30/08/2026
Czy sterylizujemy psy zbyt automatycznie?
Mój wczorajszy dyżur był dniem konsultacji i kwalifikacji pacjentów do zabiegów. Z racji mojej specjalizacji większość grafiku zajmowały przypadki ortopedyczne. Kolejno wchodzili więc pacjenci z zerwanymi więzadłami, problemami z kręgosłupem, podejrzeniem dysplazji albo wymagający zaplanowania leczenia choroby zwyrodnieniowej.
Pomiędzy nimi trafiały się również konsultacje przed zabiegami uznawanymi za rutynowe. A wśród nich najczęściej: kastracja i sterylizacja.
Tak było również wczoraj.
Między jednym zerwanym więzadłem a problemem z implantem w operowanej nodze w moim gabinecie siedziała Ramona. Ośmiomiesięczna rottweilerka. Jej opiekunka śledziła dyskusję o kastracji na jednej z grup internetowych. Im więcej czytała komentarzy, tym mniej oczywista stawała się decyzja. Przyszła więc zasięgnąć mojej opinii…i zapisac ja na zabieg, ktory wiekszosc “internetu” uznała za obowiązkowy dla tej rasy.
Na szczęście zostawiła odrobinę przestrzeni na zmianę decyzji więc nie pytała już wyłącznie, kiedy wykonać zabieg. Chciała wiedzieć, czy w przypadku Ramony w ogóle należy go wykonywać.
Dla wyjaśnienia, mówimy potocznie o sterylizacji, chociaż najczęściej wykonujemy tak naprawde kastrację, czyli usuwamy jajniki lub jądra. Pamietanc nalezy ze można uniemożliwić psu rozmnażanie i pozostawić g***dy, wowczas wlasnie mowi sie o kastracji. W typowej praktyce weterynaryjnej wraz ze zdolnością rozrodu usuwamy jednak również źródło hormonów płciowych.
Przez lata w Polsce kastracja należała do pakietu , nazwijmy go : odpowiedzialnej opieki. Zapobiegała niechcianym miotom, miała chronić przed nowotworami, a przy okazji uspokajać trudniejsze zwierzęta. Pytanie najczęściej nie brzmiało „czy” ja wykonać, lecz „kiedy”.
Dzisiaj odpowiedź na to pytanie przychodzi trudniej.
Oto w 2024 roku WSAVA opublikowała nowe wytyczne dotyczące kontroli rozrodu psów i kotów. Dopuszczono pozostawienie g***d u części psów, a u niektórych suk nawet wskazano na korzyści z nie wykonywania zabiegu.
Jednym z najmocniejszych argumentów przemawiających za kastracją suki jest ropomacicze. To poważne zakażenie, podczas którego macica wypełnia się ropą, a bakterie i produkowane przez nie toksyny zaczynają wpływać na cały organizm. S**a staje się osłabiona, może wymiotować, dużo pić, częściej oddawać mocz i przestać jeść. Nierzadko potrzebuje pilnej operacji, wykonywanej wtedy, gdy jest już chora i znacznie gorzej znosi znieczulenie.
Problem nie jest rzadki. W dużym szwedzkim badaniu ropomacicze przed ukończeniem dziesiątego roku życia rozpoznano średnio u niemal jednej na cztery suki. Nie oznacza to, że dokładnie takie samo ryzyko dotyczy każdej z nich. W zależności od rasy chorowało około 10 do ponad 50 procent suk.
Kastracja skutecznie zapobiega ropomaciczu. W przypadku ras szczególnie narażonych na tę chorobę planowa operacja zdrowej suki może być znacznie bezpieczniejsza niż czekanie na zabieg ratunkowy kilka lat później.
Z guzami gruczołu sutkowego sprawa jest mniej oczywista. Klinicznie częściej widzimy je u suk niekastrowanych albo kastrowanych późno. Biologiczny związek z hormonami płciowymi ma sens, a kastracja prawdopodobnie zmniejsza ryzyko przynajmniej części tych nowotworów. Nie możemy jednak uczciwie obiecać, że zabieg wykonany przed pierwszą cieczką niemal całkowicie ochroni sukę przed chorobą. Liczby, które przez lata powtarzaliśmy w gabinetach, pochodzą ze starych badań obciążonych poważnymi ograniczeniami. Nie wiemy, jak duża jest rzeczywista ochrona ani jak dokładnie zmienia się ona w zależności od momentu wykonania zabiegu.
Lekarz nie powinien więc dziś mówić opiekunowi: „Jeżeli wysterylizujemy sukę przed pierwszą cieczką, praktycznie wyeliminujemy ryzyko nowotworu gruczołu sutkowego”. Takie zapewnienie jest mocniejsze niż dowody, którymi dysponujemy. Możemy mówić o prawdopodobnym działaniu ochronnym. Nie powinniśmy używać starych liczb jako rozstrzygającego argumentu za kastracją każdej młodej suki.
Inne badania z kolei wykazały również związek pomiędzy kastracją, zwłaszcza wykonaną wcześnie, a zwiększonym ryzykiem niektórych chorób układu ruchu. Sygnał jest najlepiej widoczny u części ras dużych i olbrzymich. Dotyczy między innymi choroby więzadła krzyżowego doczaszkowego oraz wybranych zaburzeń rozwojowych stawów.
Nie oznacza to, że kastracja “zerwie psu więzadło”. Jako ortopeda uważam jednak, że u rosnącego psa dużej rasy, jeżeli nie istnieje pilne wskazanie do zabiegu, warto rozważyć odroczenie go do zakończenia dojrzewania układu kostnego.
Jeszcze ostrożniej podchodzę do kastracji proponowanej jako sposób na problemy behawioralne. Zabieg może ograniczyć ucieczki, znaczenie moczem, krycie i część konfliktów pomiędzy samcami. Nie usuwa lęku, bólu, frustracji ani doświadczeń, z których potem wynikają zachowania agresywne. Nowsze badania opisują dosłownie że u części kastrowanych psów pojawia się więcej niepewności i reakcji lękowych.Jeżeli głównym problemem jest lęk, reaktywność albo agresja, najpierw trzeba ustalić ich przyczynę. Kastracja może pomóc przy zachowaniach napędzanych hormonami płciowymi. Nie powinna zastępować diagnostyki bólu ani oceny behawioralnej.
U samców zabieg eliminuje ryzyko nowotworów jąder i ogranicza choroby zależne od androgenów. Wnętrostwo, zmiany jąder oraz choroby zależne od testosteronu wyraźnie przemawiają za operacją. U zdrowego młodego samca samo istnienie jąder nie jest jeszcze pilnym wskazaniem.
Kiedy wcześniej pisałem o kastracji, część osób zarzuciła mi, że podważam jedną z niewielu skutecznych metod walki z bezdomnością. W Polsce ta rozmowa nie odbywa się jedynie w gabinecie, z jednym psem i opiekunem kontrolującym każdy jego spacer. Odbywa się również w schroniskach, fundacjach i gminach, które od lat wyłapują kolejne zwierzęta.
Kontrola NIK pokazała, że w objętych badaniem gminach około 90 procent pieniędzy przeznaczano na wyłapywanie bezdomnych zwierząt i utrzymywanie ich w schroniskach. Na znakowanie, kastrację i sterylizację przypadało około 5 procent. W przypadku zwierząt mających opiekunów zaledwie 1 procent.
Kastracja psa schroniskowego, zwierzęcia swobodnie się przemieszczającego albo psa, którego rozrodu nie da się skutecznie kontrolować, może być najbardziej odpowiedzialną decyzją. W takich warunkach korzyść populacyjna i srodowiskowa może przeważyć nad niepewnym ryzykiem odległej choroby u pojedynczego psa. Indywidualizacja nie zawsze oznacza odroczenie zabiegu. Czasem oznacza wykonanie go możliwie szybko.
Krytyka automatycznej kastracji zdrowych psów rodzinnych nie może stać się wymówką do porzucenia programów ograniczających nieplanowane mioty. Ale bezdomność nie rozstrzyga każdej decyzji medycznej. Pies mieszkający w domu, pozostający pod kontrolą i nienarażony na rozmnażanie znajduje się w innej sytuacji niż pies bezdomny.
Widać to również poza Polską. W Norwegii rutynowa kastracja psów jest prawnie ograniczona. Zabieg musi wynikać z troski o zdrowie lub dobrostan zwierzęcia albo z innych szczególnych powodów. Większość psów zachowuje g***dy, a kontrola rozrodu spoczywa przede wszystkim na opiekunach.
Niemieckie prawo także wychodzi od ochrony integralności ciała zwierzęcia. Dopuszcza jednak kastrację ze wskazań weterynaryjnych oraz w celu zapobiegania niekontrolowanemu rozmnażaniu. To podobny kierunek myślenia, choć nie identyczne przepisy.
Nie przywołuję tych krajów jako gotowego wzoru dla Polski. Pokazują, że ograniczenie rutynowej kastracji może funkcjonować tam, gdzie działa cały system: kontrola rozrodu, identyfikacja zwierząt, egzekwowanie odpowiedzialności i dostęp do opieki. Przeniesienie samego ograniczenia, bez całej reszty, mogłoby zwiększyć liczbę niechcianych miotów.
Warunki życia psa muszą być częścią decyzji. Lekarz powinien wiedzieć, czy opiekun potrafi zabezpieczyć sukę podczas cieczki, kontrolować samca i rozpoznać objawy wymagające pilnej pomocy. To jest ocena ryzyka, nie moralna ocena człowieka.
Na końcu rozmowy wróciliśmy do Ramony. Ośmiomiesięcznej rottweilerki, która nadal rośnie i nie ma obecnie medycznego wskazania do operacji. Zaleciłem, aby nie wykonywać zabiegu teraz. Najpierw Ramona powinna zakończyć dojrzewanie układu kostnego. Do tego czasu opiekunka będzie zabezpieczać ją podczas cieczki, zapobiegać rozmnażaniu i obserwować jej zdrowie. Później wrócimy do rozmowy i ponownie ocenimy korzyści oraz ryzyko.
Ramona wyszła więc z gabinetu bez terminu operacji. Nie dlatego, że kastracja jest zła. Dlatego, że w jej przypadku nie znalazłem wystarczającego powodu, aby wykonywać ją właśnie teraz.
-------------------------
👉Jeżeli znasz kogoś, kto właśnie zastanawia się nad kastracją swojego psa, udostępnij mu ten tekst. Nie po to, żeby internet podjął decyzję za niego. Po to, żeby wiedział, o co zapytać swojego lekarza.