14/11/2025
Zatem dziś chcę podejść do tematu noseworku tak, jak najczęściej się o nim mówi.
Nosework jest sportem kynologicznym inspirowanym pracą psów służbowych. Każdy pies ma nos, a węch jest dominującym zmysłem, którym się kieruje. Korzystając ze znanych głównie behawiorystom i trenerom, a opracowanych przez Jaaka Pankseppa systemów emocjonalnych, wyróżniamy m.in. system seeking (szukania, eksploracji). Jest to system, który odgrywa bardzo ważną rolę w noseworku (i nie tylko). Odpowiada bowiem za motywację, chęć eksploracji, poszukiwania, ogólnie odpowiada za motywację i podstawę innych systemów. Dużo mówi się o motywacji i o tym, że główną rolę odgrywa wszędzie wspominana dopamina, ośrodek nagrody, neuroprzekaźnik etc. Ale prowadzi to do jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy, dzięki poszukiwaniu pies może się odprężyć, znaleźć „ofiarę” (czyli także element łańcucha łowieckiego), a kiedy ją znajdzie, zaspokaja swoje potrzeby (mamy co chcieliśmy to może czas na serotoninkę?). W skrócie, bez teoretycznego rozwodzenia się: pies jest w komforcie, zaspokojony i ma poczucie bezpieczeństwa. Te wszystkie zagadnienia można by opisywać zdecydowanie dłużej i dokładnie, lecz nie miejsce i czas.
Właśnie to skłoniło mądre głowy do wykorzystywania noseworku jako wsparcia w terapii behawioralnej. Jeśli zapewnimy psiakom bezpieczne środowisko, to nosework naprawdę potrafi „otwierać” psy. Psiaki zauważają, że mają rzeczywistą moc sprawczą. Potrafią samodzielnie odnaleźć próbkę, co samo w sobie jest nagrodą, a skojarzenie jej z jedzeniem tylko wzmacnia to odczucie. Miałem przyjemność pracować z bardzo niepewnymi psiakami, które z sesji na sesję potrafiły „odkleić się” od przewodnika i czuły się coraz pewniej. Jednak i tutaj kryją się pewne haczyki: ważne jest, aby trener wspierał ten proces i zauważał, jaki temperament i jaką osobowość ma pies. Istotne jest dopasowanie sposobu, miejsca i dynamiki nagradzania, czasem zbyt „żywiołowa” reakcja przewodnika lub trenera może nas cofnąć w procesie, a kiedy indziej trzeba właśnie dodać otuchy i ucieszyć się, by wzmocnić psa. Stopniowe podnoszenie poziomu trudności i dobór miejsc do przeszukań również mają ogromne znaczenie. Dlatego staram się, aby także jako trener stale się rozwijać, patrzeć przede wszystkim na psa i nigdy nie stanąć w miejscu z myślą, że „teraz już wiem wszystko” - niestety nigdy tak nie będzie.
Specjalnie piszę osobny post w kontekście noseworku jako wsparcia terapii psów lękliwych/lękowych (agresja najczęściej jest skuteczną reakcją na coś, czego pies się boi). Uważam, że nie każdy pies powinien jeździć na zawody, ponieważ może to przynieść więcej szkody niż pożytku. Za to podpisuję się obiema rękami pod tym, że nosework naprawdę pomaga psom. Jeśli ktoś uważa inaczej to też ok, wolność słowa i wyznania.
Oczywiście nie może być wpisu bez pochwalenia się. W Ustce/Słupsku pracowałem z wieloma psiakami, które przychodziły do mnie najczęściej w ramach terapii. Jednym z nich jest kundelek Louis, znaleziony przez Agnieszkę i Marcina na hotelowym śmietniku. Louis trenował również agility, ale czasem, gdy zadanie go przerastało, bądź wydarzyło się coś co tylko on o tym wiedział, potrafił się „wyłączyć” i w ramach samoregulacji przechodził do węszenia lub noszenia numerków po całym torze. Louis ma także bardzo silną fobię dźwiękową i nie tylko reaguje na wystrzały, ale potrafił wycofać się z treningu, kiedy nad nami ganiało się stado srok, albo bardzo daleko usłyszał pociąg. Dzięki wspólnej pracy i wyczuciu Agi Louis właśnie dzięki noseworkowi zaczął się otwierać. Przyszły dni, kiedy wręcz ciągnął na smyczy, żeby móc sobie co nieco poniuchać. Doszliśmy do etapu, w którym był gotowy podejść do oficjalnych testów zapachowych w stodole, gdzie pełno było różnych zwierzęcych zapachów. Jasne, zdarzały się potem chwile, kiedy strachy wracały podczas treningu, ale, po pierwsze, życie to nie linia w górę, tylko raz w górę, raz w dół, a po drugie (i najważniejsze) Louis bardzo szybko potrafił wrócić do zabawy.
Tak że dziś muzą tego posta jest ten oto przystojniaczek.