19/11/2025
https://www.facebook.com/100092446422209/posts/761353046956236/?mibextid=rS40aB7S9Ucbxw6v
Czarny kot wygląda jak cień, który się zbuntował i zaczął żądać żarcia. Jak dziura w osnowie rzeczywistości, której wali tuńczykiem z paszczy. Czarny kot nie przynosi pecha, on go w sposób konsekwentny organizuje. Próbowaliście kiedyś znaleźć czarnego kota w mieszkaniu po ciemku? Jest na to jeden niezawodny sposób. Wystarczy wstać z łóżka, a na bank się o dziada wykopyrtniecie. Drań zlewa się z otoczeniem jak miejski miłośnik gór za Żabką, po czwartej tatrze.
Czarne koty określamy jako melanistyczne, co oznacza nadprodukcję ciemnego barwnika. Ale nawet taki kot z nadmiarem mroku w genach, jak mu się dobrze przyjrzeć, okazuje się bardziej brązowy albo pręgowany. Czyli nie jest czarny, tylko łobuz ściemnia.
Dzięki kolorowi łatwiej mu ładować baterie na słońcu. Jest też podobno bardziej odporny na różne kocie choróbska. Nie jest jednak odporny na ludzi, którzy w naszej części świata ubzdurali sobie, że jest magiczny. Ale nie magiczny w dobry sposób pod tytułem zamiana wody w wyroby alkoholowe, tylko że się brata z wiedźmami, rzuca klątwy i oszukuje podczas gry w statki.
Nie wszędzie na świecie czarne koty mają złą prasę. Na przykład w Japonii i w Wielkiej Brytanii przynoszą szczęście. Irlandzcy i angielscy żeglarze trzymali czarne koty na statkach. Nie tylko dlatego, że żarły szczury jak współcześni żeglarze penicylinę. Czarny kot był kiedyś uważany za talizman na pomyślne wiatry. Coś jak grochówka w Polsce.
Brytyjczycy wierzą co prawda, że czarny kot, który przeszedł drogą, przynosi pecha, ale TYLKO jeżeli oddala się od człowieka. Jeżeli idzie w naszą stronę, to wszystko jest „splendid”, jeżeli w drugą, to „bloody hell” albo „god dammit sh*t f*ck”, zależy, po którym Guinnessie.
Czarny kot ma pewne jasne strony. Poza różowym odbytem rzecz jasna, którym tak lubi się chwalić. Mianowicie pasuje do wszystkiego jak mała czarna. Z tego powodu bywa częściej adoptowany przez pierwszorazowych właścicieli kotów, którzy szukają rozwiązań uniwersalnych i jeszcze nie poznali, jaka to przyjemność, kiedy ciemny kąt w pokoju nagle odwzajemnia spojrzenie.
Czarny kot zawsze wygląda, jakby skrywał jakąś mroczną tajemnicę. Wielki książę ciemności, który boi się odkurzacza, a na widok ogórka zamienia w kota pionowego startu. W głowie, zamiast sekretów, ma tylko szum wiatru i myśli o mordowaniu gołębi.
Mój dom również został dotknięty klątwą czarnego kota. I to podwójnie. Jeden nazywa się Kraken, a drugiego ilustratorka ochrzciła Lucyfer. Jakby dranie potrzebowały dodatkowej zachęty. Kocham moje czarne koty, ale jak ktoś mi jeszcze kiedyś powie, że są „magiczne”, to mu pokażę magiczną sztuczkę — jak zamienić pościel świeżą w świeżo obrzyganą.
Piszę o czarnym kocie właśnie dzisiaj, bo 17 listopada obchodzimy Międzynarodowy Dzień Czarnego Kota. Wymyślili to Włosi. Tak jak u nas 13 jest najbardziej pechową liczbą, tak u nich tę rolę pełni 17, bo się zawsze spóźniają. Ten dzień ma odczarować czarne koty, które mimo zainteresowania początkujących kociarzy nadal mają najmniejszą szansę na adopcję. Niektórzy uważają, że z powodu przesądów, inni, że dlatego, bo ich na zdjęciach prawie nie widać.
W każdym razie, jeżeli przed przygarnięciem miauczącego księcia ciemności powstrzymują was przesądy, to pamiętajcie, że to wszystko bzdury. Czarny kot nie jest ani trochę bardziej mroczny od zwykłego kota z tego samego powodu, dla którego woda nie może być bardziej mokra.