08/05/2026
Nie głupio o głupich roślinach i głupich zwierzętach.
Historie różnych ras kotów to najlepszy dowód na to, że nawet najbardziej porąbani ludzie mogą przyczynić się do czegoś fajnego, na przykład do powstania ragdolla. Ten puchaty drań to potomek kotów perskich, birmańskich oraz burmańskich. Za jego powstaniem stoi Ann Baker, która zastrzegła nazwę ragdoll i reklamowała ją w amerykańskim stylu, czyli kłamiąc.
Zaczęła od łzawej historyjki o kotce, protoplastce rodu, która wpadła pod samochód w czasie ciąży. Dzięki jej hartowi ducha kociaki nie tylko przeżyły, ale stały się duże, silne i odporne na wszystkie przeciwności losu. No, chyba że mówimy o chorobach nerek. Albo serca. Albo dziąseł. W każdym razie, jak uczą nas wybory parlamentarne (proszę sobie któreś wybrać), kłamstwo popłaca. Dlatego ragdolle zyskały sporą popularność.
Ann Baker postanowiła iść za ciosem i wmieszała w powstanie rasy kosmitów, CIA, a w końcu zasugerowała, że koty mają domieszkę ludzkich genów. W tym momencie inni hodowcy zaczęli odwracać się od Ann. W końcu nie po to człowiek bierze się za hodowlę kotów, żeby mieć do czynienia z ludźmi.
Hodowcy zabrali swoje koty, kocyki, wędki, wiklinowe koszyki i niegroźny autyzm do bardziej normalnych (chociaż tylko trochę) organizacji, jak TICA czy FIFe, które ostatecznie zaakceptowały wzorzec rasy. Modelowy ragdoll to nawet 10 kilogramów puchatego szczęścia, które wiotczeje natychmiast po wzięciu na ręce. Jest spokojny, łazi po domu za swoim ludziem i całkiem dobrze znosi dzieci oraz emerytów. W tym drugim przypadku należy jednak zachować ostrożność – ragdolle często dożywają nawet 18 lat, a emeryci, sami wiecie, raz są, a raz ich nie ma.
Dzisiejszy bonusowy wpis jest sponsorowany przez Międzynarodowy Dzień Kota, który obchodzimy właśnie teraz, czyli 17 lutego, na cześć mrozu, który zwykle o tej porze roku nie może się zdecydować, czy już sobie idzie, czy jeszcze zostaje. O, jednak idzie. A Nie, zostaje…
Głasknijcie ode mnie swoje sierściuchy.