Mazowieckie psy Kasi Załogi

Mazowieckie psy Kasi Załogi Fundacja Mazowieckie Psy Kasi Załogi ma pod opieką, czyli na domowych kanapach, blisko 40 psów...

Edit: mam 1670 zł...tak szybko...❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️ pozwolę sobie za resztę pieniędzy zabezpieczyć psy p...
01/03/2026

Edit: mam 1670 zł...tak szybko...❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️ pozwolę sobie za resztę pieniędzy zabezpieczyć psy przed kleszczami...jest ich mnóstwo...slowo, że nie mam pojęcia jak dają radę osoby z większą ode mnie ilością psów...koszty zrobiły się kosmiczne, leki za które płaciłam 500zł, to teraz 700zł...zamówienie karmy na tydzień z 700zł przeszło na 1000zł... wszystko toczy się wokół psich potrzeb, inne rzeczy i ludzkie potrzeby zniknęły w kosztach utrzymania kudłatego stadka...jeśli brzmi to jak narzekanie, to przepraszam, chciałam tylko zwrócić uwagę, jakim zaskoczeniem są dla mnie nowy rok i nowe ceny i chciałam też wyrazić podziw i szacunek dla tych, którzy zawsze pomagają i nie zostawiają żadnego psa...przed Wami chylę czoła, że wybaczacie mi milczenie i znikanie z FB, że wybaczacie mi moją introwertyczną naturę i zamykanie się, gdy dzieje się za dużo... dziękuję, że mi wierzycie, ufacie i reagujecie na to, co przelewam z serca w każdy post... dziękuję ❤️ ❤️ ❤️ ❤️ ❤️

Dzień dobry... potrzebuję trochę czasu, by uzupełnić zaległości i odpowiedzieć na te wszystkie cudowne pytania, w których zawarte są troska, zainteresowanie i chęć pomocy...
jestem w trakcie przygotowań do pożegnania, ale tym razem nie jest to nasz pupil...ludzie też odchodzą...zbyt szybko...czasem niespodziewanie...dużo łez, ale też dużo ,,papierków,, urzędowych, czy decyzji do podjęcia, które na tym etapie odwlekają w pewnym sensie przeżywanie żałoby...
Niemniej chciałabym, a wręcz muszę poprosić o pomoc...nie jestem teraz w stanie opłacić faktury ze zdjęcia poniżej...to faktura za leki dla psów...to wydatek ponoszony co około 10 dni...ale to leczenie działa, bo Krysia, mój wszechświat, jest ze mną już osiemnasty rok, a diagnozę raka wątroby dźwigamy od maja ubiegłego roku...tym razem jednak nie mam za co opłacić leków... bardzo, bardzo, bardzo mocno proszę i chylę czoło ku ziemi w podziękowaniu za chęć dzielenia się ze mną tym, na co każdy ciężko pracuje... dziękuję ❤️
Katarzyna Załoga

Blik 882 101 330

13/02/2026

Jeden z najstarszych psów w schronisku w Radomiu
Pies, który jeszcze kilka lat temu był dzikuskiem..
Zrobił ogromne postępy..
A teraz mamy szansę znaleźć mój prawdziwy dom, którego nigdy nie miał i Opiekunów, dla których bedzie małym diamentem..

Bob Marley ma ok 18 lat. Wykastrowany, zaszczepiony, zaczipowany.
Dogaduje się z innymi psami.
Jest cichutki, do nowych osób bardziej nieśmiały.
Waży 8 kg.
W ostatnim czasie miał wykonane badania, echo serca – nie musi przyjmować zadnych leków.
Przeszedł zabieg sanacji i ekstrakcji ząbków.
Dostaje miękkie jedzonko i świetnie sobie radzi.
W samochodzie jest grzeczny, również u psiego fryzjera sprawuje się idealnie.
Bardzo prosimy o dom i Rodzinę , by na końcówkę życia zaznał spokoju i wyjątkowej miłości..
🙏🙏🙏

Bob urodził się w 2007 r., jest zaszczepiony, zaczipowany i wykastrowany.

