23/04/2024
Lęk separacyjny🙁
Chciałam dziś Wam powiedzieć, że zagadnienie leku separacyjnego i metody pracy z nim są często bardzo różnorodnie przedstawiane.
Jedni mówią klatka, większe odseparowanie od przewodnika i bardzo jasne zasady, zero tulenia, zero atencji, inni że klatka jest zła, najważniejsze są leki, pies zawsze ma być z przewodnikiem i należy bardzo nagradzać za najmniejszy sukces, kolejni mieszają wszystkiego po trochu.
Mając już jakieś doświadczenie z psami, u których lęk separacyjny się rozwinął pozwolę sobie zauważyć, że na początku najlepiej zobaczyć z czym mamy do czynienia, co da się wypracować treningiem czy to opanowania emocji, czy to samotności, czy to odwrażliwiania, jak mamy to ogarnięte to decydujemy czy da się ogarnąć ten poziom lęku bez farmakologii czy jednak nie- na ten moment uważam, że farmakologia daje dużą przestrzeń do działania i układania tych klocków dalej.
Czasami jest regres, czasami postępy są zauważalne na ledwo dodatkowe dwie sekundy spokoju, czasami wielopłaszczyznowo trzeba pracować, żeby osiągnąć kolejny pułap zejścia z lęku. I tu bardzo często przewodnicy poddają się bo: PRESJA OTOCZENIA jest tak duża, słyszą komentarze typu: po co się z tym psem tak niańczysz, zostaw go niech się nauczy, zostaw samo mu przejdzie, za moich czasów to psy siedziały w budzie, o dzieci się tak nie dba jak ty o psy etc.
A to się SAMO nie rozwiąże, praca nad lękiem, którego pojawienie się NIE JEST WINĄ PRZEWODNIKA jest często długotrwała i mało spektakularna. Tylko ten kto jest w tym procesie albo go przepracował wie ile to kosztuje łez, emocji, nerwów i załamania.
Dlatego dzisiejszy post jest pochwałą za ten wysiłek, jest kibicowaniem do dalszej pracy, jest ukłonem w stronę każdego przewodnika, który mimo tego że jest trudno pracuje nad dobrostanem swojego psiaka.
Wielkie Wam Brawa!