10/10/2025
Oblicze weterynarii - tekst dla wytrwałych.
https://www.obliczaweterynarii.pl/
Wstęp
Na kanwie wydarzeń jakie miały miejsce w ostatnim czasie, zdecydowałem się na poruszenie tematu związanego z pracą lekarza weterynarii i nie tylko. Chciałbym przybliżyć, jak trudna, wielowymiarowa i często obciążająca emocjonalnie jest ta praca. To nie tylko leczenie zwierząt, ale też codzienne zmagania z cierpieniem, odpowiedzialnością, presją, dylematami natury moralnej/etycznej i w końcu w znacznej mierze praca z ludźmi.
Rozwinięcie:
Z zawodu jestem lekarzem weterynarii prowadzącym prywatną praktykę od 22 lat. W pewnym sensie jestem także przedsiębiorcą zatrudniającym kilka osób oraz jestem pracownikiem Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Także z pełną odpowiedzialnością mogę się pokusić o stwierdzenie, że obserwuje otaczającą nas rzeczywistość i to jak ona się zmienia na przestrzeni owych 22 lat przynajmniej z trzech perspektyw.
Dlatego, a może przede wszystkim poruszę temat relacji międzyludzkich „ wczoraj i dzisiaj”, tego jak wyglądała praca lekarza weterynarii za „ komuny” i jak ta praca wygląda dzisiaj - po transformacji ustrojowej w czasach gospodarki wolnorynkowej .
Zrozumienie tematyki związanej z przemianami jakie nastąpiły po zmianie ustroju zarówno w kontekście pracy lekarza weterynarii jak i relacji międzyludzkich, ewolucji ludzkiej mentalności , uważam za niezbędne dla zrozumienia tego co chcę przekazać.
Na wstępie krótki rys historyczny jak wyglądała praca lekarza w czasach realnego socjalizmu i po roku 1989.
W czasach PRL-u praca lekarza weterynarii była mocno związana z państwowymi strukturami. Większość działań weterynaryjnych koncentrowała się na zwierzętach produkcyjnych a prywatna praktyka weterynaryjna w zasadzie nie istniała. Praca często miała charakter dyżurowy a lekarze musieli być dostępni całą dobę.
Po roku 1989 następowała stopniowa zmiana w kierunku gospodarki wolnorynkowej, w tym rozwój prywatnych praktyk weterynaryjnych i zwiększenie konkurencyjności w branży z korzyścią min. dla klienta/ pacjenta.
O ile w dziedzinie osiągnięć ekonomicznych, czyli sferze materialnej dokonaliśmy jako społeczeństwo niesamowitego postępu, niemal przeskoku, to w sferze mentalności, pewnych cech narodowych reakcji i ludzkich zachowań uważam, że w dalszym ciągu wielu z nas działa według reguł „ starego systemu” i mentalności HOMO SOVIETICUS..
Po latach fizycznego i mentalnego zniewolenia przez władzę ludową, wielu udało się przekonać do socjalizmu. I w dalszym ciągu w wielu z nas to tkwi. Zdaniem znacznej części pokolenia tamtych czasów, to państwo powinno zapewnić pracę, mieszkanie, zasiłki, emerytury, usługi medyczne, edukację, pogrzeb i Bóg wie co jeszcze. Ta roszczeniowa postawa w mojej opinii, na przestrzeni ostatnich lat tylko ewoluuje.
Wracając do zawodu, który wykonuję.
Z całą świadomością i odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że praca lekarza weterynarii to w znacznej mierze praca z ludźmi. I muszę stwierdzić, że bardzo często nie jest to łatwa współpraca. Niejednokrotnie się o tym przekonałem, a kumulacja różnych zdarzeń jakie miały miejsce na przestrzeni ostatnich 2-3 tygodni skłoniły mnie do napisania tego postu.
W społeczeństwie bardzo często widoczne jest założenie, że lekarz weterynarii to człowiek kochający zwierzęta ponad wszystko i jest, lub w opinii niektórych nawet powinien być zdolny do poświęceń. Tak- do poświęceń, bo w końcu wykonuje swój zawód z „ powołania ”
W takim razie co to oznacza?:
Wykonywanie zawodu z powołania (potocznie): Odnosi się do osoby, która czuje silne wewnętrzne zaangażowanie w swoją pracę. Praca taka jest wykonywana z pasją, daje satysfakcję i poczucie celu, co stanowi główne źródło motywacji i spełnienia.
W takim razie jakimi cechami powinien legitymować się dobry weterynarz?
• Empatia i współczucie.
• Odpowiednie podejście do zwierząt
• Komunikatywność
• Sprawność manualna.
• Umiejętność rozwiązywania problemów.
• Decyzyjność
• Chęć ciągłego poszerzania wiedzy.
• Odporność na stres.
• Rozwinięte umiejętności techniczne
• Sprawna organizacja
To trochę tak jakby cechy każdego mężczyzny zestawić z cechami rycerza. Może i co niektórych zaskoczę, ale to nie średniowiecze, my mężczyźni nie jesteśmy rycerzami i nie wykazujemy się całym wachlarzem cech idealnego rycerza.
Ja wykonuję swój zawód w pewnym sensie z powołania, ale to nie znaczy, że w imię zadowolenia wszystkich dookoła mam wszystko poświęcić- rodzinę, własne zainteresowania, pasje i zdrowie.
Celowo wytłuściłem takie cechy jak : empatia i współczucie, decyzyjność i odporność na stres.
Szanowni Państwo:-zapewniam wszystkich, że:
- gdybym nie posiadał empatii względem zwierząt to z całą pewnością nie wykonywałbym tego zawodu.
- decyzyjność-wykazuję zdolność do świadomego podejmowania samodzielnej decyzji w oparciu o obowiązujące przepisy prawa oraz zgodnie z zasadami Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii, ponosząc za nie odpowiedzialność prawną oraz MORALNĄ
-odporność na stres – element nierozerwalnie powiązany z dwoma w/w cechami. Wielu wydaje się, że zawód lekarza weterynarii jest zawodem przyjemnym. W rzeczywistości jednak narażony jest na bardzo dużo obciążeń psychicznych związanych ze stresem, lękiem i odpowiedzialnością. W mojej opinii, poprzeczka tej odpowiedzialności jest często postawiona zbyt wysoko.
Tutaj przytoczę kilka cytatów z życia wziętych:
„ten pies musi żyć- jest ze mną od x lat”, ” jak Pan nie może mnie przyjąć to co z Pana za lekarz”, „ Ty jesteś dla nas a nie my dla ciebie” , „ śmierdzą ci nasze pieniądze?”, „ jak ten pies kogoś zagryzie, to będziesz miał to na sumieniu”, „ to co teraz mam patrzeć jak ten piesek cierpi”, ” jak się doktor podjął to niech teraz będzie dyspozycyjny 24h”, „ to pan jest lekarzem i to pan powinien to tak wytłumaczyć, żeby właściciel odstąpił od zabiegu” – takie wypowiedzi powoli zaczynają stawać się codziennością.
Dlaczego z taka łatwością przychodzi nam zrzucanie odpowiedzialności na innych? Dlaczego nie wykażemy się chociaż odrobiną refleksji, jeżeli chodzi o nas samych, zrozumieniem i empatią względem innych?
Dlaczego wymaga się od nas lekarzy weterynarii, żebyśmy wykazywali się każdorazowo empatią w stosunku do zwierząt, skoro sami jako ludzie nie potrafimy wykazać nawet odrobiny zrozumienia względem drugiej osoby, nie mówiąc o empatii?
Nie znam odpowiedzi na to pytanie, nie rozumiem tego, nie wiem skąd się to bierze i skąd w nas tyle złości i agresji. Wiem natomiast , że „na koniec dnia” odbija się to na mnie i moich bliskich.
Tutaj przytoczę dwa wydarzenia jakie małe miejsce w ostatnim czasie:
1. Niezadowolenie jednego z mieszkańców Radomiłowa, iż podczas ulewnego deszczu nie odbyło się szczepienie psów przeciwko wściekliźnie. Owo niezadowolenie wyraził poprzez wylanie swojej frustracji na pani, która pracuje w gabinecie. Frustracji wyrażonej w bardzo niekulturalny sposób ocierającymi się o groźby. Po wizycie w gabinecie owy pan udał się do Wójta gminy Rudna od którego otrzymałem telefon z informacją, iż pojawił się u niego pan X ze skargą na mnie.
Zapewne panu pomyliły się czasy i miejsca- żyjemy w czasach gospodarki wolnorynkowej a nie komuny, natomiast Wójt to nie Naczelnik gminy. Chciałbym tylko przypomnieć, że żyjemy w czasach gospodarki wolnorynkowej i można skorzystać z usług innego zakładu leczenia zwierząt. O dalszym ciągu tej historii nawet pisał nie będę, ponieważ nie warto- nadmienię tylko, że pan X oczernił mnie jeszcze na zebraniu wiejskim. W związku z tym nachodzi mnie tylko pewna refleksja po takim zdarzeniu- dlaczego za pewne deficyty osobowościowe niektórych ludzi musi obrywać moje otoczenie oraz Ja?
2. Eutanazja psa. Historia długa, której w całości nie przytoczę z różnych względów. Rodzinne awantury w gabinecie w obecności klientów, wizyty z Policją i wezwania mnie na Policję. Wszystko po to, by mnie obarczać odpowiedzialnością za swoje problemy, zrzucać odpowiedzialności za ewentualne następstwa niepodjęcia przeze mnie tak trudnej decyzji, jaką jest eutanazja młodego zdrowego zwierzęcia, przy braku podjęcia działań z własnej strony. Chciałbym tylko zaznaczyć, że prowadzę zakład leczniczy dla zwierząt a nie zakład eutanazji. I niezależnie od indywidualnych problemów, chciałem zwrócić uwagę na fakt, iż obowiązuje mnie, jako lekarza weterynarii, wykonującego zawód zaufania publicznego zasady etyki i deontologii.
EPIKRYZA:
Zdaję sobie sprawę, że dla przeciętnego zjadacza chleba może być to termin nie zrozumiały, dlatego wyjaśniam co ów termin oznacza:
-„medyczny dokument opisujący całe postępowanie lekarskie i stan pacjenta po zakończeniu leczenia, zawierający podsumowanie historii choroby, zastosowane leczenie, wyniki badań, ewentualne powikłania oraz zalecenia dotyczące dalszej opieki”
Frustracja – z przykrością muszę przyznać, że to coś z czym niestety muszę się ostatnio zmierzyć. Długie godziny pracy, nadmierne obciążenie pracą, oczekiwania klientów, liczne zażalenia są ogromnie obciążające. Wymagania przez klientów wykonania eutanazji zwierząt na „żądanie”, czy w końcu wypalenie zawodowe to elementy, które skłaniają do przemyśleń- „co z równowagą między życiem zawodowym i osobistym?”
W tym wszystkim są jedna także sytuacje budujące i podtrzymujące na duchu.
Nie mniej jednak w związku z coraz częstszym brakiem zrozumienia i takimi a nie innymi reakcjami ze strony klientów podczas kontaktu telefonicznego informuję, iż przestałem korzystać na jakiś czas ze swojego numeru telefonu. Rejestracje na wizyty proszę dokonywać bezpośrednio w gabinecie lub telefonicznie.
Zdaję sobie sprawę, iż podjęte przeze mnie działania nie rozwiązują jednak problemu, lecz oddalają go w czasie. W takim razie jakie są rozwiązania? Mam kilka pomysłów, ale chętnie wysłucham jakie są propozycje. Jeżeli ktokolwiek chciałby się wdać dyskusję to zapraszam. Nie zamykam się na konwersację i polemikę, pod warunkiem, że będzie to dyskusja merytoryczna oparta o dialog nieobrażający nikogo, skupiony na faktach, realnych problemach, co w mojej opinie jest niezbędne do budowania zrozumienia i rozwiązywania problemów.