08/02/2026
Dzień dobry...
Coraz częściej zaglądam na FB, bo dociera do mnie drżenie posad w świecie zwierząt...czas najwyższy, aby kurtyna poszła w górę...czas najwyższy rozprawić się z łańcuchami, pseudo schroniskami, pseudo hodowlami i całą resztą pseudo...niestety rewolucja pożera swoje dzieci i wychodzi na to, że choćby trochę oberwiemy wszyscy, gdyż już teraz, gdy mówię o swojej fundacji i psach, dostrzegam w oczach innych zwątpienie, zniechęcenie i słyszę mgliste próby tłumaczenia, że skoro fundacja i w tle zwierzęta, to na pewno przekręt, złe traktowanie, ogólnie trup jakiś w szafie...czyli klasyczne wrzucanie wszystkich do jednego worka...
w świecie ,,pomagaczy,, od zawsze na jedno pogłaskanie głowy przypada jedno policzkowanie i dziesięć kopniaków w du...
były kontrole z donosów...oskarżenia o kradzież psów, bo nie istnieje pies bezdomny tylko zagubiony i trzeba pomóc mu wrócić do domu, czyli psy u mnie to efekt kradzieży...oskarżenia o zbieractwo...tuż obok oskarżeń o braku niesionej pomocy, czyli bezduszną obojętność... rany, można wyliczać w nieskończoność...nie dość, że jest to trudne psychicznie i fizycznie, bo poświęcasz w pewnym sensie całe życie, to jeszcze rzucają w ciebie kamieniami...
Niemniej cieszę się ogromnie, że drży i trzęsie się ziemia i nadciąga huragan, który ujawni jak traktowane są życia tysięcy psów w Polsce...tam, gdzie płyną pieniądze, a w tle są ci, którzy głosu nie mają, czyli czworonogi, tam wszyscy jesteśmy zobowiązani patrzeć innym na ręce...w tym i, a może przede wszystkim, na moje...
na prośbę wielu spieszę z tym jak wygląda wycinek z naszego świata...
Ostatnie dni to nauka życia z niewidomym psem... wprawdzie wiele lat temu przywiozłam rodzicom niewidomego Puszkina, olbrzyma bytujacego przy ulicy, to jednak u siebie nigdy nie miałam psa, który stracił wzrok...po wizycie okulistycznej z jamniczkiem Czesiem mam już potwierdzenie, że mój dziadziuś nie widzi...dla kogoś, kto wszystko w domu stale przestawia, to duże wyzwanie i lekcja pokory...poniżej zdjęcie zrobione Czesiowi dziś po poludniu, czyli chłopak znosi to dzielnie...w tle uciekinierka Dakota, o którą pytacie, ale o niej w kolejnym wpisie...przedstawiam faktury za weterynarzy, które mogłam opłacić...bardzo Wam za to dziękuję...bardzo mocno...❤️❤️❤️
W prywatnych wiadomościach wiele osób pytało, jak daliśmy radę podczas mrozów...to był najbardziej pracowity czas...choć równocześnie najtrudniejszy, gdyż woda całkiem zamarzła i nie miałam jej przez cztery dni...człowiek bez wody nagle odkrywa, że korzysta z niej milion razy dziennie, dlatego gdy jej zabraknie pojawia się niedowierzanie, złość, potem leje się łzy, a ostatecznie opracowuje wspaniały system funkcjonowania, gdyż pomysły same się pojawiają i nagle można było wziąć prysznic nie mając bieżącej wody...jednak w tym czasie najważniejsze było gotowanie rosołu... codziennie od czterech do sześciu garnków...dlatego to był czas w biegu, gdyż ciepły rosół był potrzebny w bardzo wielu miejscach...miejmy zawsze oczy i uszy otwarte...bo obok jest wielu ludzi i wiele zwierząt, dla których opał i ciepły posiłek to autentycznie uratowanie życia...
W tym tygodniu będzie podobnie...tylko dziś trochę luźniej z książką i z Czesiem... jednak na horyzoncie namacalny staje się problem i bez dalszego wsparcia nie dam rady w tym zimowym czasie...mam dwie ważne wizyty u weterynarza, opał kończy się dramatycznie i przy uwzględnieniu jedzenia dla psów i nadprogramowych zakupów, wiem, że coś musi poczekać... najbardziej martwi mnie opał, czyli brykiet drzewny, który kończy się w wielu punktach sprzedaży...pół tony to koszt 720zł...i właśnie teraz, wieczorową porą, w zimową niedzielę, zbieram w sobie całą odwagę i zwracam się z prośbą o wszystko i cokolwiek, bo tu pomaga każdy grosz...jestem w tej grupie ludzi zaskoczonych zimą w zimie...tak dawno nie było tyle śniegu i takich mrozów...wiem, że w potrzebie jest teraz większość...wciąż bardzo dziękuję za pomaganie tym, którzy brali psy z likwidowanych pseudo hodowli, z zamykanych schronisk, czy z ulicy podczas tęgich mrozów... proszę też o wsparcie dla małej, lokalnej, rodzinnej fundacji z łącznie 30 psami w domu...nawet nie wiecie jak dumna jestem z siebie, że potrafiłam poprosić o pomoc...
K.Z.
Fundacja Mazowieckie Psy Kasi Załogi
Blik 882 101 330