30/10/2026
❤️BERTA❤️ i nasza historia...
Opowiem Wam historię. Chyba historię miłosną...❤️
Niech Was nie zwiodą zdjęcia...
W maju od producentki zwierząt spod Tczewa przyjechała do nas ❤️ KRÓWKA BERTA ❤️ - fajna, prawie 6-letnia sunia w typie landseera. Powoli się klarowała jej sytuacja zdrowotna, przeszła cieczkę, została wysterylizowana. Były szczepienia, groomer, antykleszcze i czipowanie. Wszystko zostało ogarnięte.
W przysłowiowym "międzyczasie" poszło kilka ogłoszeń na grupy związane z jej rasą.
Odezwał się pan.
Człowiek pracujący z domu, tłumacz. Znał rasę, zachowania, problemy zdrowotne - od 30 lat jedyne psy jakie miał to molosy.
Czekał prawie 2 miesiące, aż ❤️BERTA❤️ będzie gotowa do zmiany domu.
Byliśmy w stałym kontakcie, przegadaliśmy wiele godzin.
Wizyta przedadopcyjna dawała zielone światło.
Na któregoś tam września pan umówił wizytę u groomera i kontrolną wizyte u weta w Warszawie.
Opłacił transport - tzn. zapłacił nam za paliwo, żeby bezpiecznie dotarła do niego, do miejscowości na trasie Warszawa - Radom.
Normalnie ok. 4 h jazdy w jedną stronę z Elbląga - ale to normalnie, tak z prędkością światła 😉 Nie naszym kangurkiem...
Nam zeszło 5.5 godziny w jedną stronę 🫣
Dojechała w piątek po 16. Pobyliśmy razem z Bertą i panem jakieś 2 godziny. Suńka pospała, zjadła, uraczona została smaczkami, połaziła, szczeknęła, była zrelaksowana. Została, a my pojechaliśmy w stronę domu – tym razem zeszło troszkę dłużej, bo uczyniliśmy jeszcze podwózkę szczeniaków z Podlasia na trasie i musieliśmy troszkę zboczyć. Suma summarum pod dom zajechaliśmy 2.15 w nocy…
Ale… od 22:30 zaczęły przychodzić SMSy od pana z informacjami o treści:
„Czterokrotnie próbowała ucieczki. Raz jej się udało, złapała ją sąsiadka. Trzy kolejne próby udaremniłem”
”Przeskoczyła przez taras, wpadła w jałowiec, uciekła ponownie w kierunku wjazdu”
„Przesunęła ten wielki kamień przy furtce i tamtędy próbowała uciec rozwalając płot”
„Nie chce wejść do domu, zapiera się przy bramie wjazdowej i szczeka”
„Nie chcę poświęcać kolejnych lat na pilnowaniu jej, żeby nie dała dyla w poszukiwaniu pani”
„Jest przemiła, jest pieszczochą, ale to pies jednego człowieka, a ja nim chyba nie jestem”
Te treści były tak obce, tak nierealne i tak niemożliwe do wykonania przez Bertę – pies z usposobieniem wiecznie zaspanym, powolnym, zmęczonym, polegującym miał forsować płot? Przeskakiwać barierki tarasu, gdzie taras był na wzniesieniu i faktycznie otoczony był wielkimi krzewami jałowca…
Płacz, niedowierzanie, mętlik w głowie, mnóstwo pytań – i główne: co robić?
Byliśmy w połowie drogi do Elbląga. Zaraz północ. Zmęczenie, łzy, przeżycia związane z całym dniem, bo każda adopcja to dla nas wielkie wydarzenie emocjonalne. Zawrócić nie możemy, to byłoby nieodpowiedzialne: jeden kierowca od rana jadący przez Polskę, ciemno, senność, ciało obolałe, zwierzęta w domu mają opiekę tylko do rana, a przecież nie obrócimy do 7. A była tylko jedna możliwość – wrócić po nią, póki jest cała i zdrowa. Póki nic sobie nie uszkodziła i nic się jej nie przytrafiło niedobrego. Jutro wrócić.
Dotarliśmy do domu po 2. Szybka kąpiel i spać. Pobudka o 7:30, ogarnięcie stada, śniadanie i wyjazd po 10. Tankowanie. Jedziemy.
Płońsk – potrzebujemy kawy. Zjazd na stację paliw. Chcemy ruszać, ale dźwięk przy oponie jest dziwny – „kapeć”… To się nie dzieje… a jednak!
Ok - bez paniki - lewarek jest, klucz do kół na miejscu i opona też obecna, ale znów "ale"... śruby były zapieczone i nijak bez konkretnego sprzętu nie dało się ich ruszyć. Siłowało się 3 panów na stacji – nie poradzili. Jeden mieszkał niedaleko, pojechał po jakieś pneumatyczne narzędzia, ale też okazały się za słabe. Sobota, Płońsk, przed 14 – znajdź wulkanizację!😔
Kilka telefonów, jakaś pomoc drogowa – wszyscy po pracy albo w Warszawie… nawet nie chcieliśmy myśleć o kosztach...
I nagle...
Podchodzi mody człowiek, pyta w czym kłopot, szybkie streszczenie sytuacji, że my z Elbląga, że adopcja, że odbiór psa, że ważne jest bardzo, by dziś dojechać do celu. „Ok, zróbmy tak: napompuje pani to koło na maksa i proszę jechać za mną. Kolega ma sprzęt i zmienimy oponę. Ja jestem wolontariuszem u nas w schronisku tu niedaleko i dobrze rozumiem sytuację.” No łzy szczęścia napłynęły do oczu!
Zesłano nam psioluba!
Dotarliśmy do niewielkiego garażu, gdzie młody chłopak, pasjonat motoryzacji miał wszystko, co potrzebne. Chłopacy zdjęli oponę, naprawili ją, wyczyścili śruby, sprawdzili ciśnienie we wszystkich oponach, poukładali na miejsce nasze sprzęty.
Anioły motoryzacji, które spadły nam z nieba po prostu!🥹🥰
Po tych przebojach ruszyliśmy dalej. Ku wielkiej radości - już nie było wielkich przygód.
Kilka minut przed dojechaniem na miejsce Berta już wyła pod płotem – nie wiem, czy słyszała auto, które charakterystycznie popiskuje, czy czuła, że zaraz nas zobaczy…
Jej wzroku, gdy wysiadłam z samochodu nie zapomnę nigdy!🥹
Otworzyłam bramkę, a ona wystrzeliła w kierunku otwartych drzwi auta i wpakowała się na psie posłanie.
Nigdy nie uczyniła tego tak szybko i sprawnie. Wręcz wkleiła się w swoje miejsce. Nie było siły, by ją ułożyć inaczej.
No cóż... Spakowaliśmy jej rzeczy. Dostała jeszcze karmę i smaczki, które były dla niej zakupione przez pana, zamieniliśmy kilka zdań i w drogę do domu.
A pan? Pan został. Stwierdził, że ona wybrała już dom.
I chyba miał rację w swojej decyzji.
Decyzja była szybka, ale takie rzeczy się czuje.
Nie mamy pretensji do pana. On stwierdził fakty. Nie chciał walczyć z psem i na siłę zmieniać kierunku miłości ❤️BERTY❤️
To nie był dom jej przeznaczony po prostu...
Adopcja ma dać przyjemność z posiadania psa. To nie może być walka i stres o każdy ruch stworzenia.
Dlatego warto kierować się charakterem, a nie wyglądem psa.
Widzę, że po powrocie jest inna...
Jest radośniejsza.
Bardziej okazuje uczucia.
Więcej czasu chce spędzać w domu.
Jest kochana.
Czy ktoś zaczaruje cudną ❤️BERTĘ ❤️?
Czy ona da się komuś zaczarować?
Czy znajdzie się ten jedyny, najlepszy dom?