27/08/2025
Kochani, tu Szamanka.
Długo biłam się z myślami, czy napisać ten post. Po postu nie miałam psychy. Ale to byłoby nie fair wobec Was, a szczególnie wobec Osób, które były z nami od samego początku cićkowej przygody na Stancji, kiedy z zapyziałego podwórka przyniosłam ślepą, zabiedzoną kotkę z trójką chorych dzieci. Wasza szczodrość i doping pozwoliły mi wtedy uratować tę czwórkę.
Ciciek odszedł w zeszłą sobotę.
Nie dał mu rady kalicivirus i herpes, nie dała rady panleukopenia, zapalenie dziąseł i h**e nadwątrobie. Tym razem zza zakrętu wyskoczył na nas chłoniak. Mój mały wygadany syn (sorki, Gieny, twój też) pewnie nazwałby go jamochłonem, gdyby wiedział, ale nie powiedziałam mu, jak bardzo jest chory. Ja sama nie wierzyłam, kiedy kolejne cztery USG robione w odstępie paru dni pokazywały coraz większe spustoszenia w jego brzuszku. Wylosowaliśmy najgorszą cholerę - Ciciek zawinął się w 6 tygodni od pierwszych objawów.
Uratować go nie mogłam, ale zrobiłam wszystko, żeby się nie zorientował, co się odjaniepawla. Jechał na swoich ulubionych dragach i nieomal do końca czuł się tak, jak widzicie na filmiku - to nasz ostatni. Aż przyszedł taki moment, że nie dało się już dłużej ogrywać tego kurestwa.
Jeśli to jakaś pociecha, reszta bandy czuje się doskonale.
Dziękuję, że przez te 9 lat tak serdecznie nam kibicowaliście i kibicowałyście, ale muszę się pożegnać. Bez Cićka ta strona nie ma sensu. Chwilowo nic bez Cićka nie ma sensu.