24/07/2026
Przedwczoraj odeszła nasza ukochana Tamaryna 🖤 Dla nas to była Ciama, Ciamka, Ciamciara, już nawet nie pamiętamy dlaczego i skąd te zdrobnienia się wzięły.
Ciama miała 18 lat i tyle samo spędziliśmy razem. Była pierwszym zwierzęciem, które trafiło do mnie i mojego męża. Pierwszym, co do którego podjęliśmy wspólną decyzję.
Przywieźliśmy ją z Kaszub. Chodziła za nami i chodziła aż w końcu zapytaliśmy gospodarzy, czy może wrócić z nami do Warszawy. Nie mieliśmy transportera, ani samochodu, więc jechała z nami PKSem a potem pociągiem Słonecznym (chyba 7 godzin) i tramwajem zawinięta w ręcznik. W pociągu zauważyłam, że skaczą po niej pchły, więc chowaliśmy ją przed innymi podróżnymi. Nie mieliśmy w mieszkaniu nawet kuwety, a wróciliśmy w nocy, więc wyszłam z dużym lunch boxem na ulicę i nasypałam do środka trochę ziemi.
To ona była przy nas w dobrych i złych momentach, 18 lat to kawał czasu. Dużo ostatnio myślę o tym, co w ciągu tych lat przeszliśmy. Odejście Ciamki to też po prostu koniec pewnej ery. Płaczemy nad utratą jej i jej brakiem, ale też troszkę nad upływem lat w ogóle.
Ciama była świadkiem pojawiania się w naszym życiu kolejnych zwierząt - Bubolina, Prymulka, Radunia, Bogdan, Migotka… ze wszystkimi się dogadywała, wszystkich zaakceptowała.
Była kochaną, cichą kotką, taką która nie walczyła o uwagę. Czekała aż wszyscy się wyszaleją i wieczorem przychodziła na tulenie. Wszystkie zwierzęta i wszyscy ludzcy członkowie rodziny czuli przed nią respekt. Ludzie wręcz się jej bali - była duża i nie przepadała za kontaktem z nikim poza moim mężem, synem i mną. Była taka bardzo nasza i tylko nasza. Przy nas się otwierała 💔💔💔
Tęsknimy bardzo kochana Ciamo 🖤🖤🖤