29/09/2026
Tak podobno widzi mnie AI.
I trzeba przyznać — wersja premium.
Wschód słońca.
Mgła.
Alpaki ustawione jak do kampanii reklamowej.
Pies siedzi jak wzorowy pracownik miesiąca.
Samochód otwarty.
Wszystko poukładane.
Ja z kubkiem w ręce, patrząca w dal jak kobieta, która ma plan.
To ostatnie jest najbardziej fantastyczne.
Rzeczywistość wygląda raczej tak:
Najpierw sprawdzam, jaki jest dzień tygodnia.
Potem sprawdzam, gdzie jadę.
Potem, z którym zwierzakiem.
A potem jeszcze raz sprawdzam, jaki jest dzień tygodnia, bo po drodze zdążyłam zapomnieć.
I tu wchodzi mój genialny model biznesowy:
pracuję sama.
Czyli:
odbieram telefon ja,
odpisuję ja,
ustalam ja,
pakuję ja,
jadę ja,
prowadzę zajęcia ja,
ogarniam zwierzęta ja,
wystawiam faktury ja,
pilnuję terminów ja.
A później z ogromnym zdziwieniem pytam:
„Dlaczego ja nie mam czasu?”
Naprawdę zagadka godna komisji śledczej.
Oficjalnie mówię, że pracuję sama, bo lubię mieć kontrolę nad jakością.
Nieoficjalnie:
najwyraźniej uznałam, że delegowanie zadań jest dla ludzi, którzy lubią łatwe życie.
Ja wybrałam trudniejszą ścieżkę.
Samodzielność, odpowiedzialność i możliwość pretensji wyłącznie do siebie.
Bardzo rozwojowe.
Nie mam problemów z pracownikami.
Nie mam ich spóźnień.
Nie mam ich urlopów.
Nie mam ich wymówek.
Mam za to jedną pracownicę, która:
bierze za dużo na siebie,
źle planuje odpoczynek,
przecenia liczbę godzin w dobie
i regularnie kłóci się z szefową.
Czyli ze mną.
Relacja toksyczna, ale stabilna.
Najbardziej lubię moment, kiedy patrzę wieczorem w kalendarz i mówię:
„Kto normalny tak to poukładał?”
Po czym odkrywam, że odpowiedzialna za to osoba stoi właśnie przed lustrem.
Nie można nawet sensownie ponarzekać na zespół.
Na zdjęciu AI widzi też spójną wizję życia:
edukacja, zwierzęta, książki, technika, samochód, praca, natura.
Wygląda, jakbym od lat konsekwentnie budowała jakiś plan.
A prawda jest taka, że u mnie większość rzeczy zaczyna się od:
„O, ciekawe.”
Potem:
kurs,
kolejny pomysł,
nowe narzędzie,
nowe materiały,
następne zajęcia.
I nagle nie mam gdzie tego trzymać.
Bardzo strategicznie.
Samochód też oczywiście nie jest „samochodem”.
To mobilny magazyn, biuro, szatnia, centrum logistyczne, skład paszy, schowek na pół życia i miejsce, w którym zawsze brakuje dokładnie tej rzeczy, której akurat potrzebuję.
AI pokazało też kubek.
Piękny szczegół.
Zakładam, że kawa jest ciepła.
Tutaj już model naprawdę puścił wodze fantazji.
Gdybym mogła się sklonować, potrzebowałabym kilku wersji siebie.
Jedna do zajęć.
Jedna do telefonów.
Jedna do papierów.
Jedna do zwierząt.
Jedna do kalendarza.
Jedna do odpoczywania.
Tę ostatnią zwolniłabym pierwszego dnia za brak zaangażowania.
Więc tak.
Tak widzi mnie AI.
Spokojna kobieta o świcie, z planem, kawą i zwierzętami.
A rzeczywista ja rano:
„Jaki dziś dzień?”
„Gdzie jadę?”
„Pies czy alpaki?”
„Czy wszystko spakowałam?”
I najważniejsze:
„Kto mi to wszystko wymyślił?”
No tak.
Ja.
Znowu ja.