16/05/2026
Jak każdy chyba, obserwuję, że co jakiś czas mamy kolejne afery związane z patologicznymi schroniskami.
Pojawiają się nagrania, dramatyczne relacje, nagłaśniane przez znane i medialne osoby.
Trzeba aż takiego działania, aby rzeczy oczywiste ujrzały światło dzienne doprowadzając do konfrontacji i zmian? Lub do szybkiego pożaru a potem zamiatania pod dywan?
Z drugiej strony, gdyby nie takie akcje, to cierpienie zwierząt i zaniedbania nigdy nie zostałyby nazwane głośno. A dzięki temu ludzie protestują, komentują i głośno domagając się konkretnych działań.
Bezdyskusyjnie, krzywda zwierząt i nieprawidłowości powinny poruszać.
Mnie patologia już nie zaskakuje.
Ale zaskakuje mnie ciągle, gdy widzę ludzi, którzy dbają, prowadzą schroniska rzetelnie, gminy, które biorą odpowiedzialność. Są takie miejsca. I nikt ich publicznie nie chwali, nie nagłaśnia, że da się, a szkoda. Niestety im też się potem obrywa, bo ludzie są uwrażliwieni.
Mnie nurtuje od lat pytanie, dlaczego tak łatwo jako społeczeństwo jednoczymy się wokół tragedii, a tak trudno wokół rozwiązań i działania?
Gdy dramat jest publiczny to tysiące osób reaguje, jednoczy się w działaniu.
Gdy pojawia się przestrzeń do otwarcia rozmowy o tym, jak system naprawdę działa i co można zmieniać to zainteresowanie nagle spada.
Dla mnie jest to paradoks - bo najpierw o te zmiany walczy się krzykiem, a gdy jest otwarcie tematu z dialogiem to zalega cisza i okazuje się, że nikogo nie ma...
Czy naprawdę chcemy zmian?
Czy tylko kolejnej historii, która wywoła emocje, wyrzut adrenaliny i poczucie, że coś zrobiliśmy, choć nie jest to nic trwałego . Taka dopaminka.
Chciałabym zwrócić uwagę , że ten problem jest głęboki, wielowymiarowy i zaczyna się dużo wcześniej:
W decyzjach.
W dokumentach.
W tym, czy do współpracy zaprasza praktyków, czy działa według schematów sprzed lat, i przepisów które nie są złe, ale wymagają zmian. A żeby je zmieniać, trzeba spojrzeć holistycznie na to, co jest zgodne z wiedzą o gatunkach.
W tym, jak gminy wydają środki.
W tym, czy inwestują w edukację mieszkańców, szkół, urzędników.
A wiecie, że raport NIK z 2024 roku pokazuje, że wydatki gmin na edukację to zaledwie 0.5% ? Reszta to kastracje, odławianie i utrzymanie zwierząt w schroniskach.
A bez regularnej, całorocznej edukacji w szkołach, nacisku na edukację urzędników odpowiedzialnych za decyzje związane z bezdomnością niewiele się zmieni długofalowo.
Mam wrażenie, że kręcimy się w kółko, jak pies goniący własny ogon.
Zbyt często sprowadza się temat zapobiegania bezdomności do jednego rozwiązania: kastracji.
I chcę podkreślić, żeby później nikt mi nie zarzucał skrajności, że owszem, ubezpładnianie jest koniecznym elementem ograniczania rozmnażania.
Ale nie zastąpi mądrego systemu, nie poprawi warunków, nie nauczy nikogo odpowiedzialności. Nie sprawi, że zwierzę trafi do dobrego domu, gdzie ludzie udźwigną ciężar ewentualnych problemów, lub będzie im łatwiej.
Kastracje w schroniskach są obligatoryjne, regulują to odpowiednie przepisy.
Jednak jeśli wykonuje się je bez oceny behawioralnej, zbyt wcześnie lub bez indywidualnego podejścia, konsekwencje ponoszą później psy i ludzie.
Od lat pracuję z opiekunami psów po adopcjach.
Widzę, jak ludzie zostają sami z problemami, których nie przewidzieli, nikt ich na nie przygotował a system często widzi tylko statystykę.
Nikt nie uprzedził, że pies z zaburzeniami zachowania był niedawno wykastrowany i zacznie zachowywać się agresywnie na skutek spadku testosteronu w ciągu krótkiego czasu po zabiegu.
Nikt nie zajął się przepracowaniem problemu przed kastracją, jeszcze w schronisku. Bo nie ma komu.
Nikt nie powiedział ludziom, że mogą pojawić się problemy z zachowaniem po kastracji, zwłaszcza u psa po przejściach, więc niech się przygotują na jakąś pracę z nim.
Za dużo widziałam zwrotów z takich właśnie adopcji lub historii gdzie pies któregoś dnia zniknął bo ktoś nie dźwignął problemu. Tak się zapętla bezdomność.
Schroniska nie zatrudniają specjalistów, bo często nie mają na to funduszy, po drugie, rynek wypuszcza osoby po różnych kursach, zupełnie nie przygotowane do pracy.
I rozumiem, że trudno to zweryfikować na poziomie urzędniczym.
Wydaje mi się, że o tym się nie mówi głośno, bo łatwiej udostępnić dramatyczny post niż usiąść do trudnej rozmowy o tym, co trzeba zmienić. Ale chyba wszyscy o tym wiemy.
A przecież są miejsca, które działają dobrze.
Schroniska, które naprawdę się starają.
Gminy, które potrafią wprowadzać lepsze rozwiązania.
Ludzie, którzy codziennie pracują z bezdomnymi zwierzętami i wiedzą, gdzie system się zacina. Są i znam takie.
Dlatego zamiast kolejny raz zatrzymać się na oburzeniu, warto pójść krok dalej i zacząć rozmawiać o przyczynach, błędach i rozwiązaniach.
Właśnie po to powstało II Śląskie Seminarium Behawiorystyczne jako przestrzeń do otwartej rozmowy o systemie opieki nad zwierzętami bezdomnymi, o praktyce schronisk, współpracy z gminami i tym, co naprawdę pomaga ograniczać bezdomność i wspiera adopcje, o wolontariatach.
A także co można robić aby faktycznie już na etapie schroniska łatwiej przygotowywać zwierzęta do adopcji.
Przemyślenie i przygotowanie drugiej edycji zajęło mi rok. A tak naprawdę to znacznie więcej - pomysł kiełkował we mnie odkąd pierwszy raz miałam styczność z bezdomnością i niemoc na brak rozwiązań prostych ale niemożliwych do osiągnięcia z powodu braku wiedzy osób odpowiedzialnych. Nie braku chęci, tylko wiedzy i to widzę na codzień. Nie mogę pozostać bierna.
Dlatego zaprosiłam prelegentki, które nie tylko posiadają odpowiednie wykształcenie w kierunku behawiorysty, ale też wieloletnie doświadczenie w pracy ze zwierzętami i bezpośrednio związane są ze schroniskami dla bezdomnych zwierząt, również od strony zarządzania.
Znają temat do podszewki.
Zrobiłam to po to, aby pokazać dobre praktyki, rozwiązania, które pomagają w prowadzeniu schroniska i realnej walce z bezdomnością. Pokazać każdemu, kto krzyczał i alarmował gdy działo się źle, że są miejsca z których każdy powinien brać przykład. Są gminy, które stają na wysokości zadania.
Bo to da się zrobić.
Ale do tego potrzebni są ludzie, społeczeństwo . O tym trzeba krzyczeć.
Nie protesty, ale świadomość co wszyscy wspólnie możemy zrobić i czego wymagać by tragedie się nie działy a system dawał możliwość większej kontroli społecznej.
Dlatego, jeśli temat bezdomności jest dla Was ważny, chcecie mieć realny wpływ na jakieś zmiany , zapraszam na wydarzenie. Link w komentarzu.