09/11/2025
Wczoraj zakończyliśmy sezon rajdem hubertusowym „tylko dla zarządu Stanicy” czyli takim, co ma rangę tajnego zgromadzenia, ale każdy koń w całych Bieszczadach i tak już plotkował o nim trzy dni wcześniej.
W Strzebowiskach jak zawsze panowała hubertusowa zasada tradycyjna i święta:
blokować ludzi z Leska.
No i stało się. Hubertusowy rudy lis, który tym razem przybrał formę Weronika Banaszek-Lenczyk, uciekał, wił się, krążył po krzakach, robił zakręty jak sarenka po dopalaczach. Po pięknej, bieszczadzkiej, godnej ballady ucieczce został finalnie dopadnięty przez głównodowodzącego Stanicy.
Trzeba oddać: walka była jak w filmie — tylko koń miał lepszą fryzurę niż wszyscy razem.
Świadkowie mówią, że to było jak pogoń z legend. Taka, o której zwykle opowiada się przy ognisku, a potem wszyscy kłamią, że byli szybsi, wyżsi i bardziej fotogeniczni.
I teraz uwaga.
Sezon zamknięty, konie na pastwiskach, my w kocach, niby spokój, cisza i herbatka z prądem.
Ale w tym roku mamy bonus.
Bo Rudy (*biały) lis będzie przez cały okrągły rok szeptać wszystkim bieszczadzkim kowbojom do ucha, że za rok Hubertus może odbyć się w Lesku.
I to będzie bolało.
A gdzie gonitwa się odbędzie naprawdę?
Tego nikt nie wie.
Nawet wróżka z Wetliny, co czyta z końskich kopyt, mówi, że karty milczą.
Odpowiedź poznamy dopiero jesienią.
I wtedy będzie płacz, śmiech, zgrzytnięcie zębów i galop aż kamienie zaczną mówić. 😈🐎🔥
Ps. Genów nie oszukasz, bo kryją się nawet w “dosiadzie” 🙃
Fot. Andżelika Kulik