Ola 533 564 074
Klaudia 609 530 953

https://schronisko.radom.pl/pies/bob-marley/

09/02/2026

Dzień dobry...
Edytowany...
Wiem, że o tym pisałam...i to nie raz...
Nie...nie mam wielkiego, wspaniałego domu... łącznie jakieś 40m2 chroni nas, daje ciepło i jakieś bezpieczne poczucie, że to dom...ich dom...myślicie, że jakakolwiek przestrzeń mała czy duża ma dla nich znaczenie? Liczy się tylko to miejsce, gdzie jest człowiek...psy widzą w nas cały świat i chcą tylko być blisko nas...a my? Wciąż jesteśmy ślepi, przez co wiele pięknych rzeczy omija nas bezpowrotnie...
Pokój stoi pusty...zapełni się, jeśli wejdę i usiądę...byłam w ,,kuchni,, i tam teraz czekają...byle tylko być najbliżej...byle tylko móc patrzeć tymi swoimi ślepiami pełnymi ufności (i nadziei na łakomy kąsek, jak to w kuchni)...
jeśli masz przestrzeń wokół swoich dłoni i swoich nóg to możesz bez obaw przygarnąć psa...polecam i zapewniam, że to piękne doznanie...
K.Z.
P.s. dziekuje tak bardzo, bo mam już 500zł na koncie fundacji...takie dni cieszą tak mocno jak dzisiejsze piękne słońce... dziękuję ❤️
I przepraszam, ale nie mam drzwi do toalety... podłoga wypaczyła się, drzwi także, czyli bywa i tak...
P s. Posty powstają w ramach odpowiedzi na szereg pytań...tu umieszczam odpowiedź na temat warunków w jakich przebywają psy, czyli klatek brak, a kojce stoją w kącie działki wypełnione pajęczynami i gniazdami ptaków...jednym słowem psy są w domu...na pytanie o miskę na ziemi spieszę z odpowiedzią...to miseczka małej Krysi, która wciąż ze mną jest...zjadła i wyszła za potrzebą, gdyż za kocami jest wyjście na zewnątrz...o Krysi będzie osobny post...Krysia je kiedy chce i ile chce...ona tu rządzi...dlatego żyje sobie spokojnie z diagnozą nowotworu wątroby już od 10 miesięcy...
K.Z.

Dzień dobry...Coraz częściej zaglądam na FB, bo dociera do mnie drżenie posad w świecie zwierząt...czas najwyższy, aby k...
08/02/2026

Dzień dobry...
Coraz częściej zaglądam na FB, bo dociera do mnie drżenie posad w świecie zwierząt...czas najwyższy, aby kurtyna poszła w górę...czas najwyższy rozprawić się z łańcuchami, pseudo schroniskami, pseudo hodowlami i całą resztą pseudo...niestety rewolucja pożera swoje dzieci i wychodzi na to, że choćby trochę oberwiemy wszyscy, gdyż już teraz, gdy mówię o swojej fundacji i psach, dostrzegam w oczach innych zwątpienie, zniechęcenie i słyszę mgliste próby tłumaczenia, że skoro fundacja i w tle zwierzęta, to na pewno przekręt, złe traktowanie, ogólnie trup jakiś w szafie...czyli klasyczne wrzucanie wszystkich do jednego worka...
w świecie ,,pomagaczy,, od zawsze na jedno pogłaskanie głowy przypada jedno policzkowanie i dziesięć kopniaków w du...
były kontrole z donosów...oskarżenia o kradzież psów, bo nie istnieje pies bezdomny tylko zagubiony i trzeba pomóc mu wrócić do domu, czyli psy u mnie to efekt kradzieży...oskarżenia o zbieractwo...tuż obok oskarżeń o braku niesionej pomocy, czyli bezduszną obojętność... rany, można wyliczać w nieskończoność...nie dość, że jest to trudne psychicznie i fizycznie, bo poświęcasz w pewnym sensie całe życie, to jeszcze rzucają w ciebie kamieniami...
Niemniej cieszę się ogromnie, że drży i trzęsie się ziemia i nadciąga huragan, który ujawni jak traktowane są życia tysięcy psów w Polsce...tam, gdzie płyną pieniądze, a w tle są ci, którzy głosu nie mają, czyli czworonogi, tam wszyscy jesteśmy zobowiązani patrzeć innym na ręce...w tym i, a może przede wszystkim, na moje...
na prośbę wielu spieszę z tym jak wygląda wycinek z naszego świata...

