18/11/2025
To nie będzie tekst o zwierzętach. Będzie o nas – ludziach, którzy się nimi zajmują.
Zawód lekarza weterynarii niesie ze sobą odpowiedzialność, której często nie widać z zewnątrz. To nie tylko medycyna. To codzienne decyzje podejmowane przy niepełnej informacji. To tłumaczenie biologii w języku emocji. To prowadzenie pacjenta, który nie powie, co go boli - i towarzyszenie opiekunowi, który często boli równie mocno.
To praca obciążona ryzykiem. I wbrew pozorom, im większa nasza wiedza i wrażliwość, tym częściej pojawia się wewnętrzne pytanie: czy ja naprawdę się do tego nadaję?
■ To zjawisko ma swoją nazwę: "SYNDROM OSZUSTA" (ang. impostor syndrome).
Wbrew potocznej nazwie, nie chodzi tu o oszustwo.
Chodzi o głęboko zakorzenione poczucie, że nasze sukcesy zawodowe są przypadkowe, a nie sa efektem kompetencji. Że jesteśmy „na kredyt”. Że prędzej czy później ktoś zorientuje się, że „nie powinniśmy tu być”.
Według badań opublikowanych w Veterinary Record (Kogan et al. 2020), aż 68% praktykujących lekarzy weterynarii doświadcza syndromu oszusta. To znacznie więcej niż w populacji ogólnej. Najbardziej narażone są kobiety, osoby na początku kariery, perfekcjoniści i ci, którzy – paradoksalnie – najbardziej się starają.
Zjawisko to nie jest jedynie ciekawostką psychologiczną.
Badania pokazują wyraźne powiązania między syndromem oszusta a wypaleniem zawodowym, obniżonym poczuciem wartości, stresem i objawami depresyjnymi. W niektórych analizach (Shanafelt et al. 2022, Salari et al. 2025) stwierdzono również korelację z obniżoną satysfakcją z pracy oraz myślami o odejściu z zawodu.
■ Co to oznacza w praktyce?
To oznacza, że lekarz, który właśnie wyleczył Twojego psa z trudnego zapalenia trzustki, może wieczorem leżeć godzinami i analizować, czy na pewno nie popełnił błędu.
Lekarka, która godzinę tłumaczyła Ci opcje terapeutyczne u kota z chłoniakiem, może wychodzić z pracy z przekonaniem, że „powinna była wiedzieć więcej”. Że napewno „ktoś inny zrobiłby to lepiej”...
To nie jest kwestia braku umiejętności. To kwestia mechanizmu psychologicznego, który sprawia, że wewnętrzny głos wciąż podważa własną wartość.
I właśnie dlatego, że tak bardzo zależy nam, żeby nie zawieść, niekiedy wyglądamy na zbyt ostrożnych. Zbyt cichych. Zbyt pełnych wątpliwości.
■ Czy to wpływa na opiekunów?
Może. I to w sposób nieoczywisty. Czasem opiekun interpretuje tę ostrożność jako brak kompetencji. Brak „stanowczości”. A tymczasem jest to często objaw rzetelności – uczciwej próby przekazania informacji bez nadmiernych uproszczeń. Bez udawanej pewności tam, gdzie jej nie ma.
W erze mediów społecznościowych, szybkich opinii i publicznych ocen łatwo zapomnieć, że za każdym lekarzem stoi człowiek. Człowiek, który nie tylko pracuje z ogromną odpowiedzialnością, ale też nieustannie rozlicza się sam ze sobą.
■ Dlaczego o tym mówię?
Bo jako lekarz weterynarii, prowadzący ten profil i rozmawiający codziennie z dziesiątkami pacjentów, chcę pokazać Wam coś, czego często nie widać. Bo ten zawód potrzebuje nie tylko szacunku, ale i zrozumienia. A empatia działa w dwie strony – także w kierunku ludzi w fartuchach.
Nie oczekujemy specjalnego traktowania. Ale jeśli czasem zobaczysz w naszym głosie niepewność – to nie zawsze znaczy, że nie wiemy. Czasem znaczy, że chcemy być precyzyjni. Że wiemy, jak wiele jeszcze nie wiemy. I że nie jesteśmy obojętni.
■ Co możesz zrobić jako opiekun?
Zacznij od rzeczy prostych, ale znaczących.
■ Zadawaj pytania. Nie bój się dopytywać – o diagnozę, leczenie, alternatywy. Dobry lekarz nie boi się pytań. Przeciwnie – pytania oznaczają, że Ci zależy i że chcesz zrozumieć. To często właśnie one otwierają najlepszy dialog.
■ Słuchaj uważnie. Kiedy lekarz mówi o niepewnościach czy ryzyku – to nie oznaka niewiedzy, ale dowód uczciwości. Świadomość biologicznej zmienności i odpowiedzialności nie jest słabością – to fundament medycyny.
■ Dawaj informację zwrotną. Jeśli miałeś dobre doświadczenie – powiedz o tym. Napisz wiadomość. Podziękuj po wizycie. Jedno zdanie potrafi zostać z lekarzem na długo. Czasem to właśnie ono odbudowuje motywację po trudnym dniu.
■ Pamiętaj, że widzisz tylko fragment. Lekarz, z którym rozmawiasz, ma za sobą nie tylko Twojego kota czy psa – ale też trudne przypadki, eutanazje, nieprzespane dyżury, telefony od zdenerwowanych opiekunów. To zawód intensywny emocjonalnie. Jeśli wygląda na zmęczonego – to nie dlatego, że mu „nie zależy”. Tylko właśnie dlatego, że zależy.
💬 Podzielcie się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami w komentarzach.
• Czy zdarzyło się, że ostrożne tłumaczenie lekarza odebraliście jako brak pewności – a potem okazało się, że ta ostrożność była uzasadniona?
• Co sprawia, że bardziej ufacie lekarzowi podczas wizyty: sposób tłumaczenia, spokój, czas poświęcony na rozmowę?
• Czy myśleliście kiedyś o tym, że lekarz może też odczuwać presję odpowiedzialności?
• Jakie zachowania lekarza pomagają Wam poczuć się spokojniej w trudnych sytuacjach medycznych?
• Czy była kiedyś wizyta, po której pomyśleliście: „to było naprawdę dobre prowadzenie mojego zwierzęcia”? Co wtedy zrobił lekarz?