywa jest dzieckiem neurotypowym. Kryzys dopadł mnie w związku z oczekiwaniami. Wiecie, jak to jest: człowiek myśli, że będzie mieć dziecko, które uwielbia ludzi, jest otwarte, a tu przychodzi inne dziecko. I trzeba się z tym zmierzyć.
Taka jest Eywa. Buziaczki tak, ale rano, jakbyście ją obudzili – i to koniec, bo inaczej „w dziób”. Głaskanie? Za chwilę się glizdzi, wywraca kopytami i łapie za rękę, bo jest neurotyczna, nie ma czasu na pierdoły.
Odpoczywać bez zamknięcia nie umie w mojej obecności. Więc skacze mi po głowie... Na chwilę uczenie jej domu odpuściłam. Po prostu uczę ją w „pomieszczeniu” obok domu, że możemy być razem i nic nie robić. Idzie jak krew z nosa, ale idzie 🙂
Cały czas coś robimy i co chwilę wychodzą nowe kwiatki do zrobienia. Był kryzys, ale nie wiedziałam, że związany jest z pierwszą cieczką tej damy. I tak – jesteśmy w trakcie i powiem Wam, że nagle wszystko się zmieniło. To znaczy, nie jest tak, że przyszła cieczka i stało się. Samo się nie stało. Po prostu przepracowaliśmy to wszystko, a teraz możemy się cieszyć tym, że żyjemy i się nie znienawidziliśmy. Przed nami długa droga w drodze do tego aby było fajnie.
Myślę sobie: czy ktoś w ogóle pisze o ciemnych stronach psów? Na Facebooku widzimy piękne fotki, ale nie pokazujemy backgroundu. A on istnieje i to bardzo często, i nikt o tym nie mówi, bo to niefajnie przyznać się, że są momenty, że nie lubię swojego psa. To nie jest tak, że ja podjęłam decyzję, że chcę takiego psa w moment. Długo się przygotowywałam do niej. Długo myślałam, czy jestem gotowa. Myślałam, że jestem – i dziś wiem, że jestem.
Mam wiedzę, praktykę, determinację w osiąganiu celu i najpiękniejsze, co właśnie odkryłam: mam nieustanną wiarę w siebie, że mam swoją drogę i z niej nie zejdę. Udało mi się wychować psa zgodnie ze sobą. Mogę się nazwać Jednorożcem.
Ale uwierzcie mi, że miałam momenty, że myślałam, że jakby mi ktoś dał „elektryka”, to pokrętło bym wyrwała 😂 Wtedy wiedziałam, że jestem przemęczona i wtedy to był sygnał, że muszę wracać do siebie. Zaczęłam pracować nad autoregulacją, bo zdałam sobie sprawę, że stabilny przewodnik to stabilny pies i nie ma innej opcji.
Wiecie, ile razy zadawałam sobie pytanie: po co Ci to było? Miałaś dobre życie. To nie! Wzięłaś oszołoma.
Nie przerażała mnie ilość pracy, ale cel, który się oddalał – to, że będą mogły być razem. Trudno dzielić czas na dwa psy, dając po równo. Dużo mnie to kosztowało. W ostatnich kilku dniach odwiedziło mnie kilku specjalistów, żeby mi podpowiedzieć, zobaczyć ją swoimi oczami. Byłam z niej dumna, jak pracowała. Pracuje z dużą motywacją, skupieniem, słucha, o co proszę. I kiedy na nią patrzę, czuję, że ją rozumiem i wiem, że istnieje między nami przyjaźń oparta na szacunku.
Już wiem, że sobie poradzę. Dziś nie powiem Wam, że podjęłabym tę decyzję drugi raz. Nie wiem. Potrzebuję jeszcze czasu, aby to powiedzieć. Być może, że nie.
Już wiem, że życie to proces. Przyjaźń to proces, miłość to proces. Ze wszystkim trzeba pracować, żeby mieć efekty. I na wszystko trzeba poczekać, ale jak tu czekać, jak ma się problemy z czekaniem i adhd 😂
I właśnie po to przyszła Eywa. Na razie jest jeszcze Ewka, bo na Eywę to jeszcze nie dorosła. Przyszła nauczyć mnie czekać. Patrzę na nią i widzę, jak świetnie potrafię zadbać o jej dobrostan, o jej autoregulację i odpowiedni poziom pobudzenia – to w pracy z psami mam opanowane do perfekcji. I właśnie po to przyszła: uczy mnie, bym w końcu potrafiła tę samą troskę i te same narzędzia zastosować wobec siebie. Nie umiem odpoczywać jak ona. Ja ją zamknę w klatce, a siebie? Tego właśnie mnie uczy. Po to przyszła. Jest jak ja. I to miałam zobaczyć.
Mam nadzieję, że obie się tego nauczymy. Dziś mogę powiedzieć: „Widzę Cię”.
P.S. Nie udałoby się to bez kilku osób, którym dziękuję za to, że są: Patrycja za lekcje Obi, Annie za bycie, jak marudziłam i smarkałam Ci w kołnierz, że nie dam rady, Irkowi za wiarę w nas i to, że mogłam się czuć bezpiecznie przy Tobie, Michałowi za dobrego psa, mocnego i stabilnego, i Tobie, Tomku, za ostatnie spojrzenie i kropkę nad i. I wszystkim, którzy każdego dnia dodawali mi wiary i siły w każdy kolejny dzień ❤️
Pawsitive Photo