01/02/2026
Polecamy lekturę 🤌
Jest parę minut po godzinie 10, a we mnie krew już się gotuje, pomimo tego, że na dworze minus 17.
O godzinie 7 było wyjątkowo słonecznie, więc pomyślałam, że wezmę na spacer tylko Piano i Su i Yetiego, żeby Piano zrobić trochę zdjęć, na których będzie sam, bo inaczej znika gdzieś w tłumie i nikt go nie zauważa. Jako, że dziś przyjeżdża nowy pies, to musiałam mieć włączony telefon, żeby kierowca mógł się dodzwonić, jak wyruszy, a miał ruszać ok 7-8.
Przeszłam może 50 m, dzwoni telefon. Odbieram. Niestety, to nie kierowca. Pani krzyczy, że jej owczarek właśnie pogryzł syna, który przyjechał z Anglii i potrzebują, żeby go natychmiast zabrać, bo lecznice nieczynne i nie mogą uśpić, a wszyscy się teraz boją, a i jeszcze synowi kurtkę porwał. Rozmowa kończy się awanturą.
Idziemy dalej, Piano wypłoszony, bo krzyczałam. Na zdjęcia już i tak nie mam ochoty, ale próbuję przynajmniej ochłonąć.
Dzwoni telefon. Odbieram, bo na pewno już ruszyli ze schroniska.
Gdzie tam. Inna Pani, żeby zabrać borderka. Ugryzł dziecko i nie będą ryzykować. Pies musi natychmiast zniknąć. Oni nie mają czasu z nim pracować, a to pies pracujący. A oni mają trójkę dzieci. Pytam, w jakim wieku jest piesek. Ma 9 miesięcy. Więc pytam, czy adoptowali właśnie dzieci w trójpaku? Pani nie rozumie. Jest oburzona. Tłumaczy mi znowu, że pies musi pracować, więc proponuję, żeby zapisała go do pośredniaka. Na pewno coś mu znajdą. My nie szukamy do pracy pieska, tylko do pracy przy pieskach. Kończy się awanturą. Piano trzyma się coraz dalej ode mnie. Yeti idzie obok, a Su zaczyna się denerwować. Jestem wściekła. Telefon. Myślę sobie, że jak to nie kierowca, to kogoś zabiję. To nie kierowca. Państwo wzięli psa na akcję mrozy i właśnie zabił w sypialni ich pieska. Zeskoczył z łóżka jak ich starszy pies tam wszedł i przetrącił mu kręgosłup. Czy możemy go zabrać, bo oni nie są w stanie dalej go trzymać, a organizacja z której go wzięli, nie przyjmie go teraz z powodu dużych mrozów. Mam dość! Nie dam rady więcej.
Jest przed ósmą. Wracam do domu, bo spacer zamiast spacerem jest horrorem. Mam ochotę wdeptać telefon w zamarzniętą ziemię, opluć i przysypać śniegiem.
Piano dalej bez zdjęć, ale za to wypłoszony, bo kompletnie nie rozumie dlaczego znowu wydzieram się do tego małego gówna.
Godzina dziewiąta z minutami - dzwoni telefon. Boję się odebrać, ale przecież to może być kierowca, a nie mam jego numeru, żeby sprawdzić. Odbieram. Pani o sprawie kaukaza. Jest strasznie dominujący i właśnie zdali sobie sprawę, że nie mają dla niego warunków. Właśnie dziś - w niedzielę rano - to do nich doszło. Muszą go oddać, a nie mogą prywatnej osobie, bo jest agresywny. Ciśnienie mam już takie, że powinny rozpruć mi się żyły, ale pruję się tylko werbalnie. Mam dość ludzi i ich psów. Normalny człowiek jest w łóżku, albo miło spędza czas odpoczywając. Ja od rana zasuwam i użeram się z tymi, którzy przecież kochają pieski. Żeby Was cholera wzięła z waszą miłością.
Dostałam numer do kierowcy. Jadą.
❣️eBook charytatywny „Zrozumieć psa” kupisz na: https://sklep.duchleona.pl/produkt/zrozumiec-psa-e-book/
‼️Przekaż 1,5% i pomóż psom będącym pod naszą opieką: KRS 0000217180 CEL SZCZEGÓŁOWY: Duch Leona
❤ Duch Leona - Fundacja inna niż wszystkie.
Wesprzyj, nie czekaj: https://duchleona.pl/darowizny
BLIK 607 941 197
Nr konta: 81 1090 2792 0000 0001 2332 8499
PayPal: [email protected]
IBAN: PL81 1090 2792 0000 0001 2332 8499 SWIFT:WBKPPLPP
Adopcje wirtualne: https://duchleona.pl/adopcja-wirtualna
Sklepik Ducha: https://sklep.duchleona.pl
Zostań Patronem: https://patronite.pl/fundacjaduchleona
Posłuchaj nagrań z naszych wydarzeń: https://vod.duchleona.pl/
❣️Kontakt w sprawie adopcji: 607 94 11 97