Ostatnie dni to nauka życia z niewidomym psem... wprawdzie wiele lat temu przywiozłam rodzicom niewidomego Puszkina, olbrzyma bytujacego przy ulicy, to jednak u siebie nigdy nie miałam psa, który stracił wzrok...po wizycie okulistycznej z jamniczkiem Czesiem mam już potwierdzenie, że mój dziadziuś nie widzi...dla kogoś, kto wszystko w domu stale przestawia, to duże wyzwanie i lekcja pokory...poniżej zdjęcie zrobione Czesiowi dziś po poludniu, czyli chłopak znosi to dzielnie...w tle uciekinierka Dakota, o którą pytacie, ale o niej w kolejnym wpisie...przedstawiam faktury za weterynarzy, które mogłam opłacić...bardzo Wam za to dziękuję...bardzo mocno...❤️❤️❤️
W prywatnych wiadomościach wiele osób pytało, jak daliśmy radę podczas mrozów...to był najbardziej pracowity czas...choć równocześnie najtrudniejszy, gdyż woda całkiem zamarzła i nie miałam jej przez cztery dni...człowiek bez wody nagle odkrywa, że korzysta z niej milion razy dziennie, dlatego gdy jej zabraknie pojawia się niedowierzanie, złość, potem leje się łzy, a ostatecznie opracowuje wspaniały system funkcjonowania, gdyż pomysły same się pojawiają i nagle można było wziąć prysznic nie mając bieżącej wody...jednak w tym czasie najważniejsze było gotowanie rosołu... codziennie od czterech do sześciu garnków...dlatego to był czas w biegu, gdyż ciepły rosół był potrzebny w bardzo wielu miejscach...miejmy zawsze oczy i uszy otwarte...bo obok jest wielu ludzi i wiele zwierząt, dla których opał i ciepły posiłek to autentycznie uratowanie życia...
W tym tygodniu będzie podobnie...tylko dziś trochę luźniej z książką i z Czesiem... jednak na horyzoncie namacalny staje się problem i bez dalszego wsparcia nie dam rady w tym zimowym czasie...mam dwie ważne wizyty u weterynarza, opał kończy się dramatycznie i przy uwzględnieniu jedzenia dla psów i nadprogramowych zakupów, wiem, że coś musi poczekać... najbardziej martwi mnie opał, czyli brykiet drzewny, który kończy się w wielu punktach sprzedaży...pół tony to koszt 720zł...i właśnie teraz, wieczorową porą, w zimową niedzielę, zbieram w sobie całą odwagę i zwracam się z prośbą o wszystko i cokolwiek, bo tu pomaga każdy grosz...jestem w tej grupie ludzi zaskoczonych zimą w zimie...tak dawno nie było tyle śniegu i takich mrozów...wiem, że w potrzebie jest teraz większość...wciąż bardzo dziękuję za pomaganie tym, którzy brali psy z likwidowanych pseudo hodowli, z zamykanych schronisk, czy z ulicy podczas tęgich mrozów... proszę też o wsparcie dla małej, lokalnej, rodzinnej fundacji z łącznie 30 psami w domu...nawet nie wiecie jak dumna jestem z siebie, że potrafiłam poprosić o pomoc...
K.Z.

Fundacja Mazowieckie Psy Kasi Załogi
Blik 882 101 330

02/02/2026

Dzień dobry...
Są rzeczy oczywiste, jak na przykład to, że nie umiem robić zdjęć, nie potrafię gotować, nie umiem funkcjonować w bliskiej relacji z telefonem...
Są też takie nieoczywiste, jak śnieg i mróz zimą, niski rachunek u weterynarza, czy pomaganie komuś, kto pojawia się na FB trzy razy do roku...
Zawsze największym zaskoczeniem jest spotkanie z tym co nieoczywiste..
Poniżej Millie w swoim beztroskim świecie już po sterylizacji...faktura w kolejnym poście...sunia 13 lutego wyrusza w podróż nad Bałtyk do swojego domu stałego...będzie najpiękniejszą Walentynką dla swoich ,,nowych rodziców,,...adopcja pięknego, bezproblemowego psa to coś oczywistego...dlatego wróćmy do tego co nieoczywiste...
Mróz i śnieg dają wycisk i czynią suszarkę do włosów najważniejszym elementem funkcjonowania (woda zamarza w rurach co pół godziny)...za dwie wizyty u weterynarza wraz z podwójnym USG i z lekami zapłaciłam łącznie niecałe 500zł...to niemal cud...ale co najważniejsze to pomoc i za tą pomocą stojący ludzie oraz ich przepiękne zaufanie do tego co robię...mimo milczenia i autentycznie skupienia tylko na psach...

