01/03/2026
Panuje przekonanie, że źrebaki powinno się „zostawić w spokoju” aż do trzeciego roku życia, aby mogły „zaznać dzieciństwa” i po prostu „być końmi”. Zgadzamy się co do jednego – konie bezsprzecznie powinny móc być końmi. Jednak w naszej opinii w tym sposobie myślenia kryją się istotne błędy.
Po pierwsze – czy sama obecność człowieka naprawdę odbiera koniowi jego tożsamość gatunkową?
Po drugie – dlaczego tylko źrebakom mielibyśmy pozwalać na realizację naturalnych potrzeb gatunku? Co z końmi dorosłymi?
Zostawianie młodych koni samych sobie na łąkach może, wbrew pozorom, okazać się dla nich bardziej stresujące niż wprowadzenie od samego początku spokojnych, przemyślanych treningów, dopasowanych do wieku i możliwości. Dlaczego? Ponieważ konie dorastające na pastwiskach, bez kontaktu z człowiekiem, żyją i dojrzewają w środowisku półdzikim – to łąka staje się ich rutyną i jedyną znaną im rzeczywistością.
A potem nagle nadchodzi „magiczny” wiek trzech lat i okazuje się, że koń nie tylko boi się przedmiotów związanych ze środowiskiem człowieka, ale także nie wie, do czego służy kantar i nie rozumie nawet idei przestrzeni osobistej człowieka.
Nikt nie oczekiwałby przecież od młodego człowieka, że napisze maturę i pójdzie na studia, jeśli wcześniej nie nauczono go czytać i pisać. I nikomu nie przyszłoby do głowy twierdzić, że uczenie siedmiolatka liter i cyfr odbiera mu dzieciństwo czy tożsamość gatunkową.
Analogicznie – jak moglibyśmy wymagać od trzyletniego konia pracy pod siodłem, jeśli przez całe jego dotychczasowe życie nie pokazaliśmy mu podstaw współpracy z człowiekiem?
Warto również pamiętać, że koń zabierany z „łąk” nie jest tzw. czystą kartą. Podczas pierwszych lat życia odbywa się intensywna nauka – młody koń uczy się schematów działania przydatnych w środowisku, w którym funkcjonuje. Środowisku, które często diametralnie różni się od tego, w którym będzie żył później. W efekcie, przygotowując takiego konia do pracy pod siodłem, trzeba nie tylko nauczyć go nowych zachowań, ale przede wszystkim oduczyć tych, które zostały już utrwalone. To ogromna zmiana, mogąca prowadzić do stresu, frustracji po obu stronach, a czasem nawet do doświadczeń traumatycznych.
Przy tej okazji chcielibyśmy podkreślić, że pisząc ten post nie mamy na myśli treningu źrebaków, nazywanego „imprintingiem”. Nie mamy doświadczenia w tego rodzaju pracy, jednak nawet pobieżna analiza dostępnej literatury naukowej pokazuje, że badania dotyczące imprintingu nie są w pełni spójne, a jego efekty pozostają przedmiotem dyskusji. Dlatego omawiając pracę z młodymi końmi, mamy na myśli przede wszystkim spokojny, stopniowy trening, dopasowany potrzeb i możliwości konia, a nie intensywne procedury wykonywane tuż po urodzeniu.
Bardzo ważnym elementem pracy ze źrebakami jest trening medyczny. Wypadki mogą zdarzyć się każdemu koniowi, niezależnie od wieku, dlatego warto wcześniej przygotować zwierzę do zabiegów pielęgnacyjnych i leczniczych. Uważamy też, że każdy koń – niezależnie od wieku – powinien umieć wejść do przyczepy. Moment, w którym konieczne jest przewiezienie zwierzęcia do kliniki, nie jest przecież właściwym czasem na naukę
Opieka kowala również nie powinna zaczynać się wraz z trzecimi urodzinami, lecz już w trakcie rozwoju, aby zapobiegać możliwym wadom postawy i kulawiznom, związanym z nieprawidłową budową oraz ukształtowaniem kopyt.
Tutaj chcielibyśmy zaznaczyć, że nie jest naszą intencją kogokolwiek oceniać czy krytykować. To jedynie próba przedstawienia innej perspektywy i podzielenia się własnym sposobem myślenia. Niektórzy z Was mogą nie zgodzić się z naszymi argumentami, twierdząc, że konie żyjące w warunkach naturalnych nie znały kowali, weterynarzy czy derek – a mimo to funkcjonowały. Warto jednak pamiętać, że współcześnie hodowane przez człowieka konie nie są tym samym, co populacje kształtowane wyłącznie przez dobór naturalny. Hodowla zmieniła końską genetykę, ponieważ do rozrodu dopuszczane są osobniki na podstawie kryteriów innych niż umiejętność przetrwania.
Również warunki, w jakich dziś utrzymujemy konie, nie przypominają środowiska naturalnego, w którym zwierzęta żyły na rozległych stepach, pokonując wiele kilometrów dziennie. Konie żyjące w naturze nie miały być też później dosiadane ani wykorzystywane do pracy z człowiekiem. Co więcej, śmiertelność źrebaków i koni generalnie była wielokrotnie wyższa, niż akceptowalibyśmy obecnie. Gatunek trwał, ale nie oznacza to, że każdy osobnik żył długo i w dobrym zdrowiu.
Nasze przemyślenia mają jedynie podkreślić, że praca z człowiekiem jest dla konia bardzo przydatna w realiach, w których konie funkcjonują na co dzień w środowisku ludzi. Jednocześnie istnieją końskie potrzeby, które są absolutnie niezbędne dla prawidłowego dobrostanu tych zwierząt. Żadna ilość, nawet najwyższej jakości pracy, nie zastąpi relacji społecznych w stadzie, stałego dostępu do wody i siana, możliwości swobodnego ruchu czy potrzeby eksploracji. Nie oznacza to jednak, że kontakt i praca z człowiekiem odbierają koniom możliwość realizowania tych potrzeb.
A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Jesteśmy bardzo ciekawi Waszych doświadczeń i przemyśleń.