30/05/2025
Warto przeczytać do końca, historia na faktach i ku przestrodze. Niestety to nie jedyny przypadek, ale możemy to zmienić 🐾💜🐾
Dziś będzie o smutnej historii, ale może dzięki temu, że ktoś ją przeczyta, życie jakiegoś kota zostanie uratowane. Rzecz o obrożach... koty uwięzione w obrożach, które przeszły im pod łapami i obtarły do krwi - takie przypadki już widzieliśmy, ale pierwszy raz trafił się kot, który zakneblował się obrożą... :( Dodatkowo, była to obroża przeciwpchelna, czyli nasączona preparatem, który nie powinien się dostać do układu pokarmowego ani mieć kontaktu z otwartymi ranami.
Kotka - młoda, śliczna i miła - chodziła z obrożą tak wbitą w pysk, że uniemożliwiała jej jedzenie i picie. Dodatkowo, spanikowana sytuacją, nie pozwalała opiekunowi do siebie podejść, a nasze kolejne wyjazdy kończyły się fiaskiem. Kiedy w końcu udało się ją odłowić, oczyścić rany, nawodnić i podać leki, wszyscy poczuliśmy ulgę. Myśl o możliwości śmierci z pragnienia (kot nie potrafi pić bez użycia języczka), nie dawała nam spokoju...
Kotka miała rany w kącikach pyszczka i na języku. Początkowe leczenie wydawało się przynosić spore efekty, a my cieszyliśmy się jak dzieci. Niestety, z czasem okazało się, że brud, który dostał się do ran, prawdopodobnie z powodu połączenia chemikaliów w obroży, spowodował zakażenie ran. Na języku zaczęła się pojawiać martwica. Dalej było już tylko gorzej. Nie udało nam się uratować Lindy... 😭 A świadomość cierpienia jakie przeszła, napawa nas smutkiem. Koty domowe nie potrzebują obróżek, a wychodzące, jeśli już takie są, można zabezpieczyć przeciw pasożytom kroplami i tabletkami, wybór jest naprawdę spory. Koty środowiskowe - takim była właśnie Linda, czyli z mniejszym zaufaniem do człowieka, gdzie nie każdy może kota dotknąć i kot niekoniecznie jest łatwy do złapania, NIGDY nie powinny mieć zakładanych obróżek.
Jeśli chcecie kota oznakować, są mikrochipy (u nas co roku jest darmowe chipowanie w ramach jesiennego pikniku). Nie ma sensownego uzasadnienia obroży u kota. Nawet te, które mają gumkę, czy tak zwane bezpieczne zapięcie (odpinające się na skutek szarpnięcia), nie są do końca bezpieczne. A jeśli ktoś nam nie wierzy, proszę spojrzeć na poniższe zdjęcie, tu nie ma z czym dyskutować.