17/06/2026
O egzaminach
Sezon na egzaminy i zawody w pełni. Ludzie jeżdżą, zdają, nie zdają, ledwo zdają, albo wygrywają. Albo przegrywają.
Pojawiają się posty: „Sukces”, „niestety nie udało się”, „udało się”, „następny razem”. Zazwyczaj pod postami albo gratulacje albo pocieszanie. Sami przewodnicy albo robią rachunek sumienia, wyciągają wnioski, albo szukają winnego (pogoda, sędzia, pies, buty, sr***ka, feng shui i chemtrailsy).
Są tacy, co rozłożą start na czynniki pierwsze, nie szukają „winnego”, szukają przyczyn, analizują.
Są tacy co powiedzą, że ktoś się uwziął, że coś zostało zrobione źle, że miał gorsze warunki.
Prawda jest taka, że dobrze przygotowany zespół, ogarnięty, współpracujący i wiedzący co ma robić (oraz znający regulamin !) dość ciężko jest złośliwie uwalić. Nie to, że się nie da. Ale nie jest to łatwe. W czasie żadnego z moich kilkudziesięciu startów i egzaminów nigdy nie miałam odczucia, że ktoś (czytaj sędzia, egzaminator czy organizator) działa na moją niekorzyść.
Ale jest też coś innego. Zwykłe szczęście. Albo zbieg okoliczności. Egzaminy rządzą się swoimi prawami. Mają ścisłe ramy, w których trzeba się zmieścić. Nie da się zorganizować egzaminu, który każdemu uczestnikowi da takie same warunki. Zwłaszcza egzaminy ratownicze rządzą się prawami przypadku: pogoda nie jest do przewidzenia, nie można nią sterować. Jeden z zespołów może wchodzić w sektor przy plus 15 stopniach, lekkim stałym wietrze, a kolejnemu zaświeci ostre słońce, wiatr ucichnie.
Kolejna rzecz: można zdać i nie zdać w różnym stylu. Można zdać ledwo, dzięki szczęściu, przypadkowo wybrać optymalną taktykę, tak, że niemal wprowadza się psa w stożek. Że pies oznaczy, marnym szczekaniem, albo ledwo dyndającą w zębach rolką, tylko cudem nie zgubioną na meldunku. Jakoś, do przodu, „udało się”. A można nie zdać bo pies nie miał szans wejść w stożek, bo wiatr bawił się w berka, można nie zdać bo warunki wymagały wolniejszej i dokładniejszej pracy, i zabraknie 3 minut na sprawdzenie ostatniego fragmentu.
Jeden pies jadący na egzamin spał w swoim domu, dojechał w godzinę na miejsce, a wcześniej na terenie egzaminacyjnym bywał na treningach.
Inny spał po drodze, na 600 kilometrowej trasie, wyszedł po 8 godzinach trasy prosto do pracy, a w tygodniu poprzedzającym miał dwie trudne wielogodzinne akcje. Brak snu, brak regeneracji, zmęczenie.
Pierwszy zalicza w kilkanaście minut, drugiemu braknie 3 minut aby dopracować sektor.
Jak ocenić możliwości i umiejętności tych zespołów? Zazwyczaj komisja egzaminacyjna doskonale widzi, który zespół jest akcyjny, a który nie. Ale nie zawsze będzie tak, że zdaje ten dobry, odpada ten zły. To nie jest aż tak proste.
Dlatego tez podziwiam ludzi, którzy nie mając żadnych dokonań na swoim koncie, lub dokonaniach mieszczących się w dwóch „udało się” oceniają pracę innych.
Tak, w kilkudziesięciu egzaminach wielokrotnie nie zaliczałam. Z różnych przyczyn. Czasem dlatego, że nie zasługiwałam, zabrakło umiejętności moich, czasem psa, najczęściej obu. Czasem pech. Czasem przyczyny losowe: wiatr, słońce, zmęczenie.
Dlatego tez „podziwiam” ludzi, którzy nie mając żadnych dokonań na swoim koncie, lub dokonania mieszczą się w dwóch „udało się” oceniają pracę innych. Zazwyczaj jest tak, że im mniejsze doświadczenie a większe kompleksy tym bardziej kategoryczne oceny. Oceny pracy innych. Własne w takich przypadkach ocenie nie podlegają, a co złe to „wina” kogoś innego.
Każdy kto zdał zasługuje na gratulacje. Bo podszedł do egzaminu, nawet jeżeli to było na styk, nawet wymęczone – zdał.
Nie każdy kto nie zdał powinien ciosać sobie kołki na głwoie i zamęczać.
Egzamin to tylko bardzo bardzo mały wycinek rzeczywistości. W dodatku nie bardzo realny. Mocno zmodyfikowany. Aby ocenić zespół trzeba patrzeć na całokształt. Czasem egzamin to sygnał "robisz dobrze, rób tak dalej!" czasem faktycznie "hej, daj spokój, zmień coś, przemyśl, albo odpuść".
Nie oznacza to, że egzaminy nie są istotne. Są. Bardzo. Nie oznacza to, że zespół, który nie zdał może zignorować ten fakt i działać jak gdyby nic.
Oznacza to tylko, że nie można na podstawie 15 minut uznać własnej zajebistości lub skreślić się na wieki wieków amen.
Róbmy egzaminy, testy, zawody. Sprawdzajmy się.
A każdemu kto pracuje nad sobą, psem i współpracą z nim, po prostu gratuluję !