20/01/2026
Koń czuje jak siada na nim mucha. Co więcej badania naukowe wskazują, że końska skóra jest wręcz wrażliwsza na dotyk niż nasza. A mimo to wiele osób żyje dalej w przeświadczeniu, że działając mocniej dostanie lepszy efekt. Część koni zareaguje wtedy gwałtownie, dzięki temu dość jasno dając do zrozumienia człowiekowi, że sygnał był za mocny. Są jednak konie, które w odpowiedzi na za mocny sygnał w odruchu obronnym się napną, dając jeźdźcowi wrażenie braku reakcji na pomoc, albo wręcz oporu. Często spotykanym wtedy schematem jest to, że jeździec działa coraz mocniej (no bo przecież ten głupi koń nie reaguje), a koń przytłoczony coraz mocniejszymi bodźcami "zatyka" się coraz bardziej. Niestety zazwyczaj prowadzi to do tego, że przebodźcowany koń ostatecznie słabiej lub mocniej wybucha. No i wtedy słyszymy, że ten głupi koń wybuchł z niczego. I tu moja gorąca prośba - zapamiętajmy raz na zawsze, że konie NIGDY nie wybuchają z niczego. Zapamiętajmy również, że czują wszystko. WSZYSTKO. Tak więc wykasujmy z naszych głów rozumowanie, że trzeba zadziałać mocniej, żeby poczuł. Nawet jeżeli daliśmy naszym zdaniem lekki sygnał, a wywołał on napięcie u naszego konia to zastanówmy się czy nie jesteśmy w stanie działać jeszcze subtelniej. A już na pewno nie wchodźmy w napięcie konia jak buldożer, bo to naprawdę do niczego dobrego nie doprowadzi. Co mi się sprawdza, jak podejrzewam, że moje działanie było za mocne to odpuszczenie jak koń się napiął (to jest często mało intuicyjne, bo odruchem jest działać mocniej, bo nam ludziom wydaje się, że mocniej = lepiej) i w momencie jak wróci on do rozluźnienia poproszenie jeszcze raz tylko sporo lżej. I ku zdziwieniu wielu dużo lżejszy sygnał potrafi spowodować dużo lepszą odpowiedź u konia. Wystarczy tylko uszanować jego wrażliwość, a nie przebodźcowywać go wciąż dając za dużo za mocnych i często sprzecznych sygnałów.
fot. Oliwia Chmielewska Photo