Ilonka Ochocińska... Kiedy napisałam w czerwcu o Krysi i jej żmudnym leczeniu, na konto wpłynęło 2 tysiace zł...teraz gdy dopadł nas kolejny kryzys, bo pół tony opału kończy się w osiem dni i naprawdę był wybór między leczeniem, karmieniem a ogrzewaniem, nie zostałam z tym sama...wpłynęło kolejne 2 tys zł...weterynarz opłacony, pół tony opału czeka pod domem i zaraz będzie kurier z karmą dla psów...wyobraźcie sobie uczucie ulgi po rozpuszczonej ciężkiej guli w żołądku...ciało się rozluźnia, wraca apetyt...stres zwyczajnie odpuszcza...jak u większości pojawia się on, gdy czegoś nie mamy, głównie pieniędzy...nie potrafię ubrać w słowa poczucia lekkości, gdy okazuje się, że nie jestem z tym wszystkim sama...że ktoś we mnie wierzy...kobietko moja z kosmosu...oby każdy dzień Twojego życia był pełen tego, co sama dajesz...i jeszcze więcej...pielęgnuj swoje dobre serce, bo to coraz mniej oczywiste zjawisko w dzisiejszych czasach...

Dziękuję też mojej Dorotce za wpłatę na Millie w wysokości 100zł i za karmę dla niej, posłanie, miski, puszki...bardzo Ci dziękuję, szczególnie, że wiem, z czym sama musisz się mierzyć każdego dnia...
Dziękuję też Milenie za wpłatę 70zł... bardzo mocno Ci dziękuję...
Stałe wpłaty na konto fundacji to 200 zł od pani Ani i 50zł od Blanki...czyli mam co miesiąc gwarancję 250 zł...pytacie o wydatki...są podliczone...każdy nasz tydzień to około 4 tysiące złotych na karmę, leki, podkłady...tak...4 tysiące złotych...dlatego zasuwamy jak mrówki i naprawdę po ludzku nie dajemy rady...gdy w trudnych chwilach przychodzi wsparcie to tak, jakby ktoś doczepił nam nową parę skrzydeł...
Bardzo Wam dziękuję...za pomaganie potężnym fundacjom, które robią ogromnie dużo w ostatnim czasie, nie zostawiając żadnych zwierząt w potrzebie, dziękuję jeszcze mocniej
K.Z.
882 101 330

22/01/2026

Dzień dobry...
Millie u weterynarza...zabieg, który uważam za najwyższy wyraz szacunku wobec psów, w czasach przepełnionych schronisk, czyli przy większej liczbie porzuceń niż adopcji...
Trudno mi było zrobić dobre zdjęcie, gdyż dziewczyna niespokojna...
Nie chciałam i nie mogłam czekać dłużej, bo cieczka, nawet wśród wysterylizowanych zwierząt to stres i napięcia kompletnie zbędne w miejscu, które ma być dla tych psów wytchnieniem...
Użyję słów, których pewnie większość ma już dość, bo pisze tak i mówi zbyt wielu, ale sporadycznie proszę o pomoc, gdyż tu wszyscy stajemy na głowie, by samemu utrzymać te psy, ale przyszedł dzień, by niechybnie zacytować klasyków , dlatego ,,ciężko jest, oj zrobiło się bardzo ciężko,,..
Zjadają nas koszty opału, bo to co wystarczało na miesiąc kończy się po 10 dniach...wiem, że nie mam szans opłacić tysiąca złotych za dzisiejszą wizytę, bo to oznacza brak zakupu w poniedziałek pół tony brykietu...
Proszę, muszę uzbierać tysiąc złotych... podaję blik na konto fundacji... proszę...bardzo bardzo mocno proszę...na filmiku Millie z Mamusią Basią...Basia jest niesamowicie dzielna...72 lata i wiedza, że pies to najpiękniejszy skarb na świecie...z życzeniami dla wszystkich mamuś...
K.Z.
882101330

12/01/2026
Dzień dobry... obiecałam wschody słońca...oto jeden z nich...nowy członek załogi...Dla tych, którzy myślą, że Katarzynie...
12/01/2026

Dzień dobry... obiecałam wschody słońca...oto jeden z nich...nowy członek załogi...

Dla tych, którzy myślą, że Katarzynie zabrakło odwagi i mimo publicznych deklaracji, że nie przyjmie kolejnego psa,ugięła kolana przed tą pięknością, spieszę z wyjaśnieniami...mam teraz w domu 16 psów...jestem przygotowana tylko na pożegnania...otwarte serca i gotowość na powitanie są jedynie po stronie mojej rodziny...dodam szeptem, że dom rodziców nazywamy filią mazowieckich psów, zresztą mieszkamy od siebie rzut beretem...u rodziców jest dziś 14 psów i jeden kawaler na stałe karmiony każdego dnia...
a jaka jest historia tej damy? Taka jak wiele innych...pies na ulicy, temperatury zabójcze...moja mama wychodzi ze sklepu i dopada ją ta bestia...skacze, cieszy się, zjada wszystko co mama wyciągnie z torby...postanowienie jest takie, że mama zawozi psy z auta do domu, zabiera tatusiowe wsparcie i wracają po śnieżynkę...w sklepie powiedziano, że koczowała tam od tygodnia...ale jak to w takich chwilach bywa najczęściej, po powrocie pod sklep, psa nie ma... dziękuję tu bardzo za pomoc uwielbianej przeze mnie kobiecie...Dorotko, dzięki ogromniaste...pies był widziany przez wiele osób...zgłaszane na bieżąco miejsca jego pobytu przekazywałam rodzicom, ale ciągle się z sunią rozmijali...trwało to kilka godzin... udało się ostatecznie zatrzymać psicę w sklepie zoologicznym, powiadomiono gminę...tłumaczę rodzicom, że pies jest bezpieczny, ale oni dopytują co z nią będzie dalej ..mówię im prawdę...schronisko...nie wiem które, zresztą nie możemy ratować wszystkich psów...ale okazało się, że sunia nie chciała do nikogo podejść, boi się, odmawia jedzenia i picia, a przecież mamcię Basię wytuliła jakby znały się od zawsze, zjadła...i wtedy pada to klasyczne pytanie ,,a jak nie my to kto,,...musiałam po nią pojechać...

Na cześć streamingu, wszystkim fanom i antyfanom ,,Stranger things,, przedstawiam Millie..
Dom stały odnajdzie swoje własne imię dla tej królewny...boi się księży, kocha ciasto...dom stały poszukiwany!!! 882 101 330
K.Z.
P.s. proszę, bardzo już mocno proszę w razie możliwości o wsparcie w postaci karmy, czy wpłat na fundację...to 31 psów... bardzo proszę
Blik 882 101 330
K.Z.

Dzień dobry...obiecałam sobie nie pisać pod wpływem emocji...ani też, gdy jestem zmęczona, bo nie sztuką jest ,,klepać, ...
09/01/2026

Dzień dobry...obiecałam sobie nie pisać pod wpływem emocji...ani też, gdy jestem zmęczona, bo nie sztuką jest ,,klepać, byle klepać,,...to oczywiście mój wybór, choć wiem, że bez postów człowiek i jego psy magicznie znikają...
u mnie staruszkowo w pełnej krasie... większość psów ma powyżej 15 lat...dużo tu podkładów, dużo specjalistycznej karmy, jeszcze więcej leków i weterynarzy oraz pełnego nadzoru, gdyż staruszki potrafią ,,zgubić,, wejście do domu i czekają w różnych dziwnych miejscach, aż na rękach przyniosę je do domu... najczęściej zasypiam w ubraniu na nieposłanym łóżku i zawsze w stanie czuwania...to nie skarga, tylko próba wyjaśnienia braku mocy do napisania czegoś, nazwijmy to, mądrego...
Jak to w życiu najczęściej bywa mam dwie wiadomości...zanim napiszę o wschodzie słońca, przywołam całą odwagę i opowiem o najpiękniejszym jego zachodzie...
nie dzielę się każdym pożegnaniem, ale są psie dusze, które zamieszkały nie tylko w moim sercu...to w hołdzie dla tych, którzy kibicowali nam w oswajaniu, w szukaniu domu i mieli szansę utulić ten psi cud...
Nel jest moim najpiękniejszym zachodem słońca...spędziłyśmy wspólnie 12 lat...nie dam rady dużo i jakoś mądrze o tym napisać, przepraszam... wciąż zbyt boli...
gdybym miała znaleźć jedno słowo, które najlepiej opisałoby Nelunię to byłaby chyba ,,łagodność,,...zaraz obok mądrości, dobroci, cierpliwości...podarowała mi ona coś, za co jestem szczególnie wdzięczna...zaufanie...a nigdy wcześniej i nigdy później nie miałam psa tak zdziczałego i przerażonego człowiekiem...
Noc nastała wraz z nowotworem płuc...
byłam z nią od początku do końca...odeszła w domu...w poszanowaniu cierpienia związanego z trudem, jakim stało się oddychanie...

Nel to podarunek od wszechświata...wyjątkowy podarunek...życie z nią to dla mnie zaszczyt...
Niestety nigdy nie jest nam dane wiedzieć, czy to ostatnie wspólne lato, jesień, czy wigilia...dlatego wierzę, że najważniejsze jest żyć tak, by mieć wspomnienia, a nie poczucie winy i zawsze doceniać każdą wspólnie przeżytą chwilę...
dziękuję moja Nelciu, Kochany mój Skarbie...
K.Z.

Wróciła...czeka nas rezonans....dwukrotnie próbowała na smyczy wyrwać się i uciekać, patrząc na mnie i nie rozpoznając m...
13/12/2025

Wróciła...czeka nas rezonans....dwukrotnie próbowała na smyczy wyrwać się i uciekać, patrząc na mnie i nie rozpoznając mnie...pojawiły się też zachowania agresywne...w sumie gdzieś na dnie serca czułam, że tak diametralna zmiana zachowania to zmiana w mózgu...znam nowotwory mózgu u psów, wcześniej to był chwiejny chód, upadanie, u Dakoty objawiło się to zmianą zachowania...te zmiany to krótkie epizody, ale jak widać, mogą mieć bolesne konsekwencje...prawdopodobnie próbowała wejść na czyjeś podwórko z małym psem, który ugryzł ją w tylną łapę... ale to tylko spekulacje...dziękuję raz jeszcze wszystkim za pomoc... bardzo Wam dziękuję ❤️ Dakoty szukało pięć aut i cztery osoby przeszukujące rowy i pola...nawet o zmroku, z noktowizorem...bez efektu...to prawdziwe szczęście, że przypomniała sobie i odnalazła drogę do domu... dziękuję raz jeszcze ❤️❤️❤️❤️

Dzień dobry...zaginęła Dakota...ruda, do kolan...pies, który nie odstępował mnie na krok... nawet w łazience byłyśmy zaw...
13/12/2025

Dzień dobry...zaginęła Dakota...ruda, do kolan...pies, który nie odstępował mnie na krok... nawet w łazience byłyśmy zawsze razem...mój cień...po spacerze, zamiast zatrzymać się przy furtce, jak to robiła przez ponad 10 lat, pobiegła dalej w stronę ulicy...biegła jak szalona...nie mam pojęcia co się stało... dlaczego nagle tak się zachowała, pies, który od zawsze nie odchodził od moich nóg...przylepa, kanapowiec, wieczny głodomór...i nagle dziś...nie umiem zrozumieć tego co się wydarzyło...szukaliśmy jej do tej pory z rodzicami...jak kamień w wodę...mam wrażenie, że to jakiś koszmar, z którego pragnę się zbudzić i na powrót ujrzeć ją obok mnie na łóżku...
Rządza...Wólka Piecząca... Stanisławów...Ołdakowizna...
882101330

Adres

Marki
05-304STANISŁAWÓW

Telefon

+48882101330

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mazowieckie psy Kasi Załogi umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Mazowieckie psy Kasi Załogi:

Udostępnij