12/05/2026
CZEGO BRAKUJE DZISIEJSZYM JEŹDŹCOM?
Wiele ośrodków narzeka na dzisiejsza młodzież.
Dzieci przyjeżdżają do stajni i nie potrafią zapiąć p***a, dokładnie wyczyścić konia, robią wszystko po łebkach, boją się konia oraz jego zachowań, nie sprzątają po sobie, a gdy pojawiają się trudności zmieniają stajnie lub rezygnują z jeździectwa.
Czy są leniwi?
Czy brak im samozaparcia?
Czy to brak pasji?
Brak miłości do zwierząt?
Złośliwość?
NIE!
TO BRAK CZASU!
Jazda konna to trudne hobby.
Drogie, czasochłonne i wymagające ogromnej wszechstronności.
Obecnie jazda konna traktowana jest jako jedno z wielu zajęć w napiętym grafiku dnia rodziny i dziecka.
Przed basenem a po korkach z matmy.
Czas na przebranie w aucie w drodze między szkołą a zajęciami.
Spóźnienie, bo trzeba zjeść obiad a po drodze załatwić jeszcze parę spraw.
Spóźnienie generuje kolejny pośpiech.
Nie ma czasu na spokojne uszykowanie sprzętu i konia. Rodzic pomaga jak może, by dziecko zdążyło na zajęcia, za które zapłaci. Czyści konia, zapina paski, nosi sprzęt. Wsadza dzieciaka na konia, po drodze robiąc strzemiona i odjeżdża w pogoni za kolejnymi ważnymi sprawami.
"O 18. 45 masz być gotowy do odbioru."
Dziecko wsiada, jeździ a potem znów się spieszy, żeby się wyrobić na czas.
Ucieka ze stajni w pośpiechu zostawiając nieposprzatany sprzęt, brudne szczotki i kupę na środku stajni.
Czasem nawet otwarty padok lub boks.
Kiedyś konie byly naszym życiem. Stajnia to było miejsce, w którym siedziało się godzinami, niczym drugi dom. Nie było innych zajęć. Były tylko konie. I wszystko co z nimi związane.
Nas to interesowało, chcieliśmy uczestniczyć w życiu stajni. Oglądaliśmy treningi, zdobywaismy wiedzę, poznawalismy zachowania zwierząt, sposoby treningu, był czas na sprzątanie siodlarni i wyjście z koniem na trawę.
Nie trzeba było jeździć, żeby było fajnie.
Nie baliśmy się koni, bo znaliśmy je na wylot. Byliśmy z nimi cały czas. Przy kowalu, przy weterynarzu. Wyprowadzaliśmy na padok i sprzatlismy boksy. Wiele rzeczy robiliśmy sami, aż się uda. Nikt nam nie pomagał przy siodlaniu. Nie było telefonów, żeby zadzwonić po pomoc. Trzeba było próbować, uczyć się na błędach.
Teraz nawet na błędy nie ma CZASU.
Wszystko robi się za dzieci, żeby było szybciej, lepiej, wygodniej. Potem jak dziecko ma coś zrobić samo, to jest przerażone. Plączą mu się palce z nerwów, boi się coś odpowiedzieć, żeby nie palnąć głupoty, boi się zrobić cokolwiek, bo może wyjść źle. Lepiej nie zrobić nic. Nicnierobienie nie jest traktowane jako błąd. Jest usprawiedliwiane. Dziecko nie posprzątało bo nie znalazło miotły ( nawet nie szukalo albo nie umiało z niej skorzystac). Dziecko nie umyło wędzidła, bo jest zimna woda i może się rozchorować. Nie wyczyściło konia, bo jest za małe i nie widziało. Nie wyczyściło kopyt, bo są za ciężkie, a dziecko nie ma siły. Poza tym po co robić coś, skoro zawsze ktoś zrobi za mnie.
Dajmy młodym jezdzcom szansę na rozwój pasji i siebie. Dajmy im ponosić konsekwencje swoich zachowań, Dajmy im przestrzeń na naukę. A przede wszystkim Dajmy im trochę CZASU.