07/03/2026
Stary koń i może….
Może, a nawet powinien mieć kochających ludzi i dobry dom.
Coraz częściej widzę ogłoszenia o „oddaniu w dobre” ręce starszego koni, który tylko je, nie potrzebuje nic poza towarzystwem…..
Nic bardziej mylnego. Są konie starsze i konie starsze. Wiele z nich nie potrzebuje złotych klamek, hali, a możliwości zestarzenia się, ba nawet są takie, które nie mają żadnych problemów, nic je nie boli i weterynarza nie widziały od dawna…
Ale ogromna część koni starszych ma bardzo duże wymagania i wzięcie takiego konia pod swój „dach”to ogromna odpowiedzialność.
Tak swojego czasu trafiła do nas Emi z Anią i jeszcze dwa konie Ani. Ania przyjęła konia z dobrego serca, był plan, że Emi będzie koniem towarzyszącym dla jej drugiego starszego konia i razem będą się starzeć.
Emi jednak trafiając do Ani (jeszcze do innej stajni) była koniem „bardzo tępym” - potrafiła wchodzić na człowieka, albo w panice przed nim uciekała, straszyła zębami, kopytami. Widać było, że ma wspomnienia konia straumatyzowanego. Jej grzbiet… zad jakby od innego konia, przód od innego konia to wynik nieumiejętnych lat jazdy na niej. Koń został oddany, bo „się zepsuł” a po co komu zepsuty koń….
Najgorsze jednak, co w tym koniu było… to oczy. Oczy były puste, nic nie wyrażały, ani radości, ani smutku, ani strachu…
I to jest najgorsze z czym się można spotkać, że koń już nie chce walczyć, w nic nie wierzy, stoi godzinami jakby chciał przeczekać czas, który mu został…..
Miałam okazję przyglądać się koniowi jeszcze jak do mnie nie trafiła, później trafiła do nas i też człowieka traktowała na zasadzie „jak wezmę oddech i przeczekam, może ten koszmar minie, albo staranuje”, nie chciała mieć z ludźmi do czynienia. Z wieloma końmi też nie. Znowu na jakiś czas wyjechała i teraz prawie od roku jest u nas…
Początki kolejnego mieszkania u nas były trudne i wydarzyło się coś co przewartościowało moje podejście do niej….
Do tej pory, nie chciała mieć kontaktu ze mną i okey - szanujmy się 😂, ale tamtego dnia uciekła z ogrodzenia i poprowadziła całe stado za sobą. W amoku prowadziła to stado „byle jak najdalej od ludzi”, całe stado było zestresowane, mokre i niby byliśmy o krok, ale nie można było ich złapać, bo „babcia gówniarzy prowadzi”. W końcu jak się udało (a był to jedyna tak spektakularna ucieczka przez 7(!) lat) stwierdziłam, że coś w naszej relacji nie gra i trzeba to naprawić. Zaczęłam spędzać z nią więcej czasu, przekraczać granice, chociaż często mówiła „wypad”, zaczęły się spacery, pielęgnacja, dokarmianie (bardzo szybko i dużo traciła na wadze), „rozmowy”. Nie miała już świętego spokoju, była w centrum uwagi dość często, mimo protestów. I czy to coś zmieniło? …. Zmieniło, ona też musiała się przekonać, przerobić traumę do ludzi….
Dziś mamy starego „pięknego” konia, który woła nas z daleka, który nie przestawia już ludzi, który na nas czeka i wdaje się „w dyskusję”, znacznie rzadziej pokazuje ból. Ma wspaniałe mądre oczy i zaufanie do nas, co pokazała przy kolce, gdzie już się z nią wszyscy żegnaliśmy. Przez ten rok pokazała się jako niezwykły koń, który lubi skubać trawę, nieznosi trawokulek, robi kulki z siana (zęby ma w stanie słabym), uwielbia wygrzebać się na słońcu i tarzać, spacerować z człowiekiem na dalsze pastwisko.
Ani nie ma z nią łatwo i stary koń, to nie jest tani koń. Co chwilę weterynarz (dwie poważne kolki przez rok), zęby (nie ściera już pokarmów tak jakby powinna - stąd też kolka, bo jej się wydaje że może wszystko), odrobaczania, krew, dodatkowe posiłki i dodatkowe tony jedzenia, derki na wiele okoliczności.
I ostatnio wisienka na torcie, był weterynarz i mówi, że Emi pięknie wygląda, na to jak wygląda jej grzbiet, jak funkcjonują jej zęby….ja wiem, że ona pięknie wygląda, ale zawsze tłumaczę że jest chuda, stara, że ma już problem z przyswajaniem, że sporo przeszła….
Utrzymanie starego konia nie jest tematem modnym, pokazywanie go w social mediach (poza okładką fundacji) również. Dla mnie to piękna, mądra kobyła. Liczę, że jeszcze latem przytyje (problem z trawokulkami to nowy temat, także z wagi też zdołała nieco zjechać). Ku przestrodze, opiekę nad starym koniem warto przemyśleć na „chłodno”, bo to nie będzie tylko zakup konia i cena pensjonatu czy podstawowego wyżywienia.
Nie pozwalajmy jednak na trzymanie ich gdzieś za stajnią z dala od tego co przez całe życie było ich sensem istnienia (towarzystwo, inne konie, towarzystwo człowieka), nie zamiatajmy pod dywan jakby problemu nie było. Jak widok jakiegoś konia budzi Wasze zastrzeżenia zawsze można podejść, porozmawiać, zapytać.
Emi od lat nie chodzi pod siodłem, chodzi na krótkie spacerki w ręku, bez nikogo na grzbiecie. Jeśli chcielibyście ją wesprzeć, to kto wie, może właścicielka zgodziłaby się na „współdzierżawę”i pozwoliła Emi wyprowadzić na spacer komuś innemu (za jakieś chrupki (ostatnio wcina Omega Fiber od Chrupki, wysłodki, otręby, biotynę, miękką sieczkę)) jesteśmy w okolicach Kołobrzegu.