11/05/2026
To nie jest kolejny post o niestosowaniu narzędzi awersyjnych, co jest dobre a co złe - tylko o tym jak wielu opiekunów, ale też trenerów robi to chcąc iść na skróty albo z braku kompetencji lub wiedzy.
Dużo osób trafia do nas już po różnych treningach, często z kolczatką albo dławikiem, a jednocześnie nigdy nikt nie pokazał im podstaw.
- jak trzymać smycz.
- jak nie dawać się szarpać.
- jak pracować napięciem.
- jak przekazać psu informację bez ciągłego szarpania.
- jak wyłapać moment zanim pies się nakręci.
- kiedy dać impuls
I później problem wygląda tak, że pies ma na sobie coraz mocniejszy sprzęt, ale dalej kompletnie nie ma komunikacji między nim a człowiekiem, a sam opiekun nie wie kiedy powinien wyjść impuls albo blokada.
A prawda jest taka, że ogrom psów kończy na takich narzędziach nie dlatego, że „muszą”, tylko dlatego, że wcześniej zabrakło pracy u podstaw.
Mam psa ważącego prawie 50 kg.
kiedy go adoptowałam, reagował na psy, ludzi, samochody, hulajnogi.
i jasne — przepracowanie tego kosztowało mnie masę czasu i pracy.
ale dało się to zrobić na zwykłej obroży.
dlatego trochę ciężko słucha się, że psa 30–40 kg „nie da się utrzymać” bez kolczatki.
bo naprawdę bardzo często problem nie leży w sile psa, tylko w tym, że nikt wcześniej nie nauczył człowieka jak z tym psem pracować, nie pokazał opiekunowi techniki.
I tak jak opiekun może mieć problem z utrzymaniem psa - to zrozumiałe, bo sam się tego nie nauczy.
Jednak kiedy trener ma z tym problem, to już daje do myślenia.