18/03/2021
"Zdarzają się też odwrotne sytuacje, kiedy namawiasz właścicieli na eutanazję, a oni nie chcą się zgodzić. Zwierzę umiera godzinami, nie możesz na to patrzeć, wiesz, że nie ma szansy. Targasz się z myślami, dzwonisz i informujesz, że nie ma poprawy. Czujesz się wtedy okropnie, jak sęp na zwłokach. Jeszcze jeden lek, jeszcze jedna kroplówka, jeszcze bezsensowny termoforek i litr tlenu. Chciałoby się przestać ratować, ale nie można okłamać właściciela.
(...)
Na drugim wychyleniu wahadła są choroby stosunkowo łatwe do wyleczenia, ale zaniedbane. Tacy ludzie często jeszcze płaczą najgłośniej, zapewniają, jak bardzo „kochają”, ile by dali, by było lepiej. A ty wiesz, że ten guz wisi tam od pół roku, aż się rozpadł do zgniłego mięsa i zaczął śmierdzieć na cały dom. I wiesz, że w dupie mieli ten guz ostatnie pół roku."
- Kobiet - lekarzy weterynarzy znam o wiele więcej niż statystyczny człowiek, a przez to - jak sądzę - znam o wiele więcej samobójców” – mówi Paula Dziubińska-Bartylak, specjalista chorób zwierząt egzotycznych i specjalista chorób psów i kotów.