15/01/2026
Dlaczego zostałam podkuwaczem koni?
To chyba najczęściej zadawane mi pytanie 😅. Odpowiedzieć można na nie krótko i prosto, ale można też rozwinąć i dziś zrobię jedno i drugie.
Krótko: żeby móc pomagać końskim kopytom. I bo bardzo lubię tą robotę.
Ale muszę też wspomnieć, że dopiero praca z podkowami i z metalem pomogła mi zrozumieć jak to wszystko działa. Wykuwanie podków z płaskownika to nie tylko „naparzanie młotkiem w kowadło” tylko sposób na zrozumienie kształtów kopyta. Szkoła podkuwania koni nauczyła mnie przede wszystkim że żadne kopyto nie jest takie samo i żadne z nich nie jest symetryczne.
No i te cholerne gotowe podkowy, przecież po to je produkują w rozmiarach żeby tylko przymierzać i przybijać, no wydałoby się że nic prostszego. A wiecie, okazało się że te gotowe podkowy po prostu oszczędzają nam czas bo nie musimy ich wykuwać od 0 z płaskownika. Kształtowanie do kopyta jest jednak dokładnie takie samo…
Teraz mam nie tylko narzędzia w rękach ale też umiejętności, żeby móc pomagać również tym koniom dla których chodzenie boso nie wchodzi w grę.
Przy okazji daje mi to mega satysfakcję i frajdę więc chyba jestem tu gdzie chciałam(miałam) być 🙂🙂.
No i na przykład mogę przybić swojemu koniowi podkowę przed wyjazdem w teren, bo jest wybitnie zdolnym zdejmowaczem podków 😂