14/04/2026
Hakon i przedszkole Kai – historia, która napisała się trochę sama.
Średnio dwa razy w tygodniu Hakon towarzyszy mi przy odbiorze Kai z przedszkola. I choć początkowo miało to być po prostu wspólne wyjście, z czasem stał się tam małym… zjawiskiem. Do tego stopnia, że kiedyś na pytanie, czy ma ją odebrać mama czy tata, Kaja odpowiedziała: „wszystko jedno – byle z Hakonem”.
Zdarza się, że pojawiam się bez niego – i wtedy pierwsze pytanie, jakie słyszę, to nie „dzień dobry”, tylko „gdzie piesek?”. A kiedy przyjeżdżamy razem, dzieci momentalnie zbiegają się przy nas.
Dla mnie to szczególnie ciekawe doświadczenie, bo Hakon jest pierwszym moim białym owczarkiem o tak naturalnych predyspozycjach do kontaktu z dziećmi. I to bez specjalnego przygotowywania go pod takie sytuacje czy potrzeby ciągłej kontroli z mojej strony.
Z jednej strony nie ma dystansu do obcych i wyraźnie lubi dzieci. Z drugiej – zupełnie się tym nie ekscytuje. Nie nakręca się, nie traci głowy. Po prostu jest.
Daje się głaskać, przytulać, znosi nawet bardziej intensywne formy dziecięcej czułości – a przy tym pozostaje spokojny i stabilny. Nie skacze, nie przewraca, nie rozdaje nachalnych „buziaków”. Nie próbuje też dystansować się lizaniem czy nerwowym ruchem. Najczęściej po prostu patrzy na mnie, jakby pytał: „jest ok? jestem grzeczny? kiedy nagroda?”.
Nagrody zresztą przyjmuje również z rąk dzieci – i robi to z taką delikatnością, że paluszki są całkowicie bezpieczne (co przy niektórych moich psach… bywało mniej oczywiste 🙈).
To duży kontrast do doświadczeń z innymi owczarkami – jedne w takich warunkach czułyby się niekomfortowo przy natłoku bodźców i obcym dotyku, inne z kolei reagowałyby zbyt żywiołowo.
Oczywiście dbamy o jego komfort – nie jeździmy codziennie, kończymy spotkania zanim zrobią się dla niego zbyt długie, pilnuję też, żeby miał przestrzeń. Ale uczciwie mówiąc: do tej pory ani razu nie pokazał, żeby te wizyty były dla niego obciążające.
Agnieszka