08/09/2026
🐴 Zacznijmy od początku…
Kilka koni juz znacie, które mieszkają w naszej stajni, zanim pokażemy Wam wszystkie nasze codzienne historie, wzloty, upadki, radości i całą resztę — warto poznać człowieka, od którego to wszystko się zaczęło.
Powstanie stajni nie było spełnieniem wielkiego, gotowego od lat planu. To była decyzja, trochę odwaga, trochę szaleństwo i przede wszystkim ogrom pracy. 😉 Nie zawsze było łatwo. Wiele rzeczy trzeba było zrobić od podstaw, wiele razy zakasać rękawy i po prostu działać.
Nie wszystko od razu wyglądało tak, jak wygląda dzisiaj. I nadal nie wygląda tak, jak chcielibyśmy docelowo. 😄 Ale pomału, krok po kroku, rozbudowujemy, poprawiamy, uczymy się i tworzymy to miejsce po swojemu. Bez wielkich deklaracji — za to z dużą ilością pracy i serca.
A teraz… czas przedstawić Wam człowieka, który za tym wszystkim stoi.
Mam na imię Mirek, mam 42 lata.
Z końmi jestem związany całkiem od niedawna, właśnie one stały się moimi codziennymi towarzyszami. Czy od początku wiedziałem, co robię? Absolutnie nie. 😂
Cały czas się uczę. Obserwuję, pytam, doświadczam i staram się wyciągać wnioski z każdego dnia. Bo konie bardzo szybko potrafią człowiekowi pokazać, że nie wszystko da się zrobić po swojemu. Tutaj cierpliwość, spokój i zaufanie znaczą więcej niż jakiekolwiek mądre teorie.
Z natury jestem człowiekiem spokojnym, raczej z duszą pustelnika. Lubię ciszę, spokój, naturę i swoje małe grono. Nie potrzebuję wielkiego zamieszania, żeby czuć się dobrze. Wystarczy kawa, kawałek stajni, konie gdzieś w pobliżu i świadomość, że robimy coś dobrego. ☕🐴
Mam miękkie serce, szczególnie jeśli chodzi o zwierzęta. ❤️ I chyba właśnie dlatego ta stajnia z czasem stała się czymś więcej niż tylko miejscem, w którym stoją konie.
To miejsce, które ciągle tworzymy.
Jeszcze wiele przed nami. Będziemy się rozwijać, ulepszać, czasem pewnie coś zepsujemy, żeby później zrobić to lepiej. 😄 Ale najważniejsze, że idziemy do przodu — powoli, swoim tempem i z sercem.