16/04/2026
Choć na moim profilu królują zdjęcia pacjentów, bo to najprzyjemniejszy aspekt mojego zawodu, praca lekarza weterynarii to czasem też krew (dosłownie!), pot i łzy.
Czasem pacjent jest przerażony sytuacją, w jakiej się znalazł i broni się przed niechcianym dotykiem w jedyny znany sobie sposób- pazurami i zębami, a jeden błąd obsłudze wystarczy, by to w nasze ciało zatopiły się te ostre zęby.
W przypadku zwierząt, które znamy, sytuacja wygląda nieco inaczej, opatrujemy rany i spokojnie planujemy dalsze kroki. Co jednak, kiedy pogryzie nas półdziki, z pewnością nieszczepiony kot?
A no "troszkę" przyspiesza rytm serca, adrenalina daje o sobie znać i uruchamia się cała stresowa kaskada- nie polecam!
Do tej pory nie szczepiłam się profilaktycznie przeciw wściekliźnie i wczoraj, w jednej sekundzie bardzo mocno tego pożałowałam.
Ranki, choć niewielkie i wyglądające dość niewinnie, są głębokie i zdecydowanie doszło do kontaktu śliny kota z moją krwią.
Co robić w sytuacji pogryzienia przez zwierzę?
1. Umyć rany jak najszybciej wodą z mydłem.
2. Zdezynfekować i wstępnie opatrzyć.
3. Zgłosić się do lekarza rodzinnego lub na SOR, jeśli rany wymagają zaopatrzenia chirurgicznego.
4. Po uzyskaniu skierowania, udać się na Oddział Chorób Zakaźnych, gdzie lekarz, specjalista chorób zakaźnych wyda odpowiednie zalecenia- w moim przypadku było to interwencyjne szczepienie. Najbliżej Leżajska, taki oddział znajduje się w Łańcucie.
Najważniejsza rzecz- wścieklizna jest chorobą nieuleczalną, śmiertelną. Jeśli istnieje choć cień ryzyka, warto poddać się szczepieniu interwencyjnemu i spać spokojnie.
Sprawczyni całego zamieszania jest zdrowym kotem, niewykazującym żadnych niepokojących objawów, jednak lepiej dm***ać na zimne.