Gabinet Weterynaryjny "Muminek"

Gabinet Weterynaryjny "Muminek" Rok założenia 2006.

11/08/2025

Uwaga zmiana
URLOP do 23 sierpnia włącznie

Poniedziałek 25.08 i wtorek 26.08 zapraszam w godzinach 15-18

04/07/2023

Nostalgiczny utwór na wieczór.....

11/05/2023

W czwartek 11 maja czynne w godzinach 15-18

😅
28/03/2023

😅

Odgrzewany kotlet.
W sumie teraz, kiedy ciągnę swą dietę, dałabym się zabić żywcem za odgrzewanego kotleta. Nawet niech by był skapcaniały. O fakturze i konsystencji podeszwy z glana. Żarłabym...
Nic z tego.
Jedyna pociecha w tych mrocznych dniach mojego żywota jest taka, że rano dopięłam na tyłku czarne Mustangi, których nie dopinałam już dobrą chwilę. A wczoraj wcisnęłam moje popiersie w białą bluzeczkę w rozmiarze 40. Czyli powoli idzie ku dobremu.
Zauważyłam po Państwa komentach, że wymieniając swoje ukochane zapachy, na śmierć zapomniałam o: zapachu podkładów kolejowych, woni gnijącego, jeziornego szlamu, chałup w skansenie, drewnianych kościółków, zapachu gorącego asfaltu, kiedy na niego popada chłodny, letni deszcz, zapachu wietrzonych piwnic, jaskiń, książek... Dodałabym jeszcze gofry.
Natomiast serdecznie wkurzają mię wszystkie mocno reklamowane odświeżacze powietrza, mające zabijać wyżej wspomniane wonie. Boli mię od nich głowa.
"Rynek Zoologiczny" zapłacił za fakturę. Dziękuję wszystkim Wam za propozycje pomocy, które od otrzymałam oraz za interwencje na fanstronie "Rynku". Fajnie jest czuć, że ma się obok siebie zajebistych ludzi :D
Miłego dnia.
www.facebook.com/Milozwierz przesyła baranki :3

😊😀
28/03/2023

😊😀

Cześć.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że w marcu, jak w garncu, ale takie gwałtowne zmiany pogody zawsze są dla mnie powalające. Jeszcze przed chwilą biegałam po Ślęży z aparatem fotograficznym, w odzieniu iście wiosennym, dziś siedzę w domu, a za oknem śnieg pada poziomo. A wicher dmie tak, dach mojej chatki trzeszczy i skrzypi rozpaczliwie. Kwiaty na gałązkach drzewek owocowych w ogrodzie sąsiada drżą niespokojnie, mieszając się z płatkami śniegu właściwie w jedno. A mnie już brakuje wiosny i tyle. I chciałabym ją już, chciałabym szybko. Na to wygląda, że przyjdzie mi chyba zaczekać cierpliwie jeszcze dobrą chwilę.
Cóż, na razie po prostu wybiorę się do pracy, brnąc w śnieżycy i walcząc z wiatrem. Wam też życzę owocnych zmagań z kaprysami aury.
A ja pozdrawiam Was cieplutko, moi Drodzy.
Trzymajcie się ciepło i trzymajcie się mocno.
PS. Jeśli podoba Wam się moje rysowanie i macie ochotę postawić mi (powiedzmy, że) kawkę, możecie tutaj: https://buycoffee.to/milozwierz
Dość regularnie rysuję też na Patronite:
https://patronite.pl/milozwierz
Dobrego dnia!

😀
13/09/2022

😀

Cześć.
I tak to właśnie było, z kwadransowej przechadzki porannej zrobiło się godzinne bieganie. Na szczęście ogród pod Chatką mamy ogrodzony i pojmałam żartownisia, a następnie odniosłam do domu na (nie)zasłużone śniadanie.
Miałam ostatnio, wiecie, kilka przemyśleń. Po pierwsze, że życie to komedia. Jak wiecie, najlepiej śpi się wtedy, kiedy trzeba wstawać. Szczególnie o siódmej rano, kiedy pod Chatkę ma podjechać umówiony kontener na odpady budowlane (proszę Panią, będę najpóźniej w pół do ósmej rano). No to wstajesz, wywlekasz swoje zwłoki spod ciepłej kołdry na zimny świat, brniesz przez mokrą, lodowatą trawę na poranne siku do Chatki, ubierasz się w chłodne, przesiąknięte wiatrem ubranie i czekasz, ziewając. Ponieważ sen otulił cię ramionami zaledwie cztery godziny wcześniej, bo była niezła imprezka, nie masz nawet siły nastawiać wody na herbatkę. Trwasz w cichej agonii na ogrodowej ławce, uprawiając półdziałającym mózgiem bierne medytacje. Kontener przyjeżdża o jedenastej, bo panu coś wypadło. Nie wiem, co panu wypadło, mam nadzieję, że znalazł, ale z mojego starannie zaplanowanego dnia została kupka przypominająca te kupki odpadów budowlanych, które zalegają mi na trawniku.
Plan wolnego dnia poszedł się... Poszedł daleko.
Po drugie zauważyłam, że przed przeznaczeniem się nie ucieknie, bez względu na to, jak szybko się biegnie. Jechałam sobie przed północą przez ślężański las, bo kończyłam robotę po 23:00, a jeszcze odwoziłam do domu, koleżankę z pracy. Odwoziłam aż do sąsiedniej wioski. I tak sobie jechałam przez gęsty, leśny ocean mroku. Był jak teatr, w którym główne role grały cienie, rzucane przez drzewa skąpane w księżycowym świetle. I nagle na ulicę wytoczyła się wielka, tłusta ropucha. Była jak dramatyczny aktor na pierwszym planie sceny, w blasku reflektorów. Szła, wlokąc się, noga za nogą. Zahamowałam, bo przez las w nocy zawsze jeżdżę nadzwyczajnie powoli, i postanowiłam poczekać aż ropucha przejdzie (było pusto i cicho, więc nie biegłam przenosić ropuchy na rękach, żeby jej, krówa, nie zdenerwować). Niestety, w tych lasach mnóstwo ropuch ginie na drodze. Tej się udało. Dotarła na pobocze. Sekundę później z nieba spłynęła ogromna sowa i porwała ropuchę w szpony. Dosłownie, w świetle reflektorów mojego samochodu, na moich oczach, uniosła dygoczącą biedaczkę w gęsty mrok, stając się tylko plamą falujących skrzydeł. Obydwie szybko zniknęły mi z oczu, a ja zostałam: sama za kierownicą, w teatrze cieni, oko w oko z całą prawdziwością dzikiej przyrody. Zresztą tu przyroda po prostu robi swoje, na przykład rano człowiek wychodzi z herbatką na poranną ogrodową przechadzkę i nagle obrywa w głowę dzięciołem, za którym pędzi wkrówiony krogulec. Albo inna oszalała z głodu pustułka. Obok wyzywają się kosy, rudziki obstawiają zakłady, czy dzięciołowi się uda, a na wszystkich bluzga Wiewiórka Kominowa, której krogulce widać niestraszne. Ani pustułki. Ani przemarsz wojska. Ani kosmiczna wojna atomowa, bo jest, krówa, Wiewiórką Kominową z Kominowej Mafii i basta. Świat klęczy przed nią zgięty w pokłonie i nie śmie podnosić wzroku. A za płotem stoi Bambi, przyglądając się wszystkiemu z uprzejmym zainteresowaniem. Bambi to koziołek sarny, którego Krzysiek nazwał Bambi, żeby było oryginalnie i nikt się nie domyślił, że to koziołek sarny. I tak sobie właśnie żyjemy w matni Matki Natury, w samym środku rzeki zdarzeń. Jest dobrze. Łazienka wreszcie działa, jeszcze tylko podsycha sufit pomalowany jakąś farbą jachtową, którą wyszperałam w garażu. To dobrze, mam dość mycia się w miednicy, chociaż opanowałam to już tak doskonale, że kiedy ostatnio pojechałam do Wrocławia i kąpałam się w wannie, czułam się jakoś tak, kurka, nieswojo. Tak samo, jak nieswojo czułam się mając kibel w tym samym domu, kilka kroków od łóżka. A kiedyś narzekałam, że to daleko, że mi się nie chce wstawać. Naprawdę, nie miałam powodów do narzekania. Ciężkie warunki są dla mnie jednak dobrym przyspieszaczem przemyśleń na temat wartości w życiu. Człowiek przestaje się zastanawiać nad pierdołami, przestaje się zamęczać natłokiem wszystkiego. Skupia się tylko na kilku rzeczach: żeby było mu ciepło. Żeby było ciepło. I żeby było ciepło. I żeby zjeść się coś dało. I się napić od czasu do czasu. I być szczęśliwym, bo jakoś w takich warunkach jest jakby łatwiej. Głowa jest spokojniejsza. I myśli czyste jakieś. I śpi się lżej w tej ciemności, wśród szmerów lasu.
A poza tym spoko. Wdrażam się do pracy, nie jest źle. Powoli staram się zbierać życie do kupy i ustalać w tym życiu nowy rytm i porządek. Jeszcze czasem się gubię, jeszcze plączę, ale w dalszym ciągu bawię się nieźle. Czego i Wam, moi Drodzy, życzę.
Trzymajcie się ciepło i trzymajcie się mocno!
PS.: I nie życzcie sobie usług trenerów personalnych w ogrodzie o szóstej w nocy ;)

❤
07/02/2022

Cześć!
Komu Czesia, komu, bo Cześ szuka domu!!!
https://www.facebook.com/pregowaneiskrzydlate/posts/292843356211317
Waszych kotów też trzeba słuchać wzrokiem? U mojego bez paczenia słuchanie nie przejdzie :D
A co u mnie? Pracuję i pracuję. Chcę wypełznąć z finansowego dołka jak najszybciej (bo jestem w cholerę pod kreską), więc biorę największą możliwą ilość godzin, średnio po 11 dziennie. Daję radę. Kompletuję zamówienia internetowe, więc nie wiem, kim jestem. Kompletmistrzem? Nie wiem, chyba coś w tym stylu ;)
Przez pierwsze dni tej nader ciekawej pracy trochę bolały mnie stopy, teraz już nic mnie nie boli, a do butów kupiłam wkładki amortyzujące.
Mam sporo ciekawych przygód, bo częściowo kompletuję owe zamówienia na magazynie, a w większości na hali dużego sklepu. To chyba najmniej stresująca praca, jaką w życiu wykonywałam, tylko naprawdę trzeba się nachodzić i namachać skanerem. Spoko, na szybkie wygrzebanie się z dołka: jak znalazł. No i, jeżeli się przyłożę, ucieknę od składek ZUS. To kolejna dobra wiadomość, bo to tak, jakbym zarobiła tysiaka więcej :D
Ekipę w pracy mam spoko, wszyscy są pomocni do tego stopnia, że nauczyłam się wszystkiego w jeden dzień. Zresztą: wielkiej filozofii tam nie ma. Tak więc: żyję, ogarniam i próbuję poukładać sobie plany dni od nowa. Mam nadzieję, że szybko się ogarnę i będę pisać dla Was więcej, bo na razie przez ten tydzień dałam radę ogarniać tylko posty na Patronite. No i swoje życie: jako tako. Wczoraj, w kulminacyjnym punkcie weekendu (kiedy o 21 wróciłam do domu z roboty) w akwarium mojego suma afrykańskiego, który został u mnie w domu jako spuścizna po sklepie zoologicznym, zepsuł się filtr. Noc spędziliśmy więc z Krzyśkiem na naprawianiu go (zamiast na relaksującej bibie w strugach zimnego piwa). Na szczęście się udało, inaczej sum cienko by śpiewał. A bardzo lubię tę rybę. Jest prastara i wielka, poza tym obiecałam jego poprzedniej właścicielce, że rybol ów będzie miał u mnie dożywotni wikt i nie wiem, jak to nazwać: otlenowanie? Bo u tamtej Pani dzielił akwarium z drugim, większym sumem i tamten sum potwornie tego mojego kaleczył. No to wzięłam biedaka do siebie, bo kiedy zobaczyłam przyniesione w plastikowym wiadrze biedne, półżywe, poszarpane do żywego mięsa ciałko, ścisnęło mnie w piersi z żalu. I sum został u mnie na stałe. No i wczoraj zepsuł mu się filtr. Fajny weekend, nie powiem.
A poza tym wszystko u nas dobrze.
Miłego wieczoru, moi Drodzy!
Trzymajcie się ciepło i trzymajcie się mocno :D
PS. Dziś byłam na chwilę w Górkach Suchych. Pizgało złem, niedźwiedzie polarne latały poziomo, śnieżyca mieszała się z deszczycą, zmokłam do gaci, ale i tak było fajnie. A we Wrocławiu siedem na plusie. A ja tam walczyłam o życie. I gdzie tu sprawiedliwość?!

25/01/2022

Przypominamy o obowiązku a w naszym powiecie zaleceniu szczepienia kotów przeciwko wściekliźnie (niewychodzących również)

31/12/2021

Cześć!
Szczęśliwego Nowego Roku Wam życzę. Radości i frajdy z życia. Normalności, ciepła, spokoju, poczucia humoru i żebyście mieli siłę na codzienny uśmiech. I zdrowia. I otwartego umysłu i serca, w sensie, nie że operacji na otwartym sercu, czy trepanacji czaszki, tylko wiecie: tego, żebyście mieli siłę zachwycić się światem. Nawet, gdyby bujało. Nie dajcie się wywalić z łajby.
A co u mnie?
Powiem Wam szczerze, że nie świętuję. Nie mam nastroju. Miałam jechać w Góry Suche, poszukać muflonów, ale odpuściłam. Jakoś przeczekam ten dzień, potem wypiję parę piw, gadając z Krzyśkiem o wszystkim i o niczym. Na koniec zwinę się pod kołdrą, stosując hojnie okłady z kotów. Boję się nadchodzącego roku. Bardzo się boję i nie chce mi się udawać radości. Nie chce mi się malować twarzy, wciskać sadła w kieckę, pół nocy opychać się przekąskami i smętnie kicać w rytm muzyki, a potem żłopać szampana, jęcząc w duchu, że wypadałoby się pobawić. Nie chce mi się piać do księżyca, że jest zajebiście, bo nie jest. Pierwszy raz od dawna czuję gorzką niechęć myśląc o przyszłości, bo nadchodzący rok może być psotny i bardzo niedobry. Wybaczcie, że mi się ulewa, że Wam smęcę, ale smęcę, bo być może ktoś, kto czuje podobnie, przestanie być w tym osamotniony. Jeśli ktokolwiek z Was tak się czuje, to spokojnie... ja też. Wspieram więc ciepłą myślą. Nienamacalnym uściskiem. I jestem.
Trzymajcie się ciepło. Trzymajcie się mocno, jak i ja się trzymam, i jak już pisałam, nie dajcie się wyrzucić z łajby. Nawet gdyby bujało ;)
PS. Bo nie napisałam sprawy ważnej: o komiks poprosiła mnie wczoraj drogą mailową Paulina, serdecznie pozdrawiam! I z całych sił trzymam kciuki za kicię Pauliny, żeby jakoś przetrwała to nocne zamieszanie!

30/12/2021

*** 31.12 - NIECZYNNE
Szczęśliwego Nowego Roku!
🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄

Adres

Ulica Helenowska 26
Pruszków
05-800

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 12:00 - 18:00
Wtorek 12:00 - 18:00
Środa 12:00 - 18:00
Czwartek 12:00 - 18:00
Piątek 17:30 - 18:00
Sobota 10:00 - 13:00

Telefon

+48888085546

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gabinet Weterynaryjny "Muminek" umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria