29/05/2026
Dehya zaczęła rodzić wieczorem 5 maja w 41 dniu ciąży, co mnie nieco zdziwiło przy małym i dość drobnym miocie jak zwykle u moich czarnuszek (6-7gram). Niestety poród zaczął się podczas mojej wizyty u weterynarza z inną fretką i jak wróciłam zastałam na świecie 4 maluszki, niestety jeden z nich był już zimny i nie udało się go uratować. Z nami zostały 2 samczyki i samiczka, jednak Dehya cały czas była mocno poddenerwowana, więc następnego dnia i z nią wylądowaliśmy u weterynarza. Okazało się, ze prawdopodobnie nie urodziła jednego z łożysk i musiała dostać antybiotyk. Wydawało się, że sytuacja się unormowała, Dehya ładnie opiekowała się maluchami i te przybierały na wadze. Niestety po 2 tygodniach pojawił się kolejny kryzys, ponieważ z uwagi na mało liczebny miot matka dostała rujki, nie bardzo chciała jeść i trzeba było ją dokarmiać. Niestety to nie koniec problemów, bo niedługo potem znów wylądowaliśmy z Dehya u weterynarza, ponieważ pomimo rujki pojawił się u niej ropny wyciek z dróg rodnych, co niestety wpłynęło na jakość mleka i spadek u maluchów. Trzeba było po raz kolejny wprowadzić antybiotyk i już nie tylko dokarmiać matkę, ale i maluszki w miarę możliwości co 2-3h. Cała trójka jest małymi frighterami i walczy z całych sił, niemniej jednak sytuacja nie jest jeszcze do końca stabilna, więc aktualnych zdjęć tej trójki na razie nie będzie.