22/07/2026
Każdego dnia, spokojnie, metodycznie, krok po kroku. 🙂
Coraz częściej mam wrażenie, że od szczeniąt wymagamy dojrzałości, od genetyki oczekujemy cudów, a o rozwoju psa zapominamy zupełnie.
Nie wiem, czy to znak naszych czasów, ale coraz częściej odnoszę wrażenie, że przestaliśmy godzić się z tym, że na pewne rzeczy trzeba po prostu poczekać.
Przyzwyczailiśmy się do świata, który działa szybko. Wystarczy kilka sekund, żeby znaleźć odpowiedź na niemal każde pytanie. Kilkunastosekundowa rolka obiecuje rozwiązanie problemów z przywołaniem, kolejna pokazuje sposób na psa, który ciągnie na smyczy, następna przekonuje, że istnieje metoda odpowiednia dla każdego. Z każdej strony słyszymy, że efekt powinien pojawić się szybko. Najlepiej od razu.
Myślę, że ten sposób myślenia zaczęliśmy przenosić również na nasze psy.
Kupujemy kilkumiesięcznego szczeniaka i bardzo szybko oczekujemy od niego zachowań, które są charakterystyczne dla dojrzałego psa. Chcielibyśmy, aby spokojnie mijał inne psy, nie ekscytował się każdym napotkanym człowiekiem, potrafił skupić się mimo otaczających go bodźców, nie ciągnął na smyczy, podejmował rozsądne decyzje i zawsze wiedział, czego od niego oczekujemy.
Kiedy tak się nie dzieje, zaczynamy szukać przyczyny.
Zastanawiamy się, czy zawiodła genetyka. Czy hodowca dobrze dobrał rodziców. Czy trener wybrał właściwą metodę. Czy kupiliśmy odpowiednie smaczki. Czy nie powinniśmy spróbować czegoś innego.
A może warto na chwilę zadać sobie zupełnie inne pytanie.
Czy nie oczekujemy od szczeniaka zachowania dorosłego psa?
To nie zawsze jest problem wychowawczy. Bardzo często jest to po prostu etap rozwoju układu nerwowego.
Szczeniak ekscytuje się ludźmi. Ciągnie na smyczy. Trudno mu utrzymać koncentrację. Czasami podejmuje decyzje, które z naszej perspektywy wydają się nierozsądne. Łatwo się pobudza i równie łatwo traci kontrolę nad emocjami.
To nie oznacza, że nie należy z nim pracować.
Oznacza jedynie, że warto rozumieć, na jakim etapie rozwoju właśnie się znajduje.
Jest jeszcze coś, o czym mam wrażenie, że zapominamy coraz częściej.
Miasto nie jest naturalnym środowiskiem dla psa. To my je stworzyliśmy. To my wypełniliśmy je samochodami, hulajnogami, rowerami, sygnałami dźwiękowymi, tłumem ludzi, centrami handlowymi i nieustannym pośpiechem. A mimo to oczekujemy, że młody pies od pierwszych miesięcy życia będzie potrafił odnaleźć się w tym świecie tak, jakby został do niego stworzony.
Nie został.
Naszym zadaniem nie jest oczekiwać, że będzie sobie z tym wszystkim radził.
Naszym zadaniem jest go tego świata nauczyć.
Na zachowanie psa wpływają trzy rzeczy.
Pierwsza to genetyka, która daje potencjał, predyspozycje i pewne ograniczenia.
Druga to człowiek, który każdego dnia ten potencjał rozwija... albo go marnuje.
Trzecia to czas. Czas, którego nie da się oszukać, przyspieszyć ani zastąpić najlepszą metodą szkoleniową.
Nie możemy wymagać od sześciomiesięcznego psa reakcji, do których jego mózg nie jest jeszcze gotowy.
Owczarek może mieć doskonałe predyspozycje do pracy, a mimo to jako siedmio- czy ośmiomiesięczny pies nadal będzie podejmował niedojrzałe decyzje. Tak samo jak bardzo inteligentny nastolatek nadal będzie czasem działał pod wpływem emocji, choć doskonale wie, co powinien zrobić.
Im dłużej pracuję z ludźmi i ich psami, tym częściej dochodzę do wniosku, że największym problemem nie jest brak chęci. Większość opiekunów naprawdę kocha swoje psy i chce dla nich jak najlepiej.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy oczekujemy efektów szybciej, niż pies jest w stanie je osiągnąć.
Szukamy kolejnych rozwiązań, zamiast zastanowić się, czy daliśmy czas zadziałać temu, nad czym już pracujemy.
Przez lata pracy coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie istnieje metoda, która zastąpi konsekwencję. Nie istnieją smaczki, które naprawią brak komunikacji z psem. I nie istnieje trener, który w ciągu kilku spotkań wykona pracę, którą opiekun powinien wykonywać każdego dnia.
Nie mam wpływu na to, że obok mojego psa przejedzie hulajnoga. Nie mam wpływu na to, że zza rogu wybiegnie inny pies albo że ktoś będzie chciał pogłaskać mojego psa bez pytania.
Mam natomiast ogromny wpływ na to, jak przygotuję go do radzenia sobie z tym światem. To właśnie dlatego trenujemy. Nie po to, żeby świat stał się prostszy, ale po to, aby pies potrafił odnaleźć się w nim spokojniej i pewniej. To efekt nie jednego ćwiczenia ani jednej dobrej decyzji, lecz setek małych doświadczeń, które każdego dnia wspólnie budujemy.
Psy nie dorastają dlatego, że mija czas. Dorastają dlatego, że każdego dnia ktoś daje im szansę uczyć się świata. I chyba właśnie na tym polega odpowiedzialność człowieka.
Dobry przewodnik nie oczekuje, że pies będzie idealny.
Tworzy mu warunki, aby z czasem takim się stał.
Jeżeli masz wrażenie, że nie rozumiesz zachowania swojego psa albo nie wiesz, czego możesz od niego oczekiwać na danym etapie rozwoju, zapraszam na treningi indywidualne do Joy of Phoenix .
Czasem wystarczy jedno spotkanie, żeby spojrzeć na swojego psa z zupełnie innej perspektywy.