01/11/2026
Bardzo często mówię swoim zmartwionym klientom wyjeżdżającym na urlop o tym, jak dużo plusów jest w separacji ze swoim psem. I sama po 5 latach życia z naszym Morfi stanełam w takiej samej sytuacji.
Wcześniej Morfi zawsze na urlopach był z nami. I to jest fajne, bo tworzymy wspólnie mnóstwo wyjątkowych wspomnień które zostaną z nami na zawsze 🥰 Ale jest w tym ale…
Zabieranie ze sobą dużego psa to jest sporo trudności. Oczywiście te organizacyjne i logistyczne, bo masz szukać zamieszkanie przyjazne psom (a czasami za to dopłacać), transportować „cielaczka”, mieć dla niego wory jego jedzenia i innych potrzebnych i tych „na wszelki” akcesoriów. Ale dla mnie to nawet nie jest najtrudniejsze.
Permanentna analiza stanu psa fizycznego i psychicznego w nowych miejscach, ocena otoczenia, środowiska i ryzyka dla psa (a nawet i samego otoczenia bo to duży pies) - to jest coś, co zajmuje mój mózg i nie daje odpoczywać. Poza tym często mogę stawiać potrzeby psa, nawet te nieobowiązkowe i wręcz mało potrzebne, ponad swoje 🙃 Bardzo przydałaby mi się moja konsultacja 😅
I tu w końcu (ogromne podziękowania należą się naszym sąsiadom za opiekę nad Morfi i tanim biletom lotniczym) ogarnęliśmy PIERWSZY URLOP BEZ PSA 😀
Efekt - na początku stres za psa. Ale dość szybko odpuściłam, zaufałam i odpoczęłam 🥰 Naprawdę po prostu wyluzowałam i wyłączyłam ten „tryb kontroli”.
Teraz zostało tylko robić takie resety częściej, niż raz na 5 lat 🤪
W karuzeli najbardziej udane foty z wyjazdu 😅