Centrum Adopcyjne Gryzoni - gryzonie do adopcji Szczecin

Centrum Adopcyjne Gryzoni - gryzonie do adopcji Szczecin Centrum adopcyjne dla gryzoni i królików. Odwiedziny od poniedziałku do soboty o godzinie 18:00. Chcesz adoptować?

Zacznij od ankiety adopcyjnej na stronie www.domgryzoni.pl

Sznycel i Kokos nie życzą sobie takich insynuacjiSznycel i Kokos chcieliby oficjalnie poinformować, że nie są żadnymi sy...
24/08/2026

Sznycel i Kokos nie życzą sobie takich insynuacji

Sznycel i Kokos chcieliby oficjalnie poinformować, że nie są żadnymi syfiarzami, którzy srają gdzie popadnie, a zdjęcie przedstawiające ich mieszkanie jest elementem wyjątkowo obrzydliwej kampanii oszczerstw.

Przede wszystkim: rano było posprzątane. Jak codziennie, z wyjątkiem niedzieli, kiedy obchodzimy Dzień Trolla i pozwalamy zwierzętom przez chwilę żyć zgodnie z własnym systemem wartości. Dzisiaj jednak niedzieli nie było. Człowiek przyszedł, wymienił podkład, pozbierał siano, usunął bobki i pozostawił lokal w stanie niemal deweloperskim.

Po kilku godzinach wyglądał tak.

Sznycel i Kokos są równie zaskoczeni jak my.

Według ich wersji wydarzeń ktoś najprawdopodobniej zakradł się do klatki w nocy i nasrał. Rano człowiek wszystko usunął, ale sprawca najwyraźniej nie dał za wygraną. Wrócił w ciągu dnia i zaatakował ponownie.

Musimy przyznać, że jest wyjątkowo zdeterminowany.

Co więcej, działa bardzo dyskretnie. Ani Sznycel, ani Kokos niczego nie widzieli. A przecież byli na miejscu przez cały czas.

Sznycel przez większość dnia siedział dokładnie pośrodku miejsca przestępstwa, ale twierdzi, że to przypadek. Kokos również nie ma nic do powiedzenia. Pytany, czy widział osobę zostawiającą kilkadziesiąt bobków bezpośrednio za jego doopą, spojrzał na nas tak, jakby samo pytanie było poniżej jego godności.

Obaj zgodnie utrzymują, że nigdy nie robią kupy.

W ogóle.

Ich zdaniem świnka morska pobiera jedzenie z jednej strony, a potem jedzenie po prostu znika. Tak działa natura i proszą, żebyśmy nie komplikowali rzeczy prostych.

Zwrócili też uwagę, że posiadanie odbytu nie jest dowodem winy. To jedynie poszlaka.

Na chwilę obecną mamy więc mieszkanie posprzątane rano, kilkadziesiąt świeżych bobków, dwóch świadków, którzy przez cały czas byli na miejscu, i ani jednego podejrzanego.

Sprawca pozostaje na wolności.

Prawdopodobnie jest mały.

I bardzo regularnie tu przychodzi.

Chcecie wspierać Dom Gryzoni? Wpadnijcie czasem do Zooklubu. ❤️Dom Gryzoni nie działa w próżni. Za naszym centrum adopcy...
24/08/2026

Chcecie wspierać Dom Gryzoni? Wpadnijcie czasem do Zooklubu. ❤️

Dom Gryzoni nie działa w próżni. Za naszym centrum adopcyjnym stoi też sklep zoologiczny Zooklub, który od początku jest jednym z filarów tego miejsca.

I sprawa jest właściwie bardzo prosta:

bez sklepu nie będzie Domu Gryzoni.
A bez klientów nie będzie sklepu.

Dlatego jeśli i tak kupujecie karmę, siano, żwirek, zioła, przysmaki czy inne rzeczy dla swoich zwierząt, będzie nam bardzo miło, jeśli od czasu do czasu wybierzecie właśnie nasz sklep.

Każdy taki zakup pomaga utrzymać miejsce, w którym obok codziennej działalności sklepu możemy prowadzić centrum adopcyjne, opiekować się zwierzętami, przygotowywać je do nowych domów i finansować mnóstwo rzeczy, których na pierwszy rzut oka po prostu nie widać.

Nie prosimy, żeby kupować coś niepotrzebnego. Po prostu jeśli macie wybór, możecie swoim zwykłym zakupem sprawić, że Dom Gryzoni będzie miał gdzie i za co dalej działać.

Więc zapraszamy do Zooklubu. 🐹❤️

Kupujecie dla swojego zwierzaka, a przy okazji dokładacie małą cegiełkę do miejsca, które pomaga tym, które własnego domu jeszcze nie mają.

Przyjaciół poznaje się w biedzie. ❤️A my chyba wyjątkowo często mamy okazję sprawdzać, kto naprawdę jest naszym przyjaci...
24/08/2026

Przyjaciół poznaje się w biedzie. ❤️

A my chyba wyjątkowo często mamy okazję sprawdzać, kto naprawdę jest naszym przyjacielem. 😉

Kiedy robi się u nas cienko z zapasami, kiedy karmy ratunkowe schodzą szybciej, niż zdążymy je uzupełnić, albo potrzebujemy preparatów, które przy kilkudziesięciu zwierzakach potrafią znikać w ekspresowym tempie, możemy liczyć na Ambulatorium Drobnych Ssaków dr Jerzy Ziętek

I nie mówimy tu o symbolicznym "macie jedną saszetkę na drogę". Dostajemy od nich naprawdę solidne porcje karm ratunkowych i syropów odkłaczających, które później trafiają do zwierząt pozostających pod naszą opieką.

Takie wsparcie może nie wygląda spektakularnie na zdjęciu, ale dla nas oznacza bardzo konkretną pomoc i bardzo konkretne pieniądze, których nie musimy wydawać z naszego skromnego budżetu.

Dlatego dziś po prostu chcemy powiedzieć:

Dziękujemy. Naprawdę bardzo. ❤️

Za to, że kiedy jesteśmy w biedzie, możemy na Was liczyć.

Weterynarz widzi przemoc albo zaniedbanie. Czy powinien mieć obowiązek to zgłosić?To nie zawsze są spektakularne przypad...
23/08/2026

Weterynarz widzi przemoc albo zaniedbanie. Czy powinien mieć obowiązek to zgłosić?

To nie zawsze są spektakularne przypadki. Czasem zwierzę trafia do gabinetu skrajnie wychudzone. Czasem z nieleczonym od tygodni urazem, ranami, przerośniętymi zębami, pasożytami albo zmianami, których opiekun przez długi czas po prostu nie leczył.

I właśnie wtedy lekarz weterynarii może być jedną z nielicznych osób spoza domu, która zobaczy, w jakim stanie naprawdę znajduje się zwierzę.

Dzisiaj weterynarz może zawiadomić odpowiednie służby, gdy podejrzewa znęcanie się nad zwierzęciem. Istnieją też zasady etyki zawodowej nakazujące reagować na niewłaściwe traktowanie zwierząt. To jednak nie to samo, co jasny, ustawowy obowiązek zgłoszenia każdego uzasadnionego podejrzenia.

I tu zaczyna się trudne pytanie.

Czy jeżeli lekarz widzi zwierzę, którego stan wskazuje na przemoc albo poważne zaniedbanie, decyzja o zgłoszeniu powinna zależeć wyłącznie od niego?

Czy może powinno działać to podobnie jak w innych sytuacjach, w których osoba wykonująca określony zawód ma obowiązek zareagować, kiedy widzi zagrożenie dla kogoś, kto sam nie jest w stanie poprosić o pomoc?

Bo zwierzę nie zadzwoni na policję. Nie wyjdzie z domu. Nie powie lekarzowi, że od miesięcy boli je ząb, że nie dostaje jedzenia albo że ktoś je bije.

Może tylko trafić na człowieka, który to zauważy.

Waszym zdaniem: lekarz weterynarii powinien mieć ustawowy obowiązek zgłaszania uzasadnionego podejrzenia przemocy lub rażącego zaniedbania zwierzęcia?

Niedziela to Dzień TrollaPrzez ludzi nazywany czasem również "Dniem Dziecka".Przez sześć dni w tygodniu w Domu Gryzoni c...
23/08/2026

Niedziela to Dzień Trolla

Przez ludzi nazywany czasem również "Dniem Dziecka".

Przez sześć dni w tygodniu w Domu Gryzoni człowiek codziennie wchodzi zwierzęciu do mieszkania i robi generalne porządki. Z punktu widzenia człowieka to sprzątanie. Z punktu widzenia świnki morskiej - bezprawne usunięcie dorobku całej doby.

Bo człowiek nie rozumie, że siano pod domkiem nie leży tam przypadkiem. Że trzy bobki w misce są częścią wystroju. Że kawałek papryki znaleziony rano za legowiskiem prawdopodobnie był odłożony na później. I że domek stojący krzywo nie wymaga poprawienia, skoro zwierzę przez pół nocy pracowało nad tym, żeby właśnie tak stał.

Dlatego w niedzielę, jeśli nie ma absolutnej potrzeby, odpuszczamy generalne sprzątanie, które normalnie robimy codziennie. Oczywiście zmieniamy wodę, dokładamy siano i jedzenie, podajemy leki, sprawdzamy zwierzęta i sprzątamy wszystko, co jest mokre albo rzeczywiście wymaga ogarnięcia. Po prostu nie wchodzimy z pełną ekipą remontową i nie przywracamy wszystkiego do stanu, który człowiek uważa za właściwy.

Przez jeden dzień mogą więc mieszkać po swojemu. Świnka może siedzieć na sianie, które sama wcześniej wyciągnęła z paśnika. Królik może pozostawić miskę dokładnie tam, gdzie ją kopnął. Szynszyla może kontynuować projekt architektoniczny rozpoczęty o trzeciej nad ranem, a my przez chwilę udajemy, że nie widzimy, co się tam dzieje.

Wieczorem wszystkie mogą położyć się spać bez generalnego sprzątania pokoju.

Jak dzieci.

W poniedziałek wraca dorosłość i człowiek z workiem na śmieci.

Chcę adoptować, ale bez przesadyDzisiaj przyszli do nas ludzie i zapytali, po ile są świnki morskie. Odpowiedzieliśmy, ż...
23/08/2026

Chcę adoptować, ale bez przesady

Dzisiaj przyszli do nas ludzie i zapytali, po ile są świnki morskie. Odpowiedzieliśmy, że zwierząt nie sprzedajemy. "Wiemy, wiemy, że można adoptować" - usłyszeliśmy. Po chwili padło jednak pytanie dużo ważniejsze: "Ale ile to będzie trwało? Bo w niedzielę córka ma urodziny i ma być niespodzianka".

I właściwie w tych kilku zdaniach mieści się spora część problemu z tym, jak czasami rozumiana jest adopcja.

Samo słowo zostało przyjęte. Nie kupujemy - adoptujemy. Brzmi dobrze, nawet lepiej. Tyle że cała reszta ma już działać dokładnie tak samo jak przy zakupie. Zwierzę ma być dostępne wtedy, kiedy go potrzebujemy, procedura ma zmieścić się między dzisiejszym popołudniem a niedzielnym tortem, a człowiek, który przychodzi po świnkę, oczekuje przede wszystkim odpowiedzi na pytanie: kiedy może ją zabrać.

Tylko że urodziny dziecka są w niedzielę, a potrzeby świnki morskiej niestety nie sprawdzają kalendarza.

Adopcja nie jest inną nazwą sprzedaży. Nie polega na tym, że zamiast zapytać "ile kosztuje?", pytamy "ile trwa?", a później wybieramy zwierzę i wychodzimy z nim do domu. Zwłaszcza jeśli zwierzę ma być niespodzianką, o której przyszły opiekun nawet nie wie.

Zaczynamy więc rozmawiać. Pytamy, gdzie zwierzę będzie mieszkało, jakie ma mieć warunki, czy w domu są już inne zwierzęta, kto będzie się nim zajmował, gdzie będzie leczone, czy przyszli opiekunowie wiedzą, czego dany gatunek potrzebuje. I wtedy czasami okazuje się, że adopcja jest bardzo dobrym pomysłem, dopóki nie wymaga żadnej zmiany wcześniejszego planu.

Klatka jest za mała? "Ale większa nam się nie zmieści". Królik potrzebuje zabezpieczonych kabli? "Będziemy go pilnować". Świnka morska potrzebuje towarzystwa własnego gatunku? "My chcieliśmy tylko jedną". Potrzebny jest lekarz zajmujący się zwierzętami egzotycznymi? "Mamy świetnego weterynarza, od lat chodzimy do niego z psem". Trzeba zmienić wyposażenie? "Ale wszystko już kupiliśmy". Trzeba poczekać? "Nie możemy, bo urodziny są w niedzielę".

Każde z tych "ale" z osobna można jakoś zrozumieć. Ludzie mają małe mieszkania, ograniczony budżet, swój plan dnia, swoje przyzwyczajenia i swoje wcześniejsze wyobrażenia. Nikt nie oczekuje, że osoba zainteresowana adopcją będzie od pierwszej rozmowy wiedziała wszystko. My też przez lata zmienialiśmy wiele rzeczy, bo dowiadywaliśmy się więcej, patrzyliśmy na zwierzęta uważniej i widzieliśmy, że coś można zrobić lepiej.

Problem nie polega na tym, że ktoś czegoś nie wie.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy nie chce się dowiedzieć niczego, co mogłoby wymagać jakiejkolwiek zmiany.

Bo w pewnym momencie pojawia się dość zasadnicze pytanie: kto właściwie ma się do kogo dopasować? Zwierzę do naszego mieszkania, naszego grafiku, wybranego wcześniej wyposażenia, najbliższego weterynarza, terminu urodzin i pomysłu, który już sobie ułożyliśmy? Czy może człowiek, który chce przyjąć żywe zwierzę, powinien być gotowy choć trochę zmienić swoje plany, kiedy okazuje się, że potrzeby tego zwierzęcia wyglądają inaczej?

Bardzo łatwo powiedzieć: "Chcemy mu dać dobry dom". To zdanie pada często. Podobnie jak "będzie kochany", "niczego mu nie zabraknie" albo "u nas będzie miał naprawdę dobrze". I ja nie mam powodu zakładać, że ludzie mówią to nieszczerze. Najczęściej naprawdę mają dobre intencje.

Tylko że zwierzę nie żyje intencjami.

Żyje na konkretnej powierzchni. Je konkretne jedzenie. Potrzebuje konkretnego wyposażenia, bezpieczeństwa, ruchu, czasem towarzystwa własnego gatunku, a kiedy zachoruje, potrzebuje lekarza mającego odpowiednią wiedzę. Miłość jest ważna, ale nie powiększy klatki, nie zabezpieczy kabla, nie zrobi RTG i nie zastąpi drugiej świnki morskiej.

Dlatego pytamy. Dlatego czasem prosimy o zdjęcia. Dlatego czasem mówimy, że coś trzeba zmienić. Nie po to, żeby stworzyć konkurs na idealnego opiekuna, ale dlatego, że ktoś musi spojrzeć na całą sytuację również z perspektywy zwierzęcia.

To szczególnie ważne właśnie przy adopcji, bo samo słowo "adopcja" potrafi dać człowiekowi poczucie, że już zrobił coś dobrego. Nie kupuję, tylko adoptuję. Pomagam. Daję dom. Ratuję.

I bardzo dobrze.

Tylko że pomoc ma jedną niewygodną cechę - powinna być dobra przede wszystkim dla tego, komu pomagamy.

Nie wystarczy więc chcieć zabrać zwierzę ze schroniska, fundacji czy centrum adopcyjnego. Trzeba jeszcze chcieć przyjąć razem z nim jego potrzeby. Także te, które są niewygodne, droższe, zajmują trochę miejsca albo wymagają zmiany wcześniejszych planów.

Czasami słyszymy, że przecież w sklepie nikt o takie rzeczy nie pyta. To prawda. Można wejść, zapłacić i wyjść ze zwierzęciem. Nikt nie musi pytać o zdjęcie warunków, o lekarza ani o to, co stanie się za pół roku. Jeśli na wystawie siedzi świnka, a dziecko ma urodziny w niedzielę, sprawę da się załatwić bardzo szybko.

Tylko że właśnie między innymi dlatego adopcja wygląda inaczej.

Nie ma być sprzedażą, tylko bez ceny. Nie ma polegać na tym, że człowiek wybiera zwierzę, a organizacja ma je jak najszybciej wydać. Zwierzę przebywające pod naszą opieką nie jest towarem zarezerwowanym na konkretną okazję ani prezentem, który musi zdążyć przed przyjęciem urodzinowym. My również odpowiadamy za decyzję, komu je powierzamy.

Jeżeli więc widzimy problem, trudno oczekiwać, że przestaniemy go widzieć tylko dlatego, że komuś bardzo zależy albo bardzo się spieszy.

Nam również zależy, żeby zwierzęta trafiały do domów. Im więcej dobrych adopcji, tym więcej miejsca możemy przeznaczyć dla kolejnych potrzebujących zwierząt. Gdyby jednak jedynym celem było jak najszybsze opróżnianie boksów, najłatwiej byłoby zrezygnować z ankiet, rozmów, pytań i całej procedury. Kto pierwszy przyjdzie, ten bierze.

Tyle że wtedy nie zajmowalibyśmy się już adopcjami.

Po prostu wydawalibyśmy zwierzęta.

Adopcja czasem wymaga przesunięcia mebla, zmiany klatki, znalezienia innego lekarza, zabezpieczenia przewodów, kupienia innego wyposażenia albo zaakceptowania, że zwierzę, które miało być jedno, powinno mieć towarzysza. Czasem wymaga kilku dni cierpliwości. Czasem kończy się również tym, że trzeba zrezygnować z pierwotnego pomysłu i poszukać innego rozwiązania.

I to wszystko jest w porządku.

Bo adopcja nie jest usługą realizowaną na zamówienie.

Nie musi pasować do terminu urodzin, urlopu, wolnego weekendu ani tego, że akurat dzisiaj mamy czas przyjechać.

Najważniejsze pytanie brzmi więc chyba nie "jak długo trwa adopcja?" ani nawet "co musimy zrobić, żeby dostać to zwierzę?".

Warto zapytać siebie o coś trudniejszego.

Czy chcemy przyjąć zwierzę razem z tym, czego ono potrzebuje, nawet jeżeli oznacza to zmianę naszych planów?

Czy po prostu chcemy mieć zwierzę - najlepiej szybko, najlepiej to konkretne i najlepiej na naszych warunkach?

Bo między jednym a drugim jest znacznie większa różnica, niż może się wydawać.

Kamuflaż opanowany do perfekcji.Prawie. 🍓🐹
22/08/2026

Kamuflaż opanowany do perfekcji.

Prawie. 🍓🐹

Świnka morska jest zwierzęciem bardzo czujnym. Może nie zauważyć, że pół godziny temu nasikała dokładnie tam, gdzie tera...
22/08/2026

Świnka morska jest zwierzęciem bardzo czujnym. Może nie zauważyć, że pół godziny temu nasikała dokładnie tam, gdzie teraz śpi, ale otwarcie lodówki usłyszy z drugiego końca mieszkania.

Wtedy uruchamia się procedura. Najpierw nasłuch. Potem wyjście z domku. Potem stanie przy kratach i patrzenie na człowieka z miną pracownika urzędu, któremu właśnie przyniosłeś źle wypełniony formularz.

I teraz najważniejsze. Jeżeli człowiek po otwarciu lodówki idzie w stronę świnki, wszystko jest w porządku. System działa. Jeżeli jednak bierze sobie jogurt i odchodzi w innym kierunku, mamy do czynienia z jawnym naruszeniem podstawowych praw świnki morskiej.

Bo przecież po co otwierać lodówkę, skoro nie po paprykę? Po co szurać reklamówką, skoro nie ma w niej sałaty? Po co w ogóle istnieć, skoro nie zamierza się właśnie czegoś podać śwince?

Na te pytania człowiek oczywiście nie potrafi odpowiedzieć. Świnka natomiast odpowiedź już zna. Nie jest zła. Po prostu po raz kolejny przekonała się, że mieszka z idiotami.

Cavia Complete kontra Vitapol Excellent.Jedna z tych karm ma opinię "pewniejszego wyboru", druga bywa traktowana trochę ...
22/08/2026

Cavia Complete kontra Vitapol Excellent.

Jedna z tych karm ma opinię "pewniejszego wyboru", druga bywa traktowana trochę z góry. Tylko że kiedy zamiast opinii zaczniemy porównywać konkretne dane producentów, robi się dużo ciekawiej.

Sprawdziliśmy m.in.:

wapń i fosfor,
stosunek Ca,
witaminę C i jej formę,
włókno,
skrobię,
skład surowcowy,
oraz dane, których Vitapol nie publikuje na stronie, ale przekazał nam bezpośrednio w korespondencji.

I nie, wynik nie sprowadza się do prostego "ta jest dobra, a ta zła".

Pełne porównanie jest już na stronie.

Kliknij "Zobacz więcej", żeby przeczytać cały artykuł.

SZNYCEL I KOKOS, CZYLI PANOWIE JUŻ SIĘ W ŻYCIU NABIEGALINa pierwszym planie Sznycel, który właśnie prezentuje jedną z na...
21/08/2026

SZNYCEL I KOKOS,
CZYLI PANOWIE JUŻ SIĘ W ŻYCIU NABIEGALI

Na pierwszym planie Sznycel, który właśnie prezentuje jedną z najważniejszych świnkowych kompetencji życiowych: drzemkę.

Na drugim Kokos, który wygląda, jakby od dobrych dwudziestu minut analizował sytuację i doszedł do wniosku, że nie wymaga ona absolutnie żadnej reakcji.

I tak właśnie żyją.

Nie ma tu młodzieńczego szaleństwa, rzucania się po klatce z prędkością pocisku ani biegania w kółko tylko dlatego, że można. To są dwaj stateczni panowie. Panowie mają swoje lata, swoje doświadczenia i bardzo konkretne oczekiwania wobec świata. Świat ma przynosić jedzenie, nie robić gwałtownych ruchów i najlepiej zapewnić miękkie miejsce do położenia odwłoka.

Sznycel lubi wyglądać tak, jakby właśnie wrócił z ciężkiej zmiany w kopalni, choć od rana jego największym wysiłkiem było przejście z jednego końca legowiska na drugi.

Kokos natomiast pełni funkcję kierownika. Siedzi z tyłu, obserwuje i pilnuje, żeby Sznycel przypadkiem nie zrobił czegoś nierozsądnego, na przykład nie wstał bez wyraźnej potrzeby.

Obaj czekają na dom.

Nie na pierwszy lepszy i nie na taki, który właśnie zobaczył dwie świnki i pomyślał: "o, jakie słodkie". Sznycel i Kokos szukają doświadczonego domu, który wie, że świnki morskie poza byciem ziemniakami na nóżkach mają też swoje potrzeby, charaktery, humory i bardzo skuteczny system zarządzania człowiekiem.

Jeżeli więc macie doświadczenie ze świnkami i chcielibyście przyjąć pod dach dwóch spokojnych dżentelmenów, którzy zasadniczo niczego już nikomu nie muszą udowadniać - Sznycel i Kokos czekają.

A póki co leżą.

Bo po co stać, skoro można leżeć.

Adres

Leszczynowa 22
Szczecin
70-766

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 20:00
Wtorek 09:00 - 20:00
Środa 09:00 - 20:00
Czwartek 09:00 - 20:00
Piątek 09:00 - 20:00
Sobota 09:00 - 20:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Centrum Adopcyjne Gryzoni - gryzonie do adopcji Szczecin